Po ciemku trafić do swego

Tyle różnych mocno żyje po świecie, gdy wypatrzę, chudną.

Ten kogut niedooglądany, nieodnowiony ptakiem, wypiał

więcej, niż ogarnął skrzydłami: ogromne, brzuchate na

mgnienie — i zapadł. Inne moje nie dają echa. Źdźbło po

źdźble rudzieje, tyle gorzkich co słodkich, w ciasnych pętlach

krtani tylko lis mógłby się przegryźć, dokąd pójdzie? Roz-

pierzcha się to na marne sierści, rozfruwa na pierza. Każdy

pan na swoim, do nikogo podegnać.