* * * [Nocą, gdy sanie...]

Nocą, gdy sanie szeptem przesuną po drodze,

niebo wysoko rośnie na kolumnach smreków1

i gwiazdami oddzwania modrym śniegom odzew

nad wsiami płynącymi w dole ciszy rzeką...

Wonna kaplica nocy gaśnie w ostrych świecach

drzew ucichłych o zmroku jasną gęścią bieli,

drogi płyną niebieską polewą księżyca

w zgęstniałe morze nieba, w dzwonną, czystą ciszę.

Mróz otarł szorstkie futro w nasze ciche usta,

zmrok pogasił strumienie jak błękitny płomień

i noc rozpięta miękko na zastygłych drzewach

zgaśnie cicho na matach wietrznych oszołomień.

A wtedy oczy zajdą w szklane, śliskie niebo,

które głębią odpłynie smutnie i bezchmurnie,

przepastne, modre stropy pękną wielką ciszą

i wyżej pojedziemy... w diamentowe turnie2.

6. I. 39

Przypisy:

1. smrek (reg.) — świerk. [przypis edytorski]

2. turnia (reg.) — szczyt górski. [przypis edytorski]