Ci ludzie

Głowa przy głowie — taki to mur?

Twarze jak orzech twardych czaszek.

Pięści spęczniałe jak garby gór —

— nasze.

Mocno się ściska drzewiec w dłoni,

palce zamknięte na klucz od śmierci,

przez rozwalone na oścież piersi

stada czerwonych w biegu koni.

I kroków stuk jak łopat stuk,

w czarne szeregi znużonych masek

napiętnowane krzyżami dróg:

nasze? nie nasze? nasze? nie nasze?

W obłoki jakże nam daleko,

po ziemi jakże jałowo.

Dokąd płyniesz, wesoła rzeko

z obciętą głową?

Dłoń nie na sztandarze ściśnięta,

na otchłani huczącej grozą.

Malowana piosenko herosów,

gdzie ty?

Maszerują kompanie martwe

po rozciętych węzłach losu:

same hełmy i czarne bagnety.

Nie trzep rękami, braciszku,

nie wyzwolisz, nie wydrzesz z ognia krętych trąb!

Nie wyciągaj tak dłoni przed siebie,

to śmierć przyrosła do rąk,

jakby trumna przyrosła na niebie.

W dróg poszarpanych linach

motyw jak zasiek się rwie:

nasze, nie nasze, nasze, nie nasze.

To coś przypomina... Już wiem:

pęknięte serca skrzypiec.

lipiec 41 r., W-wa