[Jerzy! Mój przyjacielu, zanim się sprowadzisz...]

Jerzy! Mój przyjacielu, zanim się sprowadzisz

do nowego mieszkania, chyba nie zawadzi

opisać, jak by takie mieszkanko urządzić,

i o zbytek złej woli chyba nie posądzisz

mnie, który przed okiem mej duszy widziałem

ten obraz, ach, przyszłości obraz, i poznałem,

że w nim twe szczęście, a więc niosę Ci i daję,

co mi się aż tak pięknym na ogół wydaje,

że się po nocach śni. Ty nie łkaj, proszę,

ze wzruszenia, gdy oto kurtynę podnoszę:

Drzwi dębowe w figlaski piękne wykrawane

tworzą nie do przebycia muskularną ścianę,

gdzie aniołki, ptaszęta i kwiaty się wiją,

które nim próg przestąpisz — już duszę zabiją.

O! Zadzwoń tylko, a już drzwi otwarte

ukażą, co jest, wierę, oglądania warte.

Korytarz. Sienie mroczne, gdzie wokół się piętrzą

ogromne szafy nicią osnute pajęczą.

A jest tych szaf coś cztery z epok rozmaitych

i od każdej przeszłością wieje jakby mitem,

jakby legendą starą z dziwnych ornamentów.

Szafy z kolumnadami, także zdobne suto1, kręto,

są jak upiornych snów nieruchomości.

Na nich wysoko stoją obrazy i głośnik,

saneczki, których jacyś goście zapomnieli,

którzy byli z wizytą zaprzeszłej niedzieli,

i kufrów coś z szesnaście, walizek i kółek,

i to wszystko jak gniazda olbrzymich jaskółek

u pułapu zawisłe. Ale dość. Na ścianach

rozwiesza się galeria cudnie malowana:

tu obrazek: dziad stary unoszący lirę,

z brodą pokołtunioną, jakby był Szapirem,

tam pastereczka w słońcu, co zachodzi krwawo,

na piersi z ręką lewą i w powietrzu z prawą.

Amor2 i Psyche3 w swoim zmysłowym uścisku,

obrazek z Luwru, gdzie brak wodotrysku,

i widoczek z Poznania, i jeden z Lublina,

i rysunek fabryczki prymitywnej wina,

którą jeden znajomy zakładał w Sosnowcu,

i rysunek jedzących winogrona chłopców.

A w dole, na stolikach, których tu bez liku,

widać figury jakby maleńkich pomników;

grono tu czuwające coś jakby penaty4

albo lary5 stojące nad tym małym światem

ogniska domowego. Jest tu i Apollo6,

z tak błyszczącego brązu, że aż oczy bollą,

obok Ceres7 z kłosami i wódz nasz Kościuszko

Tadeusz, który dzielnym przewodził pastuszkom.

I innych jeszcze wielu, ach, tych nie wyliczę,

razem z Chrobrym, żelaznym psem i Mickiewiczem.

O! Bo widać zna przeszłość gospodarz i ceni

historię i tych mężów w wawrzynów zieleni,

i pomni, że pomniki historii co krok to

stoją i od łez czystych co krok to i mokro,

od łez wzruszenia i od łez pamięci.

Wchodzimy w pokój. O! Wy wszyscy święci,

i ty święty Eptyku, jakiż blask tu bije

i kolorów bogactwo. Skąpany po szyję,

nie wiesz, gdzie oczy zwrócić, na czym wzrok ma spocząć.

Najlepiej tak: od ściany zaczniemy: — tu oczom

zalśni tapeta, o! bajeczna-bordo

w złoty deseń, gdzie strumień i lew z groźną mordą

zrywa listki z paproci kwitnącej dokoła,

z daleka widać również złotego anioła

i japońską pagodę8. Wszystko w kwiatów wieńcu

podobnych do narcyzów, trochę do kaczeńców,

też złotych. O! Bogactwo form!, które tak dłonią

artysty rozrzucone, swoje piękno trwonią

i rozdają wokoło.

A na tym naokół

rozwieszone obrazy na górze i z boku,

to znowu w dole. Jeden pośrodku to bitwa

pod Grunwaldem; z niej każdy widz prosty odczyta

dzieje męstwa. Kniaź9 Witold10 miecz podniósł do góry

i krzyczy. Matka Boska spogląda zza chmury.

Ręce, nogi, kopyta, ach, jak mistrz to ładnie

połączył na papierze, jak to skleił składnie

i jak każdą z osobna wymalował głowę

jak żywą. Szaty żółte, szaty purpurowe

na wietrze powiewają, wszyscy rzną się wkoło.

Dawne czasy! Ach, jakże to było wesoło

dawniej.

A dalej jeszcze wisi Unia11, i ta

przez tegoż J. Matejkę — praca znakomita.

I jeszcze wisi Józef Piłsudski12 Marszałek,

i Roman Dmowski13 pod nimi kawałek.

A nad oknem zbiorowa fotografia grona

osób całkiem nieznanych, gdzieś w dalekich stronach,

wszyscy bardzo wypięci, w krawatach i frakach,

a na froncie pan Y bez spodni i taka

gromadka dziwna — jest to klub sportowy,

sekcja Wędkarska wsi pod Zabłudowem.

W środku pokoju biurko, zamczyste, mosiądzem

nabite i świecące, w nim leżą pieniądze

z inflacji, papierowe, które w osiemnastym

roku jeszcze w tym biurku jakoś się znalazły.

Na biurku przycisk piękny na kolumnie,

z alabastru14 sfinks wielki oparty rozumnie,

z wielką grzywą. Taki sam komplet kałamarzy,

z których każdy po nocach do dzisiaj mnie straszy,

i książek kilka — jeden to spis abonentów

telefonicznych — druga jest książeczką świętą,

z którą w niedzielę idzie do kościoła

ten, kogo tam odwieczny obowiązek woła.

Pod ścianą stoją martwo zielone kanapy,

sofy i rząd krzesełek powtykanych w kapy.

*

Ach, i ileż tu cacek na małych stoliczkach,

jest piesków z porcelany tysiąc, popielniczka

z zielonego marmuru, na której bez sukien

leży kobieta, którą ja bym z garnkotłukiem15,

a znawcy z Ledą16 sławną przyrównać woleli.

Ach, idź, jak chcesz, jak chcesz, to przelicz

tych pasterek pochody, te rody wazonów,

te ozdóbki, stoliki na kształt małych tronów,

gdzie tysiące cacuszek jak królowie siedzą,

które jak w mateczniku17 czekają i jedzą

ogromne kurzu masy, zbierając je w sobie,

i nawet potłuczone, jeszcze ci się w grobie

przyśnią te zręcznych mistrzów arcydzieła małe.

A gdy już salon dobrze, ze wszystkim poznałeś,

idź do sypialni swojej; tam łoże nakryte

różową kapą z pluszu, gdzie wkoło odbite

małe różyczki barwią i oko weselą,

i koroneczki wkoło srebrzyście anielą

poduch ogromnych brzegi. Pod łóżkiem dywanik,

na którym giętkich liter widać wyszywanie

takie: „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”,

tak przechowują w domu dawne obyczaje,

i przez pomyłkę z boku zawieszony:

„Gość w dom, Bóg w dom”, wśród białych poduszki koronek.

I wiele innych. W oknach zasłony pluszowe

wytłaczane w amorki złoto-purpurowe.

*

Jeszcze obrazków świętych rząd tu powieszony

i różańców, szkaplerzów18, krzyżyków, koronek:

jakby w suszarni grzyby, co się w ogniu suszą,

tak one schną powoli nad mieszkańców duszą.

Jeszcze jadalnia, gdzie stół na dwadzieścia

osób i kredens, który gwarancją jest szczęścia,

kredens rzeźbiony cudnie w ptaszęta i grona

winne, i dwu atlasów na swych dwu frontonach.

I tu sentencji wiele, jako to: „Jedz zdrowo”,

które ci się przymilą powiązaną mową,

choć jakby to: „Z jedzeniem apetyt przychodzi”,

i tysiąc jeszcze innych zdobionych nad podziw.

Jest jeszcze kuchnia, gdzie słoiki, szklanki

i powiewne z muszlinu19 na oknach firanki,

i naczynia, na których napisy: „Pieprz”, „Kasza”

i inne. Napisami ty się nie przestraszaj,

bo w każdej co innego, niż napis ogłasza.

Jest jeszcze i klozecik, ot, taki maleńki,

przy piersi jeszcze, i drzwi do łazienki,

gdzie od wieku zepsuty kran.

*

O! Daj ci Boże

dom taki. Bo i Pan Bóg wynagrodzi może

twój trud i twe szukanie, twój bunt i romantyzm,

i zamieszkasz na bieli czystej — amarantem20,

i zamieszkasz po pracy nad piórem i trudzie

w takim domu. O takim wszyscy marzą ludzie,

którzy smak mają, mają wymagania

za swój pieniądz i mają „koszty utrzymania”,

i płacą za komorne, za gaz i wodociąg,

i nigdy nie spóźnili się jeszcze na pociąg,

i nikt im nie powiedział, że już od pierwszego

mają dość lokatorów, współżycia i jego,

i tacy, którzy nigdy nie pisali wierszy.

I Tobie niech da Pan Bóg, bądź Ty wśród nich pierwszy.

Niech skołatana nazwa zawinie do brzegu,

a wtedy nie zapomnij o dawnym kolegu

po piórze i po dziurze w kieszeni od spodni,

idź i świeć pokoleniom jak płomień pochodni.

Przypisy:

1. suto (daw.) — obficie. [przypis edytorski]

2. Amor — bóg miłości, gr. Eros, przedstawiany jako chłopiec z łukiem i strzałami. [przypis edytorski]

3. Psyche (mit. gr.) — piękna kochanka Erosa, boga miłości, który odwiedzał ją co noc pod osłoną ciemności, ale nie chciał jej pokazać swojej twarzy. Psyche wiedziona ciekawością zapaliła świecę, bóg obudził się i zagniewany jej nieposłuszeństwem odleciał. Psyche wytrwale szukała ukochanego po całym świecie, wreszcie bogowie uczynili ją nieśmiertelną i żoną Erosa. [przypis edytorski]

4. penaty (mit. rzym.) — bóstwa opiekujące się domem. [przypis edytorski]

5. lary (mit. rzym.) — domowe bóstwa opiekuńcze, miały w domach kapliczki zw. lararium; por. lary i penaty (sprzęty domowe, ognisko domowe). [przypis edytorski]

6. Apollo (mit. gr.) — syn Zeusa i Latony, bliźniaczy brat Artemidy, bóg światła (zwany był też Febus, tzn. jaśniejący), jasnowidzenia i gwałtownej śmierci; opiekun sztuk i nauk, jego orszak stanowiły Muzy patronujące poszczególnym dziedzinom sztuk. [przypis edytorski]

7. Ceres (mit. rzym.) — bogini urodzaju, matka Prozerpiny. Odpowiednik Demeter z mit. gr. [przypis edytorski]

8. pagoda — buddyjska świątynia w kształcie zwężającej się wieży z dachem na każdym piętrze. [przypis edytorski]

9. kniaź (daw.) — książę. [przypis edytorski]

10. Witold (ok. 1350–1430) — wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]

11. Unia — mowa o Unii Lubelskiej. [przypis edytorski]

12. Józef Piłsudski(1867–1935) — dowódca wojskowy, działacz niepodległościowy i socjalistyczny, w czasie I wojny światowej organizator Legionów, naczelnik państwa po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918, wycofał się z polityki w roku 1922, by w 1926 przejąć władzę w wyniku tzw. przewrotu majowego. [przypis edytorski]

13. Dmowski, Roman (1864–1939) — polski polityk i publicysta, poseł, założyciel Narodowej Demokracji, przeciwnik Józefa Piłsudskiego. [przypis edytorski]

14. alabaster — jasny, lekko przeświecający rodzaj kamienia. [przypis edytorski]

15. garnkotłuk (pogardl.) — pomoc kuchenna. [przypis edytorski]

16. Leda (mit. gr.) — córka Testiosa, króla Etolii, żona Tyndara, króla Sparty. Ze związku miłosnego z Zeusem, który chcąc ja uwieść przybrał postać łabędzia, zrodziła się piękna Helena, małżonka Menelaosa, oraz dwaj synowie, Kastor i Polluks. [przypis edytorski]

17. matecznik — trudno dostępne miejsce w lesie, gdzie śpi zwierzyna. [przypis edytorski]

18. szkaplerz — medalik w kształcie tarczy z wizerunkiem Matki Boskiej. [przypis edytorski]

19. muszlin — właśc. muślin, lekka półprzezroczysta tkanina. [przypis edytorski]

20. amarant — kolor czerwony o lekko fioletowym odcieniu. [przypis edytorski]