Jesienny spacer poetów

Jerzemu K. W.

Drzewa jak rude łby barbarzyńców

wnikały w żyły żółtych rzek.

Biało się kładł popiołem tynku

wtopiony w wodę miasta brzeg.

Szli po dudniącym moście kroków

jak po krawędzi z kruchego szkła,

pod zamyślonym grobem obłoków,

po liściach jak po krwawych łzach.

I mówił pierwszy: «Oto jest pieśń,

która uderza w firmament1 powiek».

A drugi mówił: «Nie, to jest śmierć,

którą przeczułem w zielonym słowie».

październik 41 r.

Przypisy:

1. firmament (z łac.) — sklepienie niebieskie. [przypis edytorski]