Świętość

Począłem cię w marmurach światła

i w drzewie wonnych sosen,

moja ty rzeko nieodgadła

dłutami wioseł.

Potem cię wiodłem z gór mocarnych,

z przestworów pełnych głosu,

gdzie noże siklaw1 śniegi darły

i dzwonił śpiew jak mosiądz.

Łuskałem ciebie z jabłek tęgich

i ziarnem gradu z chmury,

wiodłem cię z łodyg ruchem ręki

jak blasku sznury.

I wyciosałem, wyprosiłem

sercem łomocąc w dłuto,

a dłutem w głaz, i mam cię — siło!

mam cię — pokuto!

Gdzie stąpnę — tętnisz żywą strugą

i jak organy śpiewasz,

i widzę jeszcze we śnie długo —

płynące w tobie drzewa.

A w twojej grzywie iskier złotych

nocą nużają krwawe pyski

rude szakale, ludzie-młoty,

miecze i ślepiów błyski.

I z nich to rosną nocą w tobie

kręte gałęzie trupich ramion,

upiory czarne, serca w grobie,

co sercom kłamią.

I oto mam cię, rzeko święta

jak konar w ciebie wrosły

rzeko zbrukana, z chmur poczęta,

nieodgadniona wiosłem.

25 listopada 1942

Przypisy:

1. siklawa (gw.) — wodospad. [przypis edytorski]