Z wiatrem

Basi

Jesienie rok za rokiem idą,

gwiazdy jak deszcze szyby tną.

Zielone łanie na polanie,

u okien huczy serca bąk.

Nie płacz, kochana, lat złowrogich,

spod twoich rzęs zielony liść,

ptaki i drzewa trysną, drogi,

po których dalej trzeba iść.

Liście opadły. Wrócą liście

i modlitewne łuki gór,

przeminą ludzie w nienawiści,

zostanie trzepot ptasich piór.

Knieje się pienią — tylko pomyśl —

w powietrza falującym tchu

niedźwiedzi pomruk zaczajony,

niebieski jezior duch.

Nie płacz, kochana. Śpij w cierpieniu,

na dłoni mojej drżący ptak,

rzekom i mnie, i wiosen cieniom,

i miłowaniu lat.

Przeminie łoskot burz gwiaździstych,

nie stanie1 ludzkich burz.

Nam, śpiewającym pieśni czyste,

serce rozetnie czas jak nóż.

Bo już kolebią aniołowie

imię — jak złote imię gwiazd,

próchnieje pod stopami czas,

zostaje wieniec chmur na głowie.

Bo już kolebią aniołowie

na niewidzialnych dłoni śnie

proste jak sosna, czyste dnie

rosnące w ptasim słowie.

29 października 1942

Przypisy:

1. nie stanie (daw.) — zabraknie. [przypis edytorski]