Orland szalony

Tom II

XVII. Pieśń siedmnasta

Argument

Karzeł na Rodomonta ludzie swoje wiedzie.

Gryfon do Norandyna na gonitwy jedzie,

W których nikczemny Martan ukazuje tyły

I daje znać, że słabe ma serce i siły;

Potem, aby sromoty Gryfona nabawił,

Zbroję mu jego ukradł i znowu się stawił

Na dwór, od Norandyna barzo szanowany;

Hańbę ma za Martana Gryfon rozumiany.

Allegorye

Przez Rodomonta w tej siedmnastej pieśni, który przybiegł i spalił część wielką Paryża, a żaden mu się oprzeć nie śmiał, pokazuje się nikczemność wielka, która się pospolicie najduje w nizkiem i podłem gminie. Przeciwnem obyczajem w cesarzu Karle, który z wielką dzielnością idzie przeciwko niemu z swojem rycerstwem, pokazuje się męstwo, które się pospolicie najduje w szlachetnych i wysokich animuszach. W Norandynie mamy przykład wiernego i prawdziwego miłośnika i wielkiego i hojnego króla. W Martanie ukazuje się, jako zawsze ludzie serca nizkiego i podłego są źli i siła o sobie rozumieją.

1. Skład pierwszy

Bóg sprawiedliwy, kiedy nasze nieprawości

Mijają kresy łaski i jego litości,

Aby pokazał, że jest niemniej sprawiedliwy,

Jako dobry, łaskawy, jako litościwy,

Częstokroć na świat srogie tyranny podawa

I na złe jem1 dowcipu i siły dodawa;

Tak okrutnego Syllę, tak i Maryusza,

Tak obudwu Neronów2, tak dał i Kajusza3.

2

Tak i Domicyana, tak i Antonina,

Ostatniego tak wziąwszy z plugawego gmina,

Podwyszszył i cesarstwo dał Maksyminowi4

I dawniejszego wieku Teby Kreontowi5;

Tak chciał Mezencyusza6 mieć agilińskiego

Ludu srogiem tyrannem, tak czasu bliższego

Za jego dopuszczeniem włoski kraj Gotowie

I Hunnowie psowali i Longobardowie.

3

Co mam o Ecelinie7 albo o Attyli

I inszych wielu mówić, którzy świat niszczyli

I których często podług swej sprawiedliwości

Bóg daje na karanie naszych nieprawości?

Nie tylko dawnych wieków siła tego mamy

Przykładów, ale i dziś tego doznawamy,

Kiedy nam, nędznem trzodom, w te dni nieszczęśliwe

Miasto pasterzów daje wilki drapieżliwe,

4

Co na tem mało mają, iż się, żal się, Boże,

Tak wiele mięsa w brzuchach ich zmieścić nie może,

Ale głodniejszych wilków poźrzeć nas wołają,

Którzy za wysokiemi górami mieszkają.

Nie mogą się porównać kości pod Kannami,

Trebią, Trazymenem — mem zdaniem — z kościami

Temi, które po brzegach i po polach leżą,

Gdzie Roncus8, Mela9, Tarus10 i Atesis11 bieżą.

5

Bóg pozwala, abyśmy za nasze złośliwe

Ustawiczne występki i grzechy brzydliwe,

Byli karani jeszcze przez gorsze narody,

Odnosząc spustoszenia i niezmierne szkody.

Przydzie ten czas, że i my także ich pójdziemy

Ziemie psować, jeśli się kiedy polepszemy,

Kiedy i oni także przez swe nieprawości

Przywiodą wieczną Dobroć do zapalczywości.

6

I ci na on czas pewnie musieli swojemi

Boga barzo urazić grzechami ciężkiemi,

Bo poganie wszytkie ich miejsca napełnili

Obelżeniem i wszytek ich kraj połupili;

Ale najbarziej byli nędzni dnia onego,

Obciążeni od gniewu Rodomontowego.

Powiedziałem, że o niem dano znać Karłowi

I że bieżał, aby go nalazł, ku rynkowi.

7

Widzi, jadąc, pobite ludzie, rozwalone

Kościoły i pałace pyszne popalone,

Wielką część miasta pustą, że rzadko słychano,

Rzadko takiej srogości przykłady widziano.

»Dokąd, o nikczemnicy, uciekać myślicie?

»Przynamniej się na szkody swoje obejźrzycie!

»Jaka ucieczka albo jakie wam zostanie

»Insze miasto, jeśli wam to wezmą poganie?

8

»I takli jeden tylko, waszem z każdej strony

»Murem tak, że nie może uciec, obtoczony,

»I mogę tak rzec, w mieście waszem poimany,

»Ujdzie, zbiwszy wszytek lud, zdrów, bez żadnej rany?«

Tak w on czas cesarz mówił, gniewem zapalony

I sromotą i hańbą oną poruszony,

Przypadszy przed swój pałac wielki, tam, gdzie psował

I gdzie wściekły poganin lud jego mordował.

9

Tam się była pospólstwa wielka część zbieżała.

Gdzie się jakiej pomocy naleść spodziewała,

Bo pałac beł obronny i chwilę gwałtowi

Mógł wytrzymać przeciwko nieprzyjacielowi.

Plac wszytek przed pałacem wielkiem odbieżany,

Od wściekłego pohańca beł opanowany,

Który szablą skrwawioną w jednej ręce błyska,

Drugą ognie pożerce12 i tam i sam ciska.

10

I tłucze wielką bramę i mocne podwoje

Wysokiego pałacu tak, że drżą pokoje.

Ludzie lękliwi z góry, z wież i z wierzchu bramy

Zmiatają sztuki murów i wysokie tramy,

Dachy psują i czego jeno dopaść mogą,

Na poganina jedną posyłają drogą;

Lecą drzewa, kamienie i balki złocone

I posadzki i drogie filary zwalone.

11

Głowę i piersi jasną stalą przyodziany

W bramie królik z Algieru stoi, krwią pijany,

Nieinaczej, jako wąż jadowity, który

Z ziemie świeżo wyszedszy, pyszny z nowej skóry,

Czując, że mu z dostanej dopiero młodości

Przybyło więcej siły i więcej rzeźwości,

Ogień w oku ma, trzema językami świszczy,

Gdzie mija, źwierzowie mu ustępują wszyscy.

12

Kamienie, drzewa, cegły i tramy zwalone,

Strzały gęste, i z łuków i z kusz wystrzelone,

Nie mogą wściągnąć jego popędliwej ręki;

Tłucze wielkie podwoje i wrota przez dzięki13

I już w bramie uczynił, nieuhamowany,

Taką dziurę, że widział i mógł być widziany

Od wybladłych i strachem twarzy napełnionych,

Na podwórzu wielkiego zamku zgromadzonych.

13

Po przestronych pokojach i salach wołania

I wrzaski i niewieście słychać narzekania.

Białegłowy żałosne wszędzie się mięszają

I zapamiętawszy się, po domu biegają,

Ojczyste swoje łoża i miłe podwoje

Ostatnie14 obłapiając, już jako nie swoje.

Do tego było przyszło, kiedy z przebranemi

Cesarz skwapliwy przypadł rycerzmi swojemi.

14

Obróciwszy się do swych bohatyrów onych,

Nie w jednej już potrzebie przedtem doświadczonych,

»A zaście nie wy ze mną — rzecze — w Aspramoncie

»Otrzymali zwycięstwo na wielkiem Almoncie?

»Nie wyście Agolanta z Trojanem zabili?

»Nie wyście sto tysięcy ich wójsk porazili?

»Inszych wielkich swoich dzieł teraz nie pomnicie,

»Że się jednego tylko tejże krwie boicie?

15

»Dlaczego mniejszej siły i serca być macie

»Teraz, aniżli przedtem? Czego się lękacie?

»Ukażcie swoje męstwo temu psu wściekłemu,

»Psu wściekłemu, lichy gmin pożerającemu!

»Serce mężne, by tylko śmierć była uczciwa,

»Nic nie dba, lubo późna, lubo jest skwapliwa:

»Ja mniemam, żeście są ci, coście przedtem byli,

»Ci, którzyście mię zawżdy zwycięzcą czynili«.

16

To wyrzekłszy, zwarł konia i biegł z wielkiem gniewem

Na króla z Algijeru z pochylonem drzewem15;

I wojewoda Ugier właśnie w tejże chwili

I Nam równo z cesarzem do niego skoczyli.

W tenże czas i Awokon tuż i z Oliwierem,

Awin i mężny Otton z cnem Berlingijerem,

Wszyscy do Rodomonta konie rozpuścili

I w piersi go i w boki drzewy uderzyli.

17

Ale już kiedykolwiek bojom pokój dajmy

I o śmierci i o krwi więcej nie śpiewajmy

I tego poganina niemniej okrutnego

Zapomnimy na chwilę, jako i mężnego —

I takem się jem więcej, niż trzeba, zabawił —

A pódźmy do Gryfona, któregom zostawił

Z niewierną Orygillą w Damaszku bogatem

I z jej gamratem16, co się mienił być jej bratem.

18

Między wschodniemi miasty kładą najludniejszy

I najpierwszy Damaszek i najbudowniejszy,

Damaszek piękny, który tak daleko słynie,

W wielkiej i urodzajnej i żyznej równinie,

Zbyt wesołej tak lecie, jako czasu zimy,

Siedm dni jazdy leżący od Jerozolimy;

Przyległa miastu góra od jednego końca

Bierze pierwsze promienie wschodzącego słońca.

19

Dwie rzece kryształowe miasto przedzielają,

Które swą wilgotnością gęste odżywiają

Zawżdy pełne i liścia17 i kwiecia ogrody,

Rozsyłając przez różne strumienie swe wody.

Twierdzą, że w niem tak wiele wód cedrowych18, żeby

I młyny jemi19 mogły mleć według potrzeby,

I że kto przez ulicę idzie, w każdej stronie

Czuje ze wszystkich domów wychodzące wonie.

20

Jedna między inszemi główna ulicami

Wszytka była z różnych barw nakryta suknami,

Insze zaś były kryte ziołami wonnemi,

Albo ogrodowemi albo też polnemi.

Wszytkie bramy i okna wszytkie są ubrane

W kobierce drogie, z różnych jedwabiów utkane,

Ale najbarziej w dziwnie piękne białegłowy,

Strojne w perły, w kamienie, w świetne złotogłowy.

21

Widać było na wielu miejscach tańcujące

Ludzie w sieniach i różne muzyki grające;

Na koniech się piękna młódź przejeżdżała wszędy,

Przybranych w drogie siodła i bogate rzędy.

Ale nawiętszą czynił ozdobę bogaty

Dwór królewski z ubranych paniąt w świetne szaty,

W perły, w kamienie i w to, co Indye mają

I czego w Erytrejskiem morzu dostawają.

22

Powoli z towarzystwem Gryfon postępował

I wszytkiemu się i tam i sam przypatrował,

Kiedy beł od jednego na drodze wściągniony

I żeby zsiadł do jego pałacu, proszony;

I według tamtych krajów zwyczajnej ludzkości

Wszytkie swe ofiarował dostatki dla gości,

Wprzód jem, aby się zmyli w jego łaźni, radził,

Potem je u bogatej wieczerzy posadził.

23

I powiedział jem, jako ich król zawołany

Damaski i syryjski, Norandyn20 nazwany,

Zapraszał cudzoziemskie rycerze i swoje

Na dwór swój, na gonitwy i surowe boje,

Które się począć miały rano dnia przyszłego,

Skoroby weszły słońca promienie nowego,

Radząc, jeśli z postawą zgodne męstwo mieli,

Żeby się z niem ukazać na tem placu chcieli.

24

Lub21 tam Gryfon przyjachał dla czego inszego,

Nie wymówił się w on czas z wezwania takiego;

Bo gdziekolwiek się trafi miejsce i pogoda

Oświadczyć swoje męstwo, opuszczać jej szkoda.

Potem się dowiadował pilnie, jeśli one

Gonitwy z dawnych były czasów ustawione22

I jeśli się na każdy rok odprawowały,

Czy się nowo od króla teraz wywołały.

25

On szlachcic na to: »Te — pry23 — gody zawołane,

»Co cztery miesiące być mają sprawowane.

»Jeszcze żadne nie były i pierwsze być mają

»Te, które się po ranu jutro poczynają

»Na pamiątkę, że tego dnia beł wyzwolony

»Król nasz, w niebezpieczeństwie wielkiem położony,

»Bywszy cztery miesiące swą własną osobą

»W wielkiem strachu i mając śmierć zawsze przed sobą.

26

»Ale iż chcecie wszytko dostatecznie wiedzieć,

»Wolę wam wszytkę sprawę z początku powiedzieć.

»Miłował król Norandyn od czasu dawnego

»Gładką córkę możnego króla cypryjskiego;

»Nakoniec jej u ojca dostawszy za żonę,

»Prowadził ją wesoły na zad w swoję stronę,

»W towarzystwie rycerze i białą płeć mając,

»Prosto się do Syryej w drogę obracając.

27

»Ale skorośmy poszli pełnemi żaglami

»I ziemia i port został daleko za nami,

»Tak sroga niepogoda nagle nastąpiła,

»Że samego starego szypra przeraziła.

»Trzy dniśmy i trzy nocy po morzu błądzili

»I tam i sam krzywemi ścieszkami kolili;

»Wysiedliśmy nakoniec na brzeg utrudzeni

»U wesołych pagórków i chłodnych strumieni.

28

»Zaczemeśmy namioty piękne rozbijali

»I odpoczynki morskiem trudom gotowali;

»Jedni z nas drwa nosili i ognie niecili,

»Drudzy ławy i stołki i stoły stawili,

»A wtem króla naszego chęć wzięła w doliny

»Przechodzić się i w lasy głębsze dla zwierzyny,

»Lub jelenia lub sarnę naleść zamyślając,

»Dwu sług z sobą, co za niem strzały nieśli, mając.

29

»Kiedyśmy tak wesoło tam odpoczywali

»I wracającego się króla wyglądali,

»Ujźrzeliśmy z daleka Cyklopa24 strasznego,

»Brzegiem morskiem przeciw nam prosto bieżącego.

»Strzeż was Boże, panowie, widzieć twarz straszliwą

»Okrutnego Cyklopa i postać gniewliwą!

»Lepiej, żebyście o niem z powieści wiedzieli,

»Aniżli, żebyście go gdzie z blizka widzieli.

30

»Tak miąższy jest, tak wielki i tak słuszną miarę

»Wzrostu przeszedł, że temu nie każdy da wiarę.

»Miasto oczu pod czołem ma z twarzy wydane

»Brzydkie, szpetne, straszliwe dwie gałki kościane.

»Zda się, że się pagórek ruszył, gdy nad brzegiem

»Przeciwko nam, jakom rzekł, bieżał wielkiem biegiem;

»Zanadrze ma skrwawione, nos długi, a z gęby

»Ukazuje tak, jako świnia, krzywe zęby.

31

»Pysk przy ziemi tak właśnie, jako ogar, niesie,

»Kiedy zająca szuka i szlakuje w lesie.

»Zajźrzawszy go, wszyscy się okrutnie strwożemy

»I tam, gdzie nas strach pędzi, uciekać poczniemy.

»Że go ślepem widziemy, mało nam pomoże,

»Kiedy samem wąchaniem tylko więcej może,

»Niż drugi, co ma z węchem dobrem zdrowe oczy,

»I trzeba skrzydła, kto chce zdrów uść jego mocy.

32

»Ten tam, ten sam ucieka, ale uciec jemu

»Próżno było, z wiatrami równo bieżącemu.

»Wszytkich naszych czterdzieści spełna osób beło,

»A tylko dziesięć w okręt zdrowo przypłynęło:

»Jednych w łono, w zanadrze wielkie drugich sobie,

»Drugich pod obie pachy nakładł w onej dobie;