Orland szalony

Tom III

XXXII. Pieśń trzydziesta wtóra

Argument

Bradamanta Rugiera darmo oczekiwa,

Podejrzenie ją trapi, żalów jej przybywa;

Tuszy, iż mu gorącą rozpala miłością

Serce piękność Marfizy z męstwem i ludzkością.

Jedzie z domu i w drodze do zamku wstępuje

Trystanowego, gdzie znak wieczny zostawuje

Nieśmiertelnej śmiałości, trzech zrzuciwszy z koni

Królów; potem się na noc, tam przyjęta, skłoni.

Allegorye

W tej trzydziestej wtórej pieśni przez Marfizę, która słysząc o porażce Agramantowej, niebezpieczeństwa jego użałowała się i z Brunellem, odpuściwszy mu wszytko, przyjechała do obozu, przykład się daje prawdziwego i szczerego przyjaciela; przez Bradamantę, która się gwałtownie zawisną trapi miłością, o szczerem zwątpiwszy Rugierze swojem, każdy się widzieć może, kto kocha, bo o tych rzeczach powieściom najbarziej serce jego wierzyć zwykło, których albo barzo pragnie albo się barzo boi.

1. Skład pierwszy

Teraz dopiero, teraz przypomniałem sobie,

Żem o żalu powiedzieć miał i o żałobie,

Którą dla podejźrzenia dziewka nieszczęśliwa

Cierpi, gdy jej w pół serca bije trwoga żywa

I zębem ją przenika ostrem jadowicie,

Prowadząc do ostatniej zguby nędzną skrycie;

Bo choć od brata dobrą nowinę słyszała,

W miłości przecię słabą ufność swojej miała.

2

Miałem powiedzieć, ale nie pozwolił tego

Rynald, który Gwidona potkawszy dużego1,

Takie świadectwo męstwa i sił sobie dali,

Iż się za bracią i krew powinną przyznali.

Oczem kiedym wam śpiewał rymy, bawiąc, moje,

Bradamanta w milczeniu swe miała pokoje,

Głęboką niepamięcią jakby pogrążona,

Z której czas przyszedł, aby była wyzwolona,

3

Nim się Rynald bić zacznie; lecz pierwej przed wami

Dotknę trochę, Agramant jak zbiegł z ostatkami

Ludu swego do Arie, którzy mgłą okryci

Nocną, szczęśliwie uszli i nie są zabici.

Więc ich żywnością krzepi, a tę rozkazuje

Z bliższych miast wozić, sam się z pilnością gotuje

Obóz prędko zatoczyć nowy, dla którego

Przeciw Afryce stanął u brzegu morskiego.

4

Po swych królestwach wszystkich Marsyli spisuje

Lud do boju, jaki się gdziekolwiek najduje,

Lubo dobry lub to zły; cnotliwi, hultaje

Mają miejsce, wolny glejt2 wywołańcom daje.

Statki pod Barcelloną wodne złączył, aby

Morską armatą nie zdał Karłowi się słaby.

Agramant co dzień radzi; miast i wsi ostatki

Biedne pobór składają i ciężkie podatki.

5

Więc i do Rodomonta posłał, aby swego

Zapomniał gniewu, a w skok przybywał do niego,

Córkę mu Almontowę, siostrę swą stryjeczną,

Obiecawszy, z nią ścisłych chęci przyjaźń wieczną,

A w posagu Orańskie państwo. Lecz król hardy

Gardzi wszystkiem, serce mu krają dawne wzgardy;

Nie chce od grobu, który wokoło zbrojami

Z jednę stronę ozdobił, a z drugą szatami.

6

Inaczej się Marfiza, inaczej stawiła,

Jak ją prędko tak zła wieść w uszy uderzyła,

Iż Agramant, w obozie swojem pogromiony,

Zbiegł do Arie i tam lud zbiera rozprószony.

Odważa swe dostatki, nie żałuje siebie,

By jeno spólnej mogła wygodzić potrzebie

Osobą swą do króla zaraz przyjechała

I zdrowie do usługi własne obiecała.

7

Szedł Brunei, przywiązany za nią w pół u siodła,

Którego bohatyrka gdy piękna przywiodła,

Agramantowi znowu oddaje do ręki,

Nie chcąc się pastwić, nie chcąc zasłużonej męki

Zadawać przebieglcowi; wie, iż to nikczemna

Pomsta, co się jej bronić nie może wzajemna

Potęga, wie, iż męstwo zelżywość wszelaką

Rodzi takie, gdy się krwią pyskle3 ledajaką.

8

Z tych przyczyn odpuszcza mu złodziejskie wykręty,

Dla których w oczach wojska wszystkiego beł wzięty.

Niewymownie obecność jej królowi wdzięczna,

Łzy przez zrzeńce4 z ochoty śle radość serdeczna.

Ażeby mógł oświadczyć czem, jak wiele waży

Przyjazd mężnej żołnierki, porwać zaraz straży

Brunella rozkazuje, aby, obieszony,

Trupem nieszczęsnem karmił kruki i gawrony.

9

Tak na miejscu odludnem miedzy pustyniami

Wziął ścisłe towarzystwo wykrętarzz sępami.

Rugier, co od szubieńce5 przedtem go ratował,

Dotąd na więtsze jego nieszczęście chorował.

Zaczem, próżen pomocy, Brunei utrapiony

Wytchnął ducha nędznego przez oddech ściśniony.

O czem wiadomość wziąwszy, bardzo się frasuje

Rugier, ale po czasie: już go nie ratuje.

10

Tem czasem Bradamanta skarży się na swego

Rugiera, iż jej słowa poprzysiężonego

Nie strzymał, we dwadzieścia dni do Góry Jasnej.

Stawić się obiecawszy w osobie swej własnej.

Nigdy tak pilno czasu więzień nie rachuje,

O którem sobie wyniść z oków obiecuje;

Nie czeka z taką banit tęsknicą godziny,

Co mu ojczyznę wróci, matkę, żonę, syny,

11

Z jaką troskliwa dziewka; bo tak się jej zdało,

Iż lub to słońce biegań zwykłych uchybiało,

Lub konie, co je ciągną, razem pochramiały,

Albo koła z swych złotych osi pospadały.

Każdy tak się jej wielki być zda dzień i długi, .

Jako ów, gdy do swej stać Febowi usługi

Żyd mężny kazał6; noc zaś widzi się jej taka,

W jaką się duży rodził Herkules, dwojaka.

12

O, jak po wiele razy ona niedźwiedziowi

Sześcioniedzielnego snu zajrzy i szczurkowi,

Aby jako najtwardszem czas długi uśpiona,

Nie była od nikogo dotąd obudzona,

Póki Rugier, przyszedszy, oka wesołego

Nie ukaże, przyczyny omieszkania swego

Powiedając jej słuszne. Ale nic nie może

Sprawić, bo częściej, niż śpi, łzami zlewa łoże.

13

I po niem się tam i sam ustawnie przewraca,

Wytrzeszczone do okien źrzenice obraca,

Przez które, gdy różaną twarz urumieniła,

W jasny świt Tytonowa małżonka wchodziła,

Najśliczniejsze po plecach rozpuściwszy włosy,

Z których siała lilie na zaranne rosy.

Pragnie w nocy, aby dzień co prędzej widziała,

We dnie zaś, aby noc się gwiazdami odziała.

14

A kiedy już cztery dni do naznaczonego

Czasu miała, o którem Rugiera swojego

Widzieć tuszy, wesołą karmi się nadzieją,

Serce otuchy jakieś, pociech próżne, grzeją.

Na wieżą co godzina wstępuje wysoką,

Z której lasy z łąkami i morską głęboką

Wodę widzi, więc wielką część gościńca tego,

Co do Montalby wiedzie z Paryża wielkiego.

15

Jeśli kto świetnem ciśnie z jasnej błyskiem zbroje,

Zaraz weń wlepia ostry wzrok i oczy swoje,

Twierdzi, iż to jest Rugier; jeśli zaś pieszego

Zajrzy gdzie, rozumie być posłańca od niego,

Zbiega co prędzej na dół, aby usłyszała

Nowiny, których z wielką radością czekała.

A choć się często zdradza, choć sig oszukiwa,

Przecię jej tem ufności dobrej nie ubywa.

16

Kilkakroć przez godzinę z Montalbu swojego

W pole szerokie bieży, chcąc potkać samego

W pół drogi; ale gdy nic upatrzyć nie może,

Pewne śle w różne strony, którym ufa, stróże.

Sama wzdychając ciężko, do zamku się wraca,

Krok ku łożnicy, nie chcąc, leniwy obraca;

Miłość z gniewem zrzą serce, nikt jej nie dogodzi,

A termin dni dwudziestu powoli wychodzi.

17

Mija powoli po dniu dzień i blizko tego,

Iż drugi raz doczeka w domu dwudziestego,

A jeszcze o niem nie wie, nikogo nie widzi:

Dopiero mniema, iż z niej kochanek jej szydzi.

Wzrok łzami zlewa, usta skrwawiła nadobne,

Piersi potłukła, śniegom najświeższem podobne;

Warkocz gwałtem rwie złoty, smutnemi skargami

Wzrusza piekielne duchy, jędze z furyami.

18

»Takli to — mówi — szczera miłość moja goni,

»Niestetyż, niewdzięcznika, co przede mną stroni!

»Takli, najgłupsza dziewka, będę się kochała

»W tem, co mu moja nigdy chęć nie smakowała!

»Długoż szaloną będę, pozwalając tego,

»Aby ten, co mną gardzi, beł pan serca mego,

»Ten, co tak o przymiotach swoich hardzie tuszy,

Aż go chyba boginiej z nieba gładkość ruszy!

19

»Najokrutniejszy młodzian! wie on, iż dla niego

»Schnę, omdlewam, boleję, siła cierpię złego;

»Cóż za dziw, że wyniosły, twardy, pyszny, srogi

»I za podłą mię sługę wzbrania wziąć niebogi!

»Co cięższa, aby mych łez, wzdychania, trosk, męki

»Nie wiedział, jak najdalej ucieka przez dzięki7;

»Tak jadowitej czyni złe robactwo żmije8:

»Chcąc śmierć w żądłach ostrych mieć, łeb dla klątew kryje.

20

»Ty sama bohatyra zastanów dzikiego,

»Wenus, co na kształt wichru bieży w skok lekkiego,

»Zastanów, prze Bóg proszę, albo pierwsze moje,

»Gdym nie znała, co to jest miłość, wróć pokoje!

»Ale czegóż, nędzna, chcę? Cóż mi się wżdy dzieje?

»Próżne mię, próżne trzykroć nadęły nadzieje.

»Ty, sroga, troski nasze jesz, wzdychaniem tajesz,

»Gniewami się zabawiasz, łzy nieszczęsne pijesz!

21

»A ja darmo narzekam i ratunków twoich

»Próżno wołam w najcięższych utrapieniach swoich.

»Głupstwo mi, głupstwo winno, bo zaż trzeba było

»Sercu memu, aby się unieść pozwoliło

»Bujnem zaraz chciwościom, co tak wyleciały

»W górę, iż jem do szczętu skrzydła już zgorzały?

»Zaczem przyszło mi, na dół spadszy, zbyć ufności,

»Co poniekąd miłością grzała me wnętrzności.

22

»Aleć i na się ponno bez żadnej przyczyny

»Uciążam, bo cóż za grzech, cóż za moje winy,

»Prócz tego, żem, najszczersza dziewka, zakochała9

»Tak prędko, jakom rychło Rugiera ujrzała?

»Ale to spólna białej płci ułomnej wada,

»To są przebiegi nasze, to sztuki, to zdrada!

»Obyczaje mię zwiodły, gładkość, cnoty jego:

»Głupi, kto słońca widzieć nie chce rozkosznego!

23

»Więc słowa, które wielkiej wiary godne były,

»Bez wszelakich trudności prościznę10 zdradziły,

»Ukazując fortunę i dzieła mojego

»Potomstwa, sławy godne u świata wszystkiego.

»Ciebie, Merlinie, ciebie z Melissą kląć przydzie,

»Póki duch z nieszczęsnego ciała nie wynidzie,

»Duch mój mdły, suche kości co już ledwie wspiera,

»A gwałtem z najnędzniejszych piersi się wydziera.

24

»Na Merlina ja muszę skarżyć się koniecznie

»I na Melissę, bo mię ci w te troski wiecznie

»Wdali, owoc, co iść miał z nasienia mojego,

»Ukazawszy przez duchy z piekła podziemnego,

»Tą nadzieją mnie ponno i chęcią fałszywą

»Chcąc wdać w niewolą długą, ciężką i dotkliwą.

»Przyczyny inszej nie wiem, jeno iż mojego

»Zajrzeli mi pokoju i wczasu słodkiego«.

25

Tak, zjęta zbytniem żalem, dziewka narzekała,

Żadnej z poradą przyjąć pociechy nie chciała;

Bo choć się wkrada cicho nadzieja wątpliwa

W bierne serce, ale zaś bojaźń niecierpliwa

Wnet ją gasi. Nakoniec przypomniawszy sobie,

Tak jej Rugier w tysiącznem przysięgał sposobie,

Chce zwyciężyć swej wiary słabość statecznością

I dłużej jeszcze czekać nań lub to z ciężkością.

26

Czeka stroskana dziewka dni dwadzieścia drugich,

Wzdycha, oczy w łzach topi, a nie mogąc długich

Tęsknic w cichości chować, jako zwyczaj miała,

Zawsze na wielką drogę bez panien chadzała,

Aby, jeśli nie potka Rugiera samego,

Wcięła jaką wieść o niem i o sprawach jego.

Ma, co chce, ale słyszy nieszczęsną nowinę,

Która z ostatniej zdarła nadzieje chudzinę.

27

Gaszkona, co z obozu szedł afrykańskiego,

Od Maurów wyrwawszy się z więzienia ciężkiego —

A ten jeszcze w tej bitwie został poimany,

Kiedy Paryż przez wielki szturm beł dobywany —

Potka i sztucznie zakryć chcąc swoje miłości,

Z daleka nowin pyta i wojskowych wieści,

Aż do Rugiera przyszło; na tem się stanowi,

Ale wprzód co inszego, nie swe ognie mówi.

28

Ludzki jakiś beł rycerz, znał wszystkie do tego

Przedniejsze pany z wojska Agramantowego;

Powieda jej zarazem, jako Rugier zbrojny,

Sam a sam11 pragnąc z dużem12 Tatarzynem wojny,

Zabił go; ale i on szkaradnie raniony,

Między nadzieją życia, śmierci zostawiony,

Ciężki żal obozowi zostawił wszystkiemu:

Tak jego grzeczność, dzielność miła jest każdemu.

29

Przydał potem, iż »dziewka najmężniejsza ona,

»Której ty ponno nie znasz, Marfiza rzeczona,

»Nad podziw bohatyrka piękna, wielkiej cnoty,

»Rozkosznemi tak jego wnętrzności przymioty

»Ujęła, iż się Rugier do inszej nie chyli,

»Myśli jeno najczęściej, aby z sobą żyli;

»Zawsze ich każdy widzi wespół, zaczem tuszą,

»Że sobie wiarę dali, że się pojąć muszą.

30

»Ożenić się jem przydzie; takie miedzy pany

»Są mowy, byle Rugier swoje zleczył rany.

»Wszyscy ma są życzliwi, wszyscy pragną tego,

»Aby para tak godna do skutku lubego

»Swe przywiódszy zamysły, wzajem się cieszyła

»Z tych rozkoszy, fortuna co jem naznaczyła,

»I aby męstwa dali nieporównanego

»Świadectwo w swych potomkach do wieku późnego«.

31

Mówił i wierzył temu, a nie bez przyczyny

Gaszkończyk, bo po wszystkiem wojsku te nowiny

Rozsiały się, co żywo rozumienia tego

Było, że się z wesela ucieszą prędkiego.

Więc podobieństwo wielkie widziano i znaki,

Przez które miała koniec ich miłość wziąć taki;

A wieść też, choć z pierwotka13 małej siły bywa,

Wzbija się i mocy jej z biegu wnet przybywa.

32

Iż z nią pospołu przyszedł do sarraceńskiego

Obozu, towarzystwa iż w niem zaś ścisłego

Ustawnie zażywali, to wszystkiem czyniło

Podejrzenie, które zaś jeszcze się mocniło

Tem barziej, gdy ujrzeli, że po odjechaniu

Z Brunellem i na króla ciężkiem rozgniewaniu,