Ach, ta przecudna, cicha łąka...

Ach, ta przecudna, cicha łąka,

Gdzie myśl się moja we snach błąka,

Gdzie marzeń płynie zdrój...

— Anioły po niej chodzą rano

Ścieżyną w perły usypaną,

Cały ich chodzi rój.

Do stóp aniołom wieją szaty,

W tulipanowe zwite kwiaty,

W irysów długi pąk...

Z barków im skrzydeł wieją tęcze,

Pióreczek pawich półobręcze,

A lilie kwitną z rąk.

Ani się modlą, ani kłonią,

Same są światłem, cudem, wonią,

Same są hymnem łask...

Przedporankową, błogą ciszą,

Wszechukojeniem świata dyszą,

Jutrzenny roniąc blask.

Piersi im pasze stuła złota,

Chodzą anioły jasne Giotta1

Na tłach szmaragdów, róż...

Spokojne chodzą i bezpieczne,

Nim wsiąkną w jakieś drogi mleczne,

Nim buchnie hejnał zórz.

*

Ach, ta przecudna, cicha łąka,

Gdzie myśl się moja we snach błąka,

Jak lekki tuman mgły...

— Szatan tam po niej chodzi nocą,

Gdy się stokrocie gwiazd rozzłocą,

I roni gorzkie łzy.

Z zwieszoną głową chodzi blady,

A gdzie anielskie ujrzy ślady,

Zgubionych lilii pęk,

Przypada usty gorącemi2

Do tej ścieżyny, do tej ziemi,

Wybucha w głośny jęk.

I w płacz uderza, w głośne łkanie,

I śniade czoło kłoni na nie,

Całuje ślady stóp...

Bez dumy płacze i bez mocy,

Aż zajdzie w pomierzch3 czarnej nocy,

Jak w najczarniejszy grób.

*

A zaś anioły idą rano

Ścieżyną w perły usypaną,

Rój cały chodzi rad...

Wtem nagle ujrzą łzy szatana,

I upadają na kolana,

By zetrzeć z ziemi ślad.

I myją go rannemi4 rosy

I ocierają w złote włosy,

W lilie kwitnące z rąk...

I ocierają w jasne szaty,

W tulipanowe zwite kwiaty,

W irysów długi pąk.

I osuszają stułą złotą

I stopeczkami trawy gniotą,

By łez tych zatrzeć grzech...

*

— A tam, gdzie mdleją nocy cienie,

Jęk z mroków słychać i westchnienie

I gorzki, gorzki śmiech.

Rzym d. 12/I 1907.

Przypisy:

1. Giotto di Bondone (1266–1337) — włoski malarz i architekt; odszedł od tradycji bizantyjskiej, czym przyczynił się do rozwoju nowożytnego malarstwa we Włoszech. [przypis edytorski]

2. gorącemi — dziś popr.: gorącymi. [przypis edytorski]

3. pomierzch (poet.) — mrok, ciemność. [przypis edytorski]

4. rannemi — dziś popr.: rannymi. [przypis edytorski]