Krety

Irracjonalna potrzeba ciepła,

kiedy pół autobusu

opuszcza powieki

na przekrwione białka.

Mężczyźni śpią,

kobiety stoją.

Na szybach para

i wilgotne powietrze

jak papierowe ciasto

klei się w ustach.

Patrzymy przez siebie

na zewnątrz.

Na chmury

odsłaniające brakujące miejsca,

na dziury po dymie.

Czas sobie nic z tego,

nie oferuje nic w zamian.

Odkrywa bloki

o brudnych dziąsłach,

po wyjściu strzela

w żyły zielenią,

na stołach zostawia kurz

i wezwania

ze znienawidzonych urzędów.