Spacerując nieopodal ESSO

Co tak siedzisz, dziadku?

Poszedłbyś stąd, schował się —

brzytwa chmur opada

w twoją stronę ciemnym ostrzem

i pierwsze krople uderzają

w piasek głucho jak kule.

Gdzie twoja żona?

Jeszcze niedawno kręciliście się

przy stacji we dwoje.

Musiała wyjechać lub zmarła,

skoro nie golisz się od tygodni,

skoro włóczysz się samotnie.