Postaci z maskarady
Malwina
Oto co, spodziewam się, was przeraża:
Panna Malwina z rąk nie wypuszcza wachlarza,
Odkąd umarła.
Jej rękawiczka gwiaździsto-złota jest jak perła szara.
Opada korkociągiem, jak walczyk cygański.
Dopiero co u drzwi twych z miłości umarła,
W pobliżu stopni z fajansu, gdzie się stawia laski.
Zmarła, powiedzmy, na chorobę cukrową,
Zmarła od ciężkich perfum, które skłaniały jej głowę,
Och! tak dziewicza i mało szalona! poczciwa dusza!
Nie tyle z przejedzenia, ile nie zaspokoiwszy flegmatycznego temperamentu smakosza.
Do wykładów upoważniona i prywatna docentka literatury.
W cylindrze do niej chodzono w konkury,
A wziąć ją trzeba było, jak biorą żołnierze.
Malwino, smętne widmo, niechaj cię Bóg strzeże!
Enfamille1
Nie, nie jesteśmy już małymi dziewczątkami,
Trzeba nauczyć się robić kapelusze.
A ty sam, bracie mój?... Ach, cóż za zwodziciel!
Mamo zostaw mnie, pozwól mi mówić.
Podniosę w górę wzrok, popatrzę ponad stół.
Czyż nie masz palców pięć, jako my, twe siostry?
Czyż nie masz członków pięć, głowę w to wliczywszy?
Czyż nie masz zmysłów pięć, wzrok i powonienie,
Zmysł smaku oraz słuch? Matka próbowała...
Za stołem, gdzie byli zebrani we czwórkę,
Matka w zamyśleniu ogląda pierścionki.
Jakiż to wielki stół! dziś jest dzień zaduszny,
Jadalnia jest wspaniała, nieco mglisty dzień,
I wschodzi ponad starszym waszym bratem gwiazda.
Przypisy:
1. Enfamille (fr.) — popr.: En famille; w rodzinie. [przypis edytorski]