Tysiąc ubolewań

Quimper1 odnalazłem, gdzie pierwsze lat mych piętnaście spędzałem,

A nie odnalazłem mych łez.

Ongi, gdy podchodziłem ku przedmieściom ubogim i białym,

Płakałem, że aż mgłą zachodziły drzewa.

Tym razem wszystko jest szpetne, drzewa chude i karłowate zielenie,

Cudzoziemcem wchodzę pomiędzy kamienie,

Przyjaciele moi z Paryża, których kocham, którym podziękę oddaję

Za umiejętność pisania książek, niszczą gaje,

Gdzie indziej, z dala od świerków chudych, unosząc myśl moją smutną

I szczęśliwą, że unoszona jest zarówno.

Raczej jestem z marmuru i nic nie przenika. To miłość

Sztuki, która tak mnie samego nieczułym uczyniła,

Że już nie szlocham, kiedy przez mój kraj kroczę.

Jestem nieznajomy: żem znienawidzony się lękam.

Ci ludzie nowi, co o mnie nie wiedzą, że mnie nienawidzą, o to się kłopocę

I nie mam już dla nich miłości: a to jest męka.

Przypisy:

1. Quimper — miasto we Francji. [przypis edytorski]