Golgota

Błądząc po mieście tym czarnym wieczorem,

Jak nad brzegami oślepłej czeluści,

Wołam cię sercem osłabłem i chorem:

Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?

Mury kamienne stłoczyły się przy mnie,

Domy nieżywe, milczące, jak groby, —

Może w śmiertelnym wysławi cię hymnie

Parasol — sztandar deszczowej żałoby?

W głębi bezdennej zamknięty, jak w studni,

Chrypły od krzyku i niemy w boleści,

Wołam: niech przyjdzie! niech pierś mi zaludni

Burzą form swoich i falą swej treści!

Straszna samotność! w tem mieście znikomem,

Które jest górą i znowu otchłanią, —

Wołam w milczeniu — i noc jest nad domem,

Jak gdyby wszystkie dnie tęskniły za nią...