Strumień
Suniesz jak czas melodyjny, aż czasem prąd mnie oddali,
Widmowo śpią moje dłonie, rozrzucone na płask,
A dusza rośnie w otchłanie, cieniem spływa po fali,
Niesie się, sączy — i oto w strugi przemienia się blask.
Piaskiem szarawym przemyka, srebrne topiele muska,
Lekko się chwieje głębiną, wznosząc przeźroczość1 pian,
Wybrzeża, co w nią wglądają, w zwarte całują ją usta,
I nie wie, czy to w niej widnej mijany odbija się łan.
We mnie olchy z zieloną twarzą
Ku wichurom strzępią włosy,
Bydlęta na łęgach się parzą,
Ptaki gnają przez pokosy,
A nad łąką zrudziałą o wczesnej jesieni
Dygoce wysokość przestrzeni.
Ryby, szczury wodne, trytony2
Mącą ją falującym snem —
I tak szumię przez ciepłe wygony,
I że jestem, prawie już wiem.
O, jak mierzę, nie mierząc, poloty gołębi,
Głęboko lot połyska, jak wysoko drży!
Wszystko jest wiarą ku prądom głębi
Czystą, i silną, a ja jestem ty.
Wreszcie się we mnie chmurna głębina
Dźwignie jak wieża, uwieńczy skroń.
Przeczuwam, wieczność się rozpoczyna:
Ma soli posmak i wiatru woń.
Przypisy:
1. przeźroczność — przezroczystość. [przypis edytorski]
2. tryton — tu: traszka a. stworzenie znane z mit. gr.: pół człowiek, pół ryba. [przypis edytorski]