Stare drewniaki Radości

„Co to się znowu dzieje?” —

to było pytanie

nie do mnie,

nie do mojej żony, nie

do dziecka, które spało już

od około dwóch godzin,

chociaż wypowiadając je, teściowa

na mnie skierowała wzrok —

to było pytanie do świata.

Od dawna nie mówiłem nic,

ale tym razem świat

przemówił przeze mnie.

Powiedział: „To ja,

Jacek Olszanka, mąż waszej córki,

zdjąłem fajerkę,

włożyłem do pieca

mój stary but”, po czym

wyszedłem z kuchni,

by po omacku dotrzeć

do pokoju z żoną i dzieckiem,

odłożyć książkę

i jeszcze raz skarcić was stamtąd

moją najgłębszą

ciszą.