Dziękuję bardzo

Letni dzień cię pokocha

Błyska się w takim dniu

jasnymi zakamarkami życia.

W dzbanie tulipany,

nagłe uniesienie wpływa do kabla pamięci,

o perle z małża powiesz,

ogarnięta spokojem, trochę nawet nim przejęta:

„chyba twój guzik” albo „zadawniony katar”.

Trzy flakony

Około dziesięciu lat w wątłych ramionach spekulacji,

że może w zrywaniu kwiatów

chodzi nie tylko o nas,

bo umówiliśmy się na kościanej stercie,

z której gad mówi: „zobacz, wzniesienie

to akurat twoje życie”,

że większość godzin rozbłyska obok nas,

kwiaty narwane w zeszłym roku

na serio określiły tamte, których nazrywamy w następnym,

ciapiąc w upalnym dniu

na nieostrej granicy

między czymś trwałym i czymś niepewnym.

Przytulny kłos

Na razie jest tak,

że z wybuchu namiętności został swobodny nastrój.

Dmuchawce w chłopięcej dłoni

i serce prawie za burtą

w milionowej armii złocistych odprysków

pamięta bez dużego wysiłku,

a kiedy jego cień maszeruje w poprzek ścieżki,

na nim pojawiają się krople rosy.

I nas wybawi

Ta stara od lat nawleka paciorki,

za każdym razem powstaje naszyjnik jedyny w swoim rodzaju.

Patrzy tak, jakby rozgarnęła żar w piecu

jakiejś podupadłej huty

i mówi głosem ciepłym, trochę zachrypniętym:

Te po trzy, te po cztery, a tamte po cztery pięćdziesiąt.