(Z wyżyn spoglądam...)

Z wyżyn spoglądam na leśne obszary

pod tchnieniem wiatru jękliwie szumiące.

Tam pogrzebałem — w szafirowe jary

troje mych dziatek — i siebie tam strącę.

Nad jeziorami wznoszą się opary,

krążą stadami wrony żer wietrzące.

Pójdę — i z czarnej tej jedliny zrobię

krzyż — i wykrzesam iskrę wiary —

i zapalę ten ogromny bór — hymnem o Tobie —

jeśli mi wrócisz jedno z tych dziatek — żyjące.