Kobziarz

Od tłumacza

Taras Szewczenko zasługuje na przyznaną sobie nazwę pierwszego dziś śpiewaka Ukrainy. Czując, że jeszcze jest przedwcześnie czynić studia nad życiem i pismami żyjącego autora, przełożyliśmy bez żadnych studiów jego Kobziarza, zbiór dumek i poematów, odznaczających się rzewnością, siłą, głęboką znajomością i pokochaniem ludu.

Poezja ukraińska, która rozpoczęła nową erę naszej, nie może być dla nas obojętną.

W przekładzie naszym opuściliśmy kilka miejsc w Nocy Tarasowej, nie tłumaczyliśmy całego poematu Hajdamacy1: bo tu autor, we krwi maczając pędzel, oszpecił estetyczną piękność swoich obrazów.

Wł. Syrokomla

Kobziarz

Przygrywka (Dumki moje...)

(Думи мої, думи мої...)

Dumki2 moje, źle mnie z wami,

Źle mnie z moim szałem,

Po co ja was z literami

Na karcie spisałem?

Lepiej by was gdzieś przez pola

Zmiotła wiatru siła;

Lepiej by was licha dola

W kolebce zdusiła.

Na żart, na pośmiewisko chyba żyć wam dano;

Polewano was łzami — czemu nie zalano?

Czemu nie zatopiono gdzieś na morskiej fali?

Ludzie by mnie przynajmniej o ból nie pytali,

Dlaczego ja przeklinam mą dolę surową.

«Ot, nie ma czego robić» — mówią, trzęsąc głową.

Dumki, moje wy kwiatki, och, moje wy dziatki,

Za co was pokochałem miłowaniem matki?

Czy płacze nad wami choć jeden człek czuły,

Jak płakałem, gdyście się z piersi mojej snuły?

Może odgłos wasz zawieje

Do duszy dziewczęcej,

Czarne oczka łzami zleje —

Nic już nie chcę więcej;

Jedna łezka pod rzęsami,

Już panem zostałem...

Dumki moje, źle mnie z wami

Źle mnie z moim szałem.

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Moje kwiatki, moje dziatki,

Moje wy nadzieje!

Hodowałem sercem matki,

Gdzie ja was podzieję?

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Tam w dalekim czeka świecie

Przyjęcie łaskawe,

Szczerą prawdę tam znajdziecie,

A może i sławę.

Ukraino, moja matko,

Gdy ten rój przyleci,

Opiekuj się ich gromadką

Jako własnych dzieci!

Perebenda

Перебендя

Perebenda stary, ślepy,

Jego dobrze znają stepy,

Bo się dziad ten wszędzie włóczy

I przy kobzie3 pieśni mruczy.

Naród boży słucha dziada

I za pieśni dzięki składa.

On im pieśnią wzmacnia siły,

Choć samemu świat niemiły.

Pod czeremchą lub kaliną

Dni i noce jego płyną,

Bo zła dola tak go trzyma,

Że i własnej chaty nie ma.

Choć nad starą dziada głową

Pożartował los surowo,

On nie zważa, siedzi, śpiewa:

«Ej, nie szumcie w lesie drzewa!»

Gdy mu piosnka sercem miota,

Kiedy wspomni, że sierota,

To potęskni — i znów śpiewa

Pod cienistym dachem drzewa.

Tak na świecie żył nasz stary,

A piosenek miał bez miary.

To o Czałym4 dumkę grzmoce5,

To Turkawkę zaturkoce,

Wśród dziewczęcej pohulanki —

Śpiewa Hryca6 lub Wiośnianki;

A młodzieży przy kwaterce

Szynkareczką zrywa serce,

A mężatkom śpiewać woli

O złej teści7 i topoli;

A na rynek kiedy zbacza,

Gra Łazarza i bogacza,

Lub z westchnieniem i goryczą

Nad kozacką płacze Siczą8,

By wiedzieli ludzie młodzi,

Skąd upadek jej pochodzi.

Taki duch był w Perebendzie,

Pieśń i kobzę włóczył wszędzie,

A jak pieśni przysposobi,

To co zechce z sercem zrobi,

Pożartuje jak umyślnie,

Potem krwawą łzę wyciśnie.

Przez szerokie polne łany

Wieje wicher rozhulany.

Kobziarz siedzi na kurhanie

I gra piosnkę nieprzerwanie.

Step, jak dojrzy ludzkie oko,

Legł błękitno a szeroko,

A mogiła przy mogile,

A w mogiłach zmarłych tyle!

Wicher głaska starowinę

W siwe wąsy i czuprynę,

To do ziemi aż przypada,

By wysłuchać pieśni dziada:

Jak nuta grzmi radością lub czarną rozpaczą,

Jak mu się serce śmieje, ślepe oczy płaczą...

Posłuchał i poleciał...

Bo z pieśnią proroka

Dziad ukrył się na stepie od ludzkiego oka,

Aby wiatr dumkę rozwiał na przestrzeń stepową,

Aby nikt jej nie słyszał, bo to boże słowo.

Już to mówi modlitwę Bogu i naturze,

Już to dumka w kraj świata żegluje na chmurze.

Albo jak orzeł piersią uderza w pierś słońca

I silnymi skrzydłami w błękit niebios trąca.

I zapyta u słońca, jakie zbiegło kraje,

Gdzie swą noc przepędza, a gdzie ze snu wstaje.

Zapyta fali morskiej, o czym ona gwarzy,

Zapyta cichej góry, o czym dumki marzy.

Pogada i znów leci w nadobłoczne kraje,

Bo ziemia, choć szeroka, przytułku nie daje.

Och, bo ten, co przeczuje, ten co wszystko zbada,

Gdzie się słońce niebieskie na nocleg układa,

Co gwarzy fala morska z towarzyszki swemi9,

Ten już nigdzie przytułku nie znajdzie na ziemi.

On jak słońce sam jeden krąży na swej osi,

Ludzie niby go znają, bo go ziemia nosi,

Lecz gdyby się dowiedział sąsiad od sąsiada,

Że on śpi na mogile, że z falami gada,

Wyśmiano by dar boży, co mu zaległ łono,

Głupcem by go nazwano i precz odpędzono.

Dobrze czynisz, ojcze siwy,

Że od świata skrywasz dziwy,

Że natchnione twoje chwile

Odprawujesz10 na mogile.

Ej, gołąbku, czyń swe dzieło,

Póki serce nie zasnęło,

Czyń swe dzieło w mogił ciszy,

Niech go człowiek nie posłyszy.

By nie śmiała się gromada,

Potakiwać jej wypada:

Skacz jak każą, pan zapłaci,

Wszak panowie są bogaci...

Tak na świecie żył nasz stary,

A piosenek miał bez miary;

Pożartuje jak umyślnie,

Potem krwawą łzę wyciśnie.

Topola

Тополя

Wieje wicher, wieje srodze,

Aż szumi dolina,

Bije w topól, co przy drodze,

Aż ku ziemi zgina.

Kształt jej wzniosły, liść szeroki,

Po cóż się zieleni?

Jakby morze legła niwa,

W dalekiej przestrzeni,

Idzie czumak11, schyli głowę,

Zatrzyma się chwilkę;

Idzie czaban12 i z supiłką13

Siądzie na mogile.

Wszędzie pustka, podróżnego

Aż serce zaboli,

Drzew tu nie ma — oprócz jednej

Sierocej topoli.

Któż ją sadził, by zmarniała

Do stepu wciśnięta?

Ja rozpowiem całe dzieje,

Słuchajcie, dziewczęta.

Pokochała, ej, Kozaka

Czarnobrewka hoża;

Kozak odszedł i gdzieś zginął

W głębi Zaporoża.

Gdyby wiedzieć, że porzuci,

Toby nie kochała;

Gdyby wiedzieć, że zaginie,

Iść by mu nie dała.

O wieczornej dobie

Nie chodziłaby po wodę,

Aby z lubym14 pod wierzbami

Porozmawiać sobie.

Gdyby zgadnąć, jaka dola

Do nas się uczepi,

Gdyby zgadnąć — ej, dziewczęta,

Nie badajcie lepiej!

Nie pytajcie swego serca,

Co się tam w nim dzieje;

Bo wie serce, kogo kocha

I po kim więdnieje.

Nie na długo czarne oczko

Z czarnej brewki błyska,

Nie na długo białe lice

Rumieńcem wytryska.

Zwiędnie liczko, zgaśnie oczko

W waszych lat połowie...

Kochajcie się, młodzi ludzie,

Jak wam serce powie.

Zaszczebiotał słowik mały,

Siedząc na kalinie,

Młody Kozak śpiewa pieśnię15,

Chodząc po dolinie.

Wyśpiewuje, aż tam z chaty

Wyjdzie czarnobrewa.

Kiedy wyjdzie, on jej pyta,

Czy się matka gniewa.

I uścisną się raz, drugi

Wśród słowiczych treli,

Posłuchają i odchodzą

Oboje weseli.

Nikt nie widzi, nikt nie słyszy,

Nikt u niej nie spyta:

«Gdzieżeś była, coś robiła

U studni koryta?»

Och, kochała czarnobrewa,

Aż serduszko mdlało;

Czuło dziewczę, że przychodzi

Wycierpieć niemało.

Odszedł luby, z nim odeszła

Najsłodsza otucha.

W dzień i w nocy krasawica16

Jak gołąbka grucha.

Już słowiczek nie szczebiocze,

Mętna w studni woda:

Już nie śpiewa pod wierzbami

Czarnobrewka młoda.

Ej, nie śpiewa czarnobrewka,

Boży świat ją nudzi,

Z ojcem, z matką tak jej tęskno

Jak wśród obcych ludzi.

Bez lubego blask słoneczny

To jak uśmiech wroga;

Wskroś by ziemi z drżącym sercem

Skryła się nieboga.

Minął roczek, minął drugi,

A Kozak nie wraca;

Jak badylek schnie dziewczyna,

Dni tęsknotą skraca.

Nie spytała matka córki:

«Co ci truje lata?»,

Lecz za starca, za bogacza

Biedne dziecko swata.

«Wyjdź, córko, w dziewczym wianuszku

Nie zwiekować wieku.

Będziesz panią przy staruszku

I bogatym człeku».

«Nie chcę, matko, twego państwa,

Nie chcę takiej mowy!

Ręcznikami weselnymi

Spuść mnie w dół grobowy.

Niechaj księża zaśpiewają,

Niech się drużki zbiorą,

Wolę leżeć w ciasnej trumnie,

Niźli żyć z potworą».

Nie słuchała matka córki,

Ale sprawia gody17.

Czarnobrewka widzi, milczy,

Mocuje duch młody.

Poszła w nocy do wróżbiarki,

Aby jej wróżyła:

Długoż potrwa, długo z lubym

Rozłąka niemiła?

«Babko-serce, babko-złoto,

Mój kwiecie różowy,

Powiedz prawdę: gdzie mój luby?

I czy żyw, czy zdrowy?

Czy mnie rzucił, czy mnie kocha

Wzajemnym kochaniem?

Powiedz prawdę — na kraj świata

Ja polecę za nim.

Babko-serce, babko-złoto,

Co czynić wypada?

Bo mnie matka za mąż daje

Za starego dziada.

Jego kochać to nad siły,

Sercu nie rozkażę;

Chciałabym się topić w rzece,

Lecz Boga obrażę.

Jeśli luby mój nie żyje,

Zrób tak, babko, raczej,

Bym do domu nie wróciła,

Bo zginę z rozpaczy.

Tam już swaty mnie czekają,

W weselnym zamiarze...»

«Dobrze, córko! Spocznij trochę,

A czyń, co ci każę.

Sama kiedyś w młodej dobie18

Czułam serca władzę;

Przeszło licho — już nie sobie,

Ale drugim radzę.

Twoją dolę, moja córko,

Znam już od dni wiela,

I dla ciebie czarownego

Nazbierałam ziela».

Poszła stara i kosz ziela

Dostała z policy19:

«Masz to dziwo, moje dziecię,

Idź z nim do krynicy.

Twarz kryniczną obmyj wodą

I nim kur zapieje,

Tego zioła wypij nieco,

Duch poweseleje.

A wypiwszy — bież20 co siły;

Będą cię wołali,

Nie patrz na nich — bież do miejsca,

Gdzieście się żegnali.

Tam odpocznij — a twój luby

Do ciebie przyleci.

Gdy nie przyjdzie, wypij wodę

Raz, drugi i trzeci.

Gdy zaczerpniesz po raz pierwszy,

Ujrzysz go, niebogo21.

Gdy zaczerpniesz po raz drugi,

Koń ci tupnie nogą.

Jeśli żyje — to cię zechce

Widzieć najgoręcej.

Gdy zaczerpniesz po raz trzeci,

Nie pytaj już więcej.

Idź do zdroju, ufaj czarom.

Wszystko pójdzie snadnie22,

Lecz się przy tym nie przeżegnaj,

Bo wszystko przepadnie».

Wzięła ziółko... opuściła

Czarownicy progi:

«Iść... czy nie iść?... Ha, już późno

Wracać się z pół drogi».

Twarz umyła, ziółka piła

Nieszczęsna dziewczyna,

Po raz drugi... po raz trzeci,

I śpiewać poczyna:

«Pływaj, pływaj, mój łabędziu,

Po morskim lazurze!

Rośnij, rośnij, topolin,.

Aż ku samej chmurze!

Spytaj Boga, czy na długo

Los mię z lubym dzieli?

Rośń wysoko, by za morzem

O tobie wiedzieli.

Po tej stronie moja dola,

A po tej niedola.

Tam gdzieś luby, czarnobrewy

Harcuje wśród pola,

A ja płaczę, tracę lata,

Łudząc się nadzieją.

O, rozpowiedz tam lubemu,

Że się ludzie śmieją!

Powiedz jemu, że zaginę,

Gdy nie spieszy ku mnie,

Bo mnie matka jeszcze żywą

Pragnie pogrześć w trumnie.

Któż utuli, kto przygarnie

Matkę nieszczęśliwą?

I kto tutaj czuwać będzie

Nad jej głową siwą?

Boże, Boże! Matko moja!

Przyjdziesz do topoli,

Jak na świecie mnie nie będzie,

Serce cię zaboli.

Płakać będziesz, ej, raniutko,

Gdzie przed słońca wschodem,

Aby ludzie nie wiedzieli,

Żem twych łez powodem...

Rośnij, rośnij, topolino,

Aż ku samej chmurze!

Pływaj, pływaj, mój łabędziu,

Po morskim lazurze!»

Tak dziewczyna jęczy w stepie

Swą pieśń udręczenia.

Ziele cudu dokazało,

Bo ją w topól zmienia.

Już lubego czarnobrewy

Nie ujrzało oko;

Rośnie w stepie giętko, cicho,

Wysoko... wysoko!

Wieje wicher, wieje srodze,

Aż szumi dolina,

Bije w topól, co przy drodze,

Aż ku ziemi zgina.

Urzeczona23

Причинна

Stękają, ryczą, dnieprowe fale,

Wicher w gwałtownym uderza szale,

Nadbrzeżne wierzby skrzydły silnemi24

Wyrzuca w górę, zgina ku ziemi.

Bladawy księżyc tylko przez szpary

Wyjrzy niekiedy z chmurnej pieczary,

Jak w Czarnym Morzu łódka wśród burzy,

To się pogrąży, to znów zanurzy.

A jeszcze kury nie piały trzecie,

I jeszcze cicho na bożym świecie.

Świegoce ptactwo w rozliczne tony

I rozłożyste skrzypią jesiony.

Kiedy wszystko tak w naturze

Tchnęło niepogodą,

Coś bieleje tam przy górze,

Czerni się nad wodą.

Czy rusałka wyszła jaka

Bawić się jak dziecko,

Albo czeka na Kozaka

Zwabić go zdradziecko?

Nie rusałka, lecz dziewczyna,

Aż spojrzeć boleśnie,

Sama nie wie, co poczyna,

Bo się błąka we śnie.

Stara wróżka tak zaklęła

Zaklęciem swej woli,

By tęsknoty jej ujęła,

Co w jej sercu boli,

Aby chodząc o północy,

Dotknięta urokiem,

Wyglądała kochanego,

Co zginął przed rokiem.

Miał powrócić w krótkiej chwili,

Ale powrót zwłoczy25.

Nie kitajką26 gdzieś pokryli

Mołodzieckie27 oczy,

Nieomyte łzą dziewczyny

Jego białe lice:

Orzeł z obcej gdzieś krainy

Wykłuł mu źrenice,

Wilki ciało rozszarpały

Wilczętom na strawę...

Próżno czeka przez dzień cały

I przez noce łzawe.

Już nie przyjdzie, nie przywita

Dłonią przyjaciela,

Już jej nigdy nie zaświta

Piękny dzień wesela.

Długiej kosy28 nie rozplotą29,

Jej ołtarz — mogiła,

Umrze biedna a sierotą,

Jak sierotą żyła.

Taka jej dola... O Boże mój miły!

Za co jej młodość skarałeś tak srodze?

Czemu kazałeś pokochać nad siły

Kozackie oczy?... O, przebacz niebodze!

Kogoż ma kochać?... Wszak rodziców nie ma.

Jedna jak ptaszek na świata przestworze,

Wszak ona młoda z czarnymi oczyma —

Ześlij jej dolę, miłosierny Boże!

Winnaż30 gołąbka, że gołąb jej luby

Zaginął w szponach krwawego sokoła?

Że ona przenieść31 nie mogąc zaguby,

Lata w powietrzu i grucha, i woła?

Ale szczęśliwa, bo pod niebo lata,

Bliższa jej boża tajemnica skryta:

Biedna sierota od zimnego świata

Nic się nie dowie, nic się nie dopyta.

Gołąbka patrzy z wysokiego kraju,

I znajdzie swego — a jejże kto powie,

Czy luby błądzi po ciemnej dąbrowie?

Czy poi konia z bystrego Dunaju?

Gdyby pożyczyć lotu od orlicy

I tam zobaczyć za przestrzenią wodną,

Może się w innej pokochał dziewicy,

Toby przez zemstę zdusiła niegodną.

A jeśli zginął, jeśli dola taka,

Toby otwarła mogiłę zieloną

I legła obok lubego Kozaka —

Serce nie lubi, aby się dzielono.

Lecz Bóg inaczej, serce chce inaczej,

Cierp biedna duszo — przywykniesz powoli

I do boleści, i do łez rozpaczy...

Trzeba do swojej stosować się doli.

Ona błądzi — Dniepr ponury.

Cicho milczy — duma snadź32.

Wicher rozbił czarne chmury.

I układa morze spać.

Księżyc świeci, jakby pała33,

Takie blaski rzuca w dal.

Pluchnął Dniepr — i dziatwa mała

Wypłynęła igrać z fal.

Miły uśmiech w każdym licu,

A na ustach barwa róż.

«Pójdziem grzać się po księżycu,

Bo odeszło słońce już».

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Matka woła: «Hejże, dzieci!

Czy wy wszyscy... drugi... trzeci?

Niech się każdy w kółko zbierze,

Coś poszukać na wieczerzę.

Pohulamy, poigramy

I piosenkę zaśpiewamy,

A piosenki ton wiadomy,

O tym duchu, co ze słomy!

W ruch, dzieci, w ruch!

Słomiany duch!

Bo mnie matka porodziła

I niechrzczoną położyła.

Ej, księżycu, prosim szczerze.

Chodź ty do nas na wieczerzę!

Na wieczerzę przysmak zjecie,

Trup Kozaka w oczerecie34.

Czarnobrewiec pełen wdzięku

Srebrny pierścień miał na ręku.

Hej, księżycu, świećże jasno,

Rozpędź twoją chmurkę ciasną,

Byśmy mogli hulać nieco.

Póki wróżki nie nadlecą,

Póki kogut nie zakrzyczy,

Puszczaj blask swój tajemniczy.

Lecz pod dębem... patrzcie, młodzi,

Jakaś postać w bieli chodzi:

W ruch, dzieci, w ruch!

Słomiany duch!

A mnie matka urodziła

I niechrzczoną utopiła...»

Niechrzczone dzieci zachichotały,

Ich się chichotem gaj rozległ cały.

Dziatwa z hałasem pod dąb pośpiesza.

Nagły widok wtem porazi,

Wstrzymuje się rzesza:

Ktoś na pień dębowy włazi,

Po wierzchu się wiesza.

To dziewczyna, co błądziła

Przy blasku księżyca:

Taką biedę jej sprawiła,

Wróżka czarownica.

I z wierzchołka nadgniłego

Patrzy w okrąg cały,

Zeszła.... nogi śmiało biegą,

Ręce nie zadrżały...

A rusałki koło drzewa,

Między oczerotem.

Kiedy z dębu zeszła dziewka,

Duszą ją łoskotem.

Podziwiały wodne córy,

A gdy wrzasły trzecie kury35,

Znów pluchnęły w wodę,

I skowronek zapiał wcześnie

Z niebieskich obszarów,

I kukułka śpiewa pieśnię36

Z dębowych konarów,

Trysnął piosnką słowik z cieni,

Księżyc w gaj się chowa,

A za górą się promieni

Jutrznia purpurowa.

Gaj czernieje ponad wodą,

Gdzie Lachy37 chodziły;

Grając w barwy z jutrznią młodą,

Siwieją mogiły.

Zagwarzyły z sobą gaje,

Szumią wierzby liście,

A pod dębem dziewczę młode

Śpi już wiekuiście.

Śpi — nie słyszy, jak ją wita

Śpiew kukułki głośny;

Ani nawet jej zapyta

O swe przyszłe wiosny.

A nad Dnieprem z drugiej strony,

Kozak mknie po borze,

Konik wrony38 unużony

Ledwie stąpać może.

«Ha, ustałeś, towarzyszu,

Droga niedaleka;

Dziś spoczniemy w tym zaciszu,

Gdzie mnie luba czeka.

Prędzej, koniu, prędzej, wrony,

Ej, będzie nam rada!»

Koń chce ruszyć, lecz znużony

Co chwila upada.

«Ot i widać futor mgławy,

Ot łąka zielona,

Ot i dąb ten kędzierzawy,

O Boże!... to ona!...

Sen ją zmorzył o jutrzence,

Bo za długo czeka!»

Skoczył z konia i już ręce

Załamał z daleka.

«Zbudź się... zbudź się... O mój Boże!»

Tuli dłonią ciepłą;

Ale nic już nie pomoże,

Bo serce zaskrzepło.

«Och, za co nas rozłączono?

Skąd boża niełaska?»

Śmiech szyderczy wstrząsł mu łono,

I w dąb głową trzaska.

Idą dziewczęta, idą na żniwo,

Śpiewają pieśni i gwarzą żywo:

Jak matka żegna lubego syna,

Jak to był nocny mord Tatarzyna.

Wtem — co za dziwy? W cichej ustroni

Koń zmordowany tręzlami39 dzwoni,

Dalej pod dębu zielenią świeżą

Kozak z dziewczyną nieżywi leżą.

Ciekawych dziewcząt cała gromada

Już się po cichu pod dąb podkrada;

Lecz gdy pod dębem trupy ujrzały,

Pierzchnął w popłochu ich orszak cały.

Przyszły płakać po niebodze

Towarzyszki miłe.

A Kozacy przyszli kopać

Dla brata mogiłę.

Przyszli księża z chorągwiami,

Zadzwoniły dzwony,

I gromadka, jak wypada,

Wzniosła grób zielony.

Widzisz groby ponad drogą,

Kędy40 rośnie żyto41,

A zapytać nie ma kogo,

Za co ich zabito?

Jawor stoi nad Kozakiem

I zielona jodła,

A kalina grób dziewczyny

Kiściami obwiodła.

I kukułka po nich kuka

Pominalną42 pieśnię,

I słowiczek nad ich głową

Zawodzi boleśnie.

I kukają, i wywodzą

Trele coraz nowe,

Aż nim wyjdą na igraszkę

Rusałki dnieprowe.

Dumka (Rzeka ciągle, choć powoli)

Тече вода в синє море…

Rzeka ciągle, choć powoli

Wpada w sine morze.

Szuka Kozak swojej doli,

A znaleźć nie może.

Szedł, gdzie wicher go powionie,

Gdzie poniosą oczy,

Rozgrało się serce w łonie,

Szeptał duch proroczy:

«Po co gonisz się za marą,

Gdzie cię oczy wiodą?

Rzucasz ojca, matkę starą

I dziewczynę młodą.

W cudzej stronie — cudzy wszędzie

Wiarą i językiem.

Tam zapłakać z kim nie będzie

I pogwarzyć z nikim.»

Fale morskie, płyńcie w pole

I brzegami trzęście.

Kozak marzył spotkać dolę,

A spotkał nieszczęście.

Już żurawie powracały,

W domu wytchnąć mogą.

Kozak, płacząc, poszedł dalej

Swą ciernistą drogą.

Dumka (Bujny wietrze...)

Думка (Вітре буйний, вітре буйний!)

Bujny wietrze, tchnieniem bożem

Ty poruszasz morskie siły:

Rozbudź fale, zagraj z morzem

I zapytaj, gdzie mój miły.

Miał do lubej wrócić wkrótce,

Miał powrócić z piękną chwałą,

Morze jego wiozło w łódce,

Musi wiedzieć, gdzie podziało.

Gdy lubego utopiło,

Wietrze-serce, rozbij morze,

Ja zaślubię się z mogiłą

I w mogile głowę złożę.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nie, ja pójdę i utonę,

Przenurtuję fale czarne,

Znajdę zwłoki zagubione

I wnet do nich się przegarnę,

Gdy uściskiem je obwiję.

Nieś nas, wietrze, w przepaść stromą...

Lecz jeżeli luby żyje,

To najlepiej ci wiadomo...

Choć nic nie wiem o Kozacze43,

Lecz zgaduję, co z nim bywa:

Gdy on płacze, i ja płaczę,

Gdy on wesół, jam szczęśliwa.

Gdy nie minął ciężkiej zguby,

I ja razem zginąć muszę:

Gdzie mój drogi, gdzie mój luby,

Zanieś wietrze moją duszę.

Gdzie grób jego, ja na łonie

Chcę kaliną być czerwoną:

Lżej mu będzie w obcej stronie

Pod gałęzi mych osłoną.

Ukochanej jego głowy

Cudze słońce nie zapali.

Będę kurhan strzec grobowy,

By go ludzie nie deptali.

W wieczór za nim modłę wzniosę,

Z rana trysnę łzą rozpaczy;

Wejdzie słońce, strzepnę rosę

I nikt łez mych nie zobaczy.

Bujny wietrze, tchnieniem bożem

Ty poruszasz morskie siły:

Rozbudź fale, zagraj z morzem

I zapytaj, gdzie mój miły!

Dumka (Och, nie znacie, och, nie wiecie)

Тяжко-важко в світі жити

Och, nie znacie, och, nie wiecie,

Jak sierocie źle na świecie,

Bo nie weźmie nikt w opiekę,

Chyba z góry wskoczyć w rzekę.

Jużbym skończył dni te moje,

Jużbym dawno gnił w topieli,

Lecz się kary boskiej boję;

Jużby ludzie zapomnieli.

U jednego dobra dola,

Bujne kłosy zbiera z pola:

Moja dola tylko mami,

Gdzieś się błąka za morzami.

Dobrze temu bogaczowi,

Co go wszyscy znać gotowi:

Gdy kto spotka mnie nędzarza,

To i na twarz nie uważa.

Bogatego, choć szkarada,

Otacza pochlebstw gromada:

Ja choć wzdycham do dziewoi,

Ze mnie tylko żarty stroi.

«Czyż ja, dziewczę, nie dość młody?

Czy mi pięknej brak urody?

Czy nie kocham cię z zapałem?

Czy ja z ciebie żartowałem?...

Kochaj sobie, kochaj śmiało,

Kogo serce twe wybrało,

Lecz poszanuj me kochanie,

Gdy ci kiedy w myślach stanie.

A ja pójdę w cudzą stronę

Jątrzyć serce rozżalone

I tęsknotą serce spalę

Jako listek na upale».

Smutny Kozak poszedł drogą.

Nie zostawił tu nikogo;

Szukał doli, co popieści,

I zaginął gdzieś bez wieści.

Umierając, ludzi pyta,

Gdzie tam boże słonko świta.

Och, nie znacie, och, nie wiecie,

Jak sierocie źle na świecie!

Dumka (Po co u mnie czarne brewki?)

На що мені чорні брови

Po co u mnie czarne brewki?

Po co oczy gdyby44 żar?

Po co sercu grają śpiewki?

Po co w głowie tyle mar?

Moje lata, moje młode

Giną marnie z dnia do dnia;

A oczami gdzie powiodę,

Zawsze z oczu lunie łza.

Dusza boli, nędza światem,

Jak zamknięty w klatce ptak.

Po co ludzie zwą mnie kwiatem,

Dobrej doli gdy mi brak?

Świat obmierźle w oczach stoi,

Nie ma nawet pięknych snów;

Ludzie swoi jak nie swoi,

By przemówić kilka słów.

Nikt nie spyta w całym domu,

Czemu oko w ciągłej łzie.

Rozpowiedzieć nie ma komu,

Czego biedne serce chce.

Jak gołąbek ciągle grucha,

Ciągle grucha w noc i w dzień;

Ale jęku nikt nie słucha,

Nie uważa serca drgnień.

Nieciekawe obcych grono,

Bo i na cóż obcym znać?

Cierp, sieroto, boć45 sądzono,

Młode lata marnie trać.

Płaczże, serce, płaczcie oczy,

Nim zamkniecie się do snu.

Niech się w stepie jęk roztoczy,

Niech przyleci wicher tu,

Niech zaniesie te napiewy46,

Aż gdzie morze brzegi rwie,

Niech zdradliwy czarnobrewy

Ma pohybel47 w mojej łzie.

Iwan Podkowa

Иван Підкова

I

W Zaporożu grzmi armata,

Przed panem Iwanem.

Zaporożec w dawne lata

Potrafił być panem.

Panowali, zdobywali

Swobodę i chwałę;

Ledwie świadczą ich z oddali

Kopce pozostałe.

Oj, wysoko się wznosiły

Na polu kurhany,

Gdzie legł Kozak do mogiły

W kitajkę48 przybrany.

A mogiła kształtem wzgórza

Aż obłoki bodzie,

Wiatrom żale swe wynurza,

Szepcze o swobodzie.

Pradziadowskiej świadek sławy,

Powiada ją młodzi;

A wnuk słucha jej ciekawy

I piosnkę wywodzi.

Och, szalono w Ukrainie,

Licho daj go czartu!

A w gorzałce, w miodzie, w winie

Nabywano hartu.

Dobre niegdyś było życie

W ukraińskiej stronie.

Może sercu coś ulżycie,

Gdy je wam wydzwonię.

II

Czarną chmurę wicher niesie

Z Limanu49 wybrzeży,

Sine morze jak zwierz w lesie

Ryczy, to się jeży.

Gardziel50 Dniepru już rozlany.

«Chłopcy, hej, do wiosła!

Siądziem w czajki51, pójdziem w tany,

Byle woda niosła!»

Wypłynęło Zaporoże,

Aż Liman czernieje.

Grajże teraz, sine morze,

Niechaj wiatr zawieje!

Bije fala, płyńcie zdrowi,

Ni ziemi, ni nieba,

Aż drży serce — Kozakowi

Tego tylko trzeba.

Wiosło taktem gra wesołym,

Wykrzykują radzi52,

Pan ataman53 płynie czołem,

On wie, gdzie prowadzi.

Chodzi z lulką54 po swej łodzi,

I rozmyśla bacznie:

Gdzie uderzyć mu przychodzi?

Skąd robotę zacznie?

Skręcił wąsy z gęstą miną,

Czajkom stanąć każe,

Podniósł kołpak55, wstrząsł56 czupryną:

«Zguba tobie, wraże57!

Hej, mołodcy58, droga znana,

Ja Synopę59 minę,

Lecz w Carogród60 do sułtana

Pójdziemy w gościnę».

«Dobrze, ojcze atamanie,

Zagramy w Bosforze!»

«Dzięki, chłopcy! Niech się stanie!»

I znów kipi morze.

Pan ataman lulkę kurzy,

Na brzegu usiadłszy,

Na niebiosach bada burzy

I na falę patrzy.

Noc Tarasowa

Тарасова ніч

Znów na rozdrożu widać kobziarza61,

Jak staroświeckie pieśni powtarza.

Dziewczęta, chłopcy, w całej gromadzie

Zakwitli przy nim jak maki w sadzie.

Kozak gra w kobzę62 i słowem gwarzy,

Jak się Moskale, Lachy63, Tatarzy

Bili z Kozactwem, jak siła cała

Tu się w pobliżu rankiem zbierała,

Jak Kozakowi, gdy w boju padnie,

Żółtą mogiłę sypano ładnie.

Wygrywa kobziarz, wzrok mu się pali,

Aż licho z echem śmieje się w dali.

. . . . . . . . . . . . . . . . .

«Jedna z Limanu64, czarna, ponura,

A druga z pola powstaje chmura,

Aż step pociemniał, a Ukraina

Jak małe dziecię truchleć poczyna.

Nikt nie ratuje, nikt jej nie baczy,

Marnie zaginie naród kozaczy!

Giniesz nabyta po ojcach chwało!

Już dla Kozactwa miejsca nie stało65,

Kozackie dzieci rosną niechrzczone66,

Kochania ślubem nieuwieńczone,

Nad zmarłym psalmy zamilkły święte,

Opustoszały cerkwie zamknięte.

Hej, Nalewajko67! Ozwij się z grobu.

Huknij, Krywczynie! Nie ma was obu.

Lecz dał się słyszeć odgłos Pawlugi68,

Taras Trasiło69 ozwał się drugi,

Ozwał się z jękiem... «O Ukraino!

Jakaż straszliwą giniesz ruiną!»

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Ozwał się w stepie Taras Trasiło,

Chce Kozaczyznę70 ratować miłą,

A orzeł silnie w skrzydła rozmacha,

I wszystkie wieści zaniósł do Lacha.

A pan Trasiło grzmi z całych piersi:

«Dosyć się lękać, bracia najszczersi,

Zaraz się skończą nasze niedole,

Panowie bracia, na koń i w pole!»

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Już nie trzy dzionki i nie trzy noce,

Jak pan Trasiło szablicą grzmoce71,

Już od Limanu aż do Trybała72

Krew chrześcijańska pole zalała.

Nie sprzyja szczęście kozackiej rzeszy,

Pan Koniecpolski73 wielce się cieszy,

Cieszy go smutna przegrana nasza,

Na szumny bankiet szlachtę zaprasza.

I Taras zebrał swoją gromadę,

Nie na biesiadę, lecz na obradę.

«Bracia wy moi i atamani!

Dajcie mi radę, tutaj zebrani,

Co mamy począć? Tam pełną czaszą

Już piją Lachy pohybel74 naszą.

Niechaj ucztują nasi panowie,

Niechaj im wino służy na zdrowie,

A my o naszej myślmy potrzebie,

Niedługo słońce zajdzie na niebie».

I krwawe słońce zaszło za góry

I Kozaczyzna jak groźne chmury

Objęła Lachów na cztery strony —

A kiedy księżyc przedarł opony,

Ryknęło działo... i Lach bez broni

Budzi się ze snu, chce dopaść koni,

Budzi się ze snu, przetarł powieki,

I znów zasypia, lecz już na wieki.

. . . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Tam ponad rzeką w polnej przestrzeni,

Czarna mogiła wyświeca czołem;

A tam się bujna trawa zieleni,

Gdzie Kozak z Lachem krew leli społem75.

A na mogile z głodu kruk kracze

I głodne wilki zębami dzwonią,

Że pojednane siły kozacze

Dzisiaj na ostre76 z Lachem nie gonią.

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Gamalej

Гамалія

Nie ma, nie ma wiatru i fala nie bije

W naszej Ukrainie;

Może radę radzą na tureckie szyje,

Ale głos jej ginie.

Od Wielkiego Ługu77 przez szerokie łany

Zawiej, cichy wietrze,

Niech tęsknota minie, ucichną kajdany,

Niech się łza obetrze.

Zagraj, ciche morze, na twej cichej fali,

Rozwiń się w pogodzie,

Gdzie kozackie czapki migają z oddali,

Gdzie ich płyną łodzie.

Ułatwiaj ich wiosłom szczęśliwą przeprawę

Po twym łonie sinem!

Posłyszym ich sławę i czyny ich krwawe,

I jeszcze nie zginiem.

Tak niegdyś Kozacy śpiewali w Skutary78

Śpiewali serdeczni — śpiewają i płaczą;

Aż Bosfor się cofnął — zadumał się stary,

Bo łzę po raz pierwszy oglądał kozaczą.

I płaczem kozackim zaryknął żałośnie,

I falę namarszczył jak żubr swoją skórę;

Z Limanu79 do Dniepru aż rośnie, aż rośnie,

Aż grzmoce80 jak trąba ryczenie ponure.

Zawziął się starzec w swym majestacie,

Aż z ust pociekła mu piana:

«Uderzcie w fale, Ługu, mój bracie!

Chortyco81, siostro kochana!

A czy wy śpicie, czy wy słyszycie,

Wstawajcie fale do pracy!»

Na wodach nowe zagrało życie

I zaśpiewali Kozacy:

«Hej, u Turków z tamtej strony

Chata na pomoście:

Grajże, morze, graj!

Płyniem w tamten kraj!

Hejże, Turcy z tamtej strony

Pyszni i bogaci!

Czart ich złoto weź,

Idziem sprawić rzeź,

A wyzwolić braci!

Hej, u Turków z tamtej strony

Basza82 i janczary83.

Precz nam z baszą, precz!

U nas baszą miecz,

Sławny miecz nasz stary!»

Tak śpiewając, płyną dalej,

Wiatr im pierś rozdyma,

A na czele pan Gamalej

Ster bajdaku84 trzyma.

Nielękliwej on natury

W pośród morskiej burzy;

Łódź to wzbije się pod chmury,

To się w głąb zanurzy.

Usnął Carogród85 w rajskim haremie,

Bezpieczną drzemką Skutary drzemie,

Wody Bosforu rwą z całą mocą,

To głucho stękną, to zaklekocą,

Jak gdyby czując, że zła godzina

Chciała rozbudzić gród Konstantyna.

«Cicho, Bosforze! — mówiło morze. —

Bo ja twe brzegi piaskiem obłożę,

Pianą obryzgam twe brzegi kose86,

Twe białe żebra mułem zaniosę.

Cicho, Bosforze! Czyż ci nieznana,

Jaki to płynie gość do sułtana?»

Tak śpiewa morze — bo polubiło

Czubatych Słowian z męstwem i siłą.

Bosfor zaniemiał. Niech sobie drzemie

Zgnuśniały sułtan w swoim haremie.

Ale w Skutary, skuci w łańcuchy,

Nie śpią Kozacy pełni otuchy,

Jeden drugiego ośmiela wzajem,

Modląc się Bogu87 swym obyczajem:

«Miły Boże na Syjonie88!

Nie daj zginąć w cudzej stronie,

Nie daj zginąć bez przyczyny

Twoim dzieciom z Ukrainy!

Ludzie wolni jak ptaszęta,

Niech nie dzwonim w cudze pęta,

Oszczędź wstydu naszej ziemi

I przed wrogiem i przed swemi.

Och, czyżby miał Kozak dumny

Wstać na sąd Twój z cudzej trumny?

I na sądzie przy Twym tronie

Miał podnosić skute dłonie?...»

«Rżnijcie! Bijcie te psie wiary!»

Krzyczą z murów od Skutary.

Żywa radość i nadzieja

Gra już w sercu Gamaleja.

«Rżnijcie, bijcie!... Na mur, dalej!»

Krzyczy z góry pan Gamalej.

Grzmi od armat Skutary,

Wróg się pieni, rozpacza.

«Górą siła kozacza!»

Legły trupem janczary.

Pan Gamalej surowy,

Korzystając z popłochu,

Rąbie bramy od lochu,

Łamie bratnie okowy.

«Hejże, powrót wesoły.

Łamcie, łamcie te mury!

Hej sokoły, do góry!»

Strzepnęły się89 sokoły

I zaśmiały się głucho,

Bo dźwigając okowy,

Od chrześcijańskiej mowy

Już odwykło ich ucho.

I noc w skrzydle szeleszcze,

Gdy raz pierwszy zobaczy

Strój bojowy kozaczy.

O, nie lękaj się jeszcze!

Przyjdzie pora obawy,

Gdy się wezmą za włócznie,

Gdy się bankiet rozpocznie

I zakipi bój krwawy.

«Hej, zaświecim pod chmury!»

Rzekł Gamalej zawzięty.

I Skutary okręty,

I już płoną jej mury.

Aż w Stambule błysnęło,

Stambuł oczy wytrzeszczy,

Ale ogień złowieszczy

Już dokonał swe dzieło.

Stambuł się pieni i zębami zgrzyta,

Że tamtych brzegów dosięgnąć nie może.

Dosięgnął wreszcie — ale tylko chwyta

Za wyostrzone kozaczyzny90 noże.

Jak piekło z hukiem pali się Skutary

I krew niewierna płynie przez bazary,

Kształci strumienie i leje się w morze,

By nie zabrakło wody na Bosforze.

A kozaczyzna zwija się zażarta,

Wszędzie jej pełno na lądzie, na wodzie,

Złoto i srebro do czapek zagarta91

I zasypuje perłami swe łodzie.

Ogień dogasa, skończyła się praca,

Każdy do łodzi z łupami powraca

I zapaliwszy lulki92 przy pożarze,

Po krwawej wodzie szybują wioślarze.

Lekką dłonią, chyżym wiosłem

Kierują czółenki

I zwyczajnie Zaporożcy93

Śpiewają piosenki:

Nasz ataman94 Gamaleja,

Nasza chluba i nadzieja,

Zebrał chłopców z Zaporoża

I pojechał na kraj morza.

Ej, pojechał zdobyć sławę

I pokruszyć więzy krwawe,

Co u Turka rok już cały

Jego braci krępowały.

Przypłynęły do Skutary,

Gdzie czekały więźnie95 kary,

Ale krzyknął pan Gamalej:

«Żyć będziemy jeszcze dalej,

Żyć będziemy i pić wino

I pić wino z pełnej czary,

I pohane96 bić janczary,

Każdy namiot będzie kryty

Tureckimi aksamity97

Wybiegł Kozak rozhulany,

Jakby żyto żąć na łany,

I rozległo się wołanie:

«Sława tobie, atamanie!

Sława twoja nie zaginie,

Po szerokiej Ukrainie,

Żeś ty braci Zaporoża

Spod niewiernych wyrwał noża!»

Tak łódź przychodzi, a statek przy statku

Na ukraińskie pospiesza wybrzeże.

A pan ataman płynie na ostatku:

Orzeł swych orląt bezpieczeństwa strzeże.

Od Dardaneli wiatr wieje do morza.

A przecież Stambuł nie puszcza pogoni,

Bo się obawia dzieci Zaporoża,

Bo znów z pożarem mogą wrócić oni.

Płyną szczęśliwie — bo wiatr im na rękę,

Słońce ozłaca czarnomorską falę,

Co swym pluchotom rycerską piosenkę

Ku atamańskiej wyśpiewuje chwale.

Wiatr przyjazny w żagle wali,

Przepłynęli zdrowo,

I za falę się schowali,

Za górę różową.

Katarzyna

Катерина

I

Ej, kochajcie, czarnobrewki

Ale nie Moskala:

Moskal tylko serce zrani,

Dusze porozżala.

Swym kochaniem czy udaniem

Pożartuje srogo,

Pójdzie w swoją Moskiewszczyznę,

A ty giń, niebogo!

Nic by jeszcze, gdyby sama

Skamieniała głazem,

A to nieraz stara matka

Musi ginąć razem.

Nieraz, nieraz serce pęka,

Choć się pieśni nucą;

Ludzie serca nie spytają,

A kamieniem rzucą.

Więc kochajcie, czarnobrewki,

Tylko nie Moskala:

Moskal tylko serce zrani,

Potem się przechwala.

Katarzyna ojca, matki

Głosu nie rozumie,

A Moskala pokochała,

Jak tam serce umie.

I do sadu z młodym chodzi,

I na pierś się garnie,

Póki swojej biednej doli

Nie zgubiła marnie.

Ot, bywało, matka woła:

«Córko, na wieczerzę!»,

Ona syta ze swym lubym98,

Ani sen jej bierze.

I ta miłość jawna była

W oczach całej wioski,

I poczęli już źli ludzie

Puszczać złe pogłoski.

A niech sobie źli tam ludzie

Co ich wola plotą:

Ona kocha — serce pełne

To i mniejsza o to!

Zabębnili, zatrąbili

W wojskowej komendzie:

Moskal poszedł w Turecczyznę99.

Cóż z dziewczyną będzie?

A choć serce się pokryło

Jakby kirem100 grubym,

Miło czasem i zaśpiewać,

I tęsknić po lubym.

On się zaklął, zaprzysięgał

Swojej Katarzynie,

Że powróci, jeśli w bitwie

Kula go ominie.

«On tak kocha! On by nie chciał

Zwodzić mnie w obłudzie.

A tymczasem, co ich wola

Niech gadają ludzie».

Katarzyna łzy ociera,

W sercu jej swobodniej,

Choć dziewczęta na ulicy

Coś tam stronią od niej.

Katarzyna myśli sobie:

«Bóg wie co im chce się».

O północy wiadra bierze

I wodę przyniesie.

Niech wrogowie nie zobaczą,

Wszak blisko krynica.

Stanie sobie pod kaliną,

I zaśpiewa Hryca101.

Aż kalina się rozpłacze,

Kiedy ją wysłucha.

Ona wraca, niewidziana

Od żywego ducha.

Katarzyna błogo marzy,

Do snu się układłszy102,

Lub ubrana w białą odzież

Przez okienko patrzy.

Minął miesiąc, minął drugi,

Minęło półrocze

I krwią czarną okipiało

Jej serce ochocze.

Przyszła boleść... ciężka boleść,

I po krótkiej chwili

Takie piękne jak aniołek

Już dzieciątko kwili.

Już sąsiadka jedna, druga

I matce docina:

«Wy za piecem hodujecie

Moskiewskiego syna».

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Katarzyno! Katarzyno!

Nieba cię skarały:

Co ty biedna poczniesz w świecie

I sierotka mały?

Ty bez męża... on bez ojca.

Co wy uczynicie?

Ojciec... matka... cudzy ludzie,

Ej, niedobre życie!

Wyzdrowiała Katarzyna,

Przejrzała po świecie;

Patrzy w okno na ulicę

I kołysze dziecię.

Wyjdzie w ogród, by popłakać,

Do ziemi przypadłszy;

A zły człowiek przez częstokół

Z urąganiem patrzy.

Tam w ogródku zielenieją

Czereśnie i wiśnie,

Wyszła biedna i niemowlę

Do swych piersi ciśnie.

A w ogródku już nie śpiewa

Piosenek swobody,

Jako wtenczas, gdy przychodził

Jej kochanek młody.

Już nie śpiewa w cieniu wiśni

I ciemnej kaliny,

A tymczasem źli wrogowie

Szarpią cześć dziewczyny.

Co ma począć nieszczęśliwa,

Że jej serce ranią?

Gdyby miły wrócił z drogi,

Ująłby się za nią.

On daleko za górami

Gdzieś się w boju trudzi,

Ani też jej nie zobaczy,

Ni śmiechu złych ludzi.

Może leży za Dunajem

Między zabitemi,

Albo może kocha inną

Na moskiewskiej ziemi.

Nie.... jej luby nie zabity

Na żadnej wojence;

Gdzie on znajdzie takie oczy,

Takie brwi dziewczęce?

Choćby schodził na kraj świata,

Opłynął kraj morza,

Jedna tylko jest na świecie

Katarzyna hoża.

Dała matka czarne brewki

I czarne oczęta,

Lecz przy brewkach jasnej doli

Dać jej nie pamięta.

A bez doli piękne lice

Jak piękny kwiat bywa:

Przyjdzie słońce i zapali,

Wicher poobrywa.

Myjże łzami białe lice

I jęcz po kryjomu,

Bo Moskale inną drogą

Wrócili do domu.

II

Siedzi ojciec w końcu stołu,

Na rękach pochyły,

Ciężko duma, bo staremu

Boży świat niemiły.

A opodal siedzi matka

Na dębowej skrzyni,

Cichym głosem gromi córkę

I wyrzuty czyni:

«Kiedyż przyjdzie, moja córko,

Wesele do chaty?

Gdzie są drużki, starostowie?

Gdzie weselne swaty?

Idź na Moskwę, tam cię czeka

Godowa gromadka;

Ale nie mów dobrym ludziom,

Żem ja twoja matka.

O, przeklęta ta godzina,

Co cię na świat zsyła!

Czemum ciebie z jasnym wschodem

W rzece nie topiła?

Nie przyszłoby na niesławę

I na hańbę w świecie...

Moja córko! moja córko!

Mój różany kwiecie...

Hodowałam jak ptaszynę,

Jak krasną jagodę;

Na cóż teraz, na cóż przyszły

Twoje lata młode?

Idź na Moskwę szukać teści103,

Idź sobie za morze!

Nie słuchałaś mojej rady,

Jej posłuchasz może.

Idź, przywitaj — oni ciebie

Przyjmą najgoręcej.

Idź na Moskwę, bądź szczęśliwa,

Lecz nie wracaj więcej.

Ruszaj sobie w cudzą stronę,

Na kraj świata boży...

Lecz któż tutaj moją głowę

Do trumny położy?

Kto zapłacze łzami dziecka

Nad matką rodzoną?

Kto posadzi na mogile

Kalinę czerwoną?

Kto choć jeden pacierz zmówi

Za mą grzeszną duszę?...

Och!... idź, córko nieszczęśliwa,

Ja wyrzec się muszę!»

Kończy mówić, łzy ociera,

Coraz bardziej blada.

Błogosławi... i na skrzynię

Bezprzytomna pada.

«No! — powiada ojciec stary —

Gotuj się do drogi!»

Katarzyna, płacząc, padła

Pod ojcowskie nogi:

«Och, przebaczcie nierozumnej

Młode jej swawole!

Przebacz, ojcze, mój gołąbku,

Mój jasny sokole!»

«Niech twa dola dobrych ludzi

Do litości wzruszy!

Módl się, córko, i idź z Bogiem,

Będzie lżej na duszy!»

Córka wstała, pokłon dała,

Wyszła, milcząc, z chaty:

Już sierotą stara matka

I ojciec brodaty.

Wyszła z chaty i do Boga

Modlitwę posyła,

I rodzinnej szczyptę ziemi

W szkaplerzu104 zaszyła.

«Och, nie wrócę już, nie wrócę

Ani tutaj blisko!

W cudzej stronie cudzy ludzie

Dadzą przytulisko.

Swojej ziemi choć garsteczkę

Ja zabiorę rada:

Niech o mojej gorzkiej doli

Ludziom rozpowiada.

Nie mów, synu, gdzie się zwrócę,

Szanuj me ukrycie...

Ot, kto powie — sad wiśniowy,

Żem ci dała życie.

Ja ucieknę, wpadnę w rzekę

Zalać piersi strute;

Ty sieroctwem za me grzechy

Odbędziesz pokutę!»

Idzie wioską nieszczęśliwa

Szukać doli w świecie;

Na jej głowie biała chustka105,

A na ręku dziecię.

Wyszła z wioski — iść potrzeba

O chlebie żebraczym...

Obróciła nazad oczy

I ryknęła płaczem.

Wyszła w pole i stanęła

Jak samotne drzewa,

I jak rosa przed jutrzenką

Łzami się zalewa.

A dziecina jak aniołek

Nie zna swej niedoli,

Jedną rączką piersi szuka,

A drugą swawoli.

Słońce zaszło za dąbrowę,

Niebo pokraśniało,

Ona z łez otarła oczy,

I wędruje śmiało.

A na wiosce, jak na świecie,

Bajali, co chcieli;

Ale ojciec, ale matka

Tych słów nie słyszeli.

Tak na świecie, na tym świecie

Bywa zawsze prawie:

Ludzie ludzi rżną i topią,

I gubią na sławie.

Za co? za co, miły Boże,

Te brzydkie obmowy?

Świat szeroki, ale nie ma

Gdzie przytulić głowy.

Jeden w świecie ma obszary

Szerokie i szumne,

Drugi miejsca tylko tyle,

Gdzie zakopać trumnę.

Gdzież ci ludzie, co to serce

Dla nich się odsłania,

Żyć by chciało, bić ogniście

I topnieć z kochania?

Jest na świecie dola,

Ale któż ją zbada?

Jest na świecie wola,

Lecz któż ją posiada?

Są na świecie ludzie,

Którym świat się dziwi,

Syci srebra, złota,

Ale nieszczęśliwi.

Żupan106 ich podszyty

Ciernistymi igły107,

Szarpie ból ukryty,

Ale łzy zastygły.

Bierzcie srebro, złoto,

I bądźcie bogacze:

Dla mnie żal z tęsknotą,

Ja tylko zapłaczę.

Zatopię niedolę

Moją łzą niebogą,

Zadepcę niewolę

Moją bosą nogą!

Bogatszym108 od króla,

Próżność mnie nie łechce,

Kiedy serce hula,

Jako samo zechce.

III

Krzyczy sowa nad lasami,

Iskrzy niebo gwiazdeczkami,

A gdzie droga, a gdzie niwa,

Konik polny pobrząkiwa.

A po chatach dobrzy ludzie

Spoczywają po swym trudzie:

Czy kto płaczem piersi znużył.

Czy kto szczęścia swego użył,

Dla każdego jednakowa

Ciemna nocka wszystko schowa.

Gdzież ukryła Katarzynę?

Czy w lesistą gdzie gęstwinę?

Czy ją w chatę ludzie zową?

Czy pod kopą śpi zbożową?

Czy na kłodę gdzieś przypadłszy,

Wilczych oczu pilnie patrzy?

Oczka czarne z ognia siłą,

Bogdaj nigdy was nie było,

Jeśli przez was — dobre Nieba! —

Tyle klęski zażyć trzeba.

A co potem jeszcze czeka?

Będzie bieda niedaleka.

Trzeba przebyć żółte piaski,

Ludzkie łaski i niełaski,

Trzeba przebyć białe śniegi,

Na pustyni mieć noclegi.

I to jeszcze zgadnąć sztuka,

Czy się znajdzie, kogo szuka?

Czy on biedną pozna przecię109?

Czy przygarnie swoje dziecię?

Przy nim by się zapomniały

Piaski, śniegi i trud cały.

Niech matczynym sercem wita,

Po bratersku zdrowia spyta!

Zobaczymy... daj to Boże!

Ja tymczasem kobzę110 złożę

I rozpytam się po przedzie,

Gdzie na Moskwę droga wiedzie.

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Tam za Dnieprem, za Kijowem,

Tam za borem, za sosnowym,

Tam drużyna szła czumacza111,

Wyśpiewując pieśń Puhacza.

Tamże młoda szła niewiasta,

Z kijowskiego pewnie miasta,

Gdzie do cerkwi i pieczary112

Szła odprawiać swe ofiary.

Lecz ma postać niewesołą,

Pochyliła smutnie czoło,

A jej odzież to łachmana,

A przez plecy torba lniana,

W jednej ręce kij pielgrzyma,

A na drugiej dziecię trzyma.

Gdy się zeszła z karawaną,

Kryje dziecię w szmatkę lnianą:

«Dobrzy ludzie, ej, dla Boga!

W Moskiewszczyznę gdzie tu droga?»

«W Moskiewszczyznę?... Tam do kata!

Ej, to jeszcze kawał świata!»

«W samą Moskwę... wskażcie drogę

I obdarzcie czym niebogę!»

Miedzianego dali szaha113;

Brać czy nie brać? dłoń się waha:

Snadź114 żebraczka jeszcze dzika,

Do jałmużny nie przywyka.

Bo i na cóż grosz niebodze?

Ale dziecię karmić w drodze,

Trzeba kupić mu kołaczy,

Trzeba przenieść115 wstyd żebraczy:

Więc dziękuje za ich dary,

Spieszy na noc na Browary116,

A w Browarach, broniąc głodu117,

Kupi dziecku kołacz118 z miodu.

Tak wędrując dni, tygodni,

Pyta drogi u przechodni;

A powolny chód jej pieszy —

Gdy do wioski nie dośpieszy,

Często, gęsto pod jedliną

W polu nocleg ma z dzieciną.

Ot, do czego czarne oczy!

Aby płakać na uboczy.

Ej, dziewczęta niebożęta,

Niechaj każda to pamięta,

A za przykład złej podróży

Katarzyna niech wam służy.

Nie pytajcie, czemu tłuszcza

I do chaty jej nie wpuszcza,

A nie skarżcie wyrzutami,

Bo nie wiedzą ludzie sami.

Oni tylko są szafarze,

Kiedy Pan Bóg kogo karze.

Bo to człowiek jak wierzbina,

Gdzie wiatr wieje, tam się zgina;

A sieroce złe koleje,

Słońce świeci, lecz nie grzeje.

Gdyby mogli ludzie mili,

Toby słońce zasłonili,

Żeby promień jego złoty

Nie osuszał łez sieroty.

Jakaż wina u niebogi?

Za co dla niej świat tak srogi?

Nienawiścią jakąś pała,

Chce koniecznie, by płakała.

Nie płacz... nie płacz, Katarzyno!

Niech przy ludziach łzy nie płyną,

A kiedy się płakać zdarzy,

Niech nie widzą twojej twarzy.

By ci lice nie zmarniało,

Zmywaj łzami twarz twą białą;

Ale idź, gdzie puszcza skryta,

Póki słońce nie wyświta:

To i ludzie nie zobaczą,

Nie poszydzą nad rozpaczą,

A nim oczko się wyszlocha,

To odpocznie serce trocha.

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Przenocuje przy jedlinie,

Trochę piersi da dziecinie

I jak tylko siły wzmogą,

W kraj moskiewski idzie drogą.

Idzie smutna, a wtem baczy119,

Że z daleka coś majaczy:

Boże, wojska idą, roty120!...

Zamarł w piersiach duch sieroty...

Serce kipi... rwie się z łona,

Bieży naprzód jak szalona...

I żołnierzom prawi dziwy:

«Gdzie mój Janko czarnobrewy?

Czy on tutaj służy z wami?

Czy nie zginął pod Turkami?»

Powiadają jej Moskale:

«My nie znamy Janka wcale».

I zwyczajną drogą swoją

Gorzkie żarty z biednej stroją:

«Zuchy nasze!... oto sztuka!

Kogóż żołnierz nie oszuka?

Której dziewki, w jakim siole121

Nie wywiedzie żołnierz w pole?»

Katarzyna z bólem rzecze:

«U was serca nieczłowiecze!...

Cyt, mój synu, pójdziem dalej,

Będziem jeszcze go pytali122,

Aż w moskiewskie pójdziem bramy,

Może jeszcze go spotkamy.

Oddam ciebie dziecko lube,

Sama pójdę na zagubę».

Zamieć w polu kręci, miecie,

Nic nie widać w bożym świecie.

Katarzyna, stojąc w polu,

Nie folguje serca bolu.

Zmógł się wicher tajemniczy

I gdzieniegdzie tylko ryczy.

Katarzynie dusza pała,

Lecz już wszystkie łzy wylała

I na łzami zlane dziecię,

Jak na zlane rosą kwiecie,

Obróciła smutne oczy,

A gadzina serce toczy.

Naokoło cisz cmentarna,

A dokoła puszcza czarna,

A przy drodze wedle boru

Majaczeje dach futoru123.

«Chodźmy synu — zmierzch na dworze,

Do tej chaty wpuszczą może,

A nie wpuszczą, Pan Bóg z niemi,

Na wilgotnej zaśniem ziemi.

Gdzież ty będziesz spał, Iwanie,

Gdy na świecie mnie nie stanie124?

Po igraszkach, po zabawie,

Z psem przylężesz gdzieś na trawie!

Z psami jednak lepsza rada:

Choć pokąsa, nie ogada,

Nie narazi na obmowę

Nieszczęśliwą twoją głowę».

. . . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . . .

IV

Wicher jęczy w różne tony,

Łamie drzewa w lesie,

Jak po morzu sine fale,

Śnieg po polu niesie.

Karbowniczy125 wyszedł z chaty,

Obejść swoje knieje:

«Ale gdzie tam!... ani rady,

Wicher gdzieś zawieje.

Niechaj puszczę licho bierze,

Wrócę do komina.

Ale cóż tam? Ćma126 żołnierzy

Zbliżać się poczyna.

Co za chmara!... Co za chmara!

A jak broń ich błyska!

Niby pilno im doprawdy

Przysiąść do ogniska.

«Niczyporze — rzekł do syna —

Patrz, Moskale jadą,

A jak śnieg ich poubielał...

Jak łabędzi stado!...»

U nich w chacie Katarzyna

Nie śpi, nieszczęśliwa,

Słyszy całą ich rozmowę

I szybko się zrywa.

«Co, Moskale? Gdzie Moskale?»

Przy okienku stanie,

Jak szalona, bezprzytomna,

Leci na spotkanie.

«Snadź Moskale jej we znaki

Dali się nie lada,

Bo i przez sen tylko wzdycha,

Tylko o nich gada».

I przez chwasty, przez zasypy

Zadyszana leci,

I stanęła na gościńcu

Wśród wichrów zamieci.

A żołnierze konno, rzędem,

Jadą według hasła:

Katarzyna ich ujrzała

I w ręce zaklasła127.

A po przedzie starszy jedzie,

Okryty szarugą:

«Iwan!... Iwan! Och, mój luby!

Gdzieś bawił tak długo?!»

I do strzemion mu przypada

Szalona dziewczyna.

Iwan spojrzał — i konika

Ostrogami spina.

«Czy uciekasz?... Cóż to znaczy,

Iwanie jedyny!

Czyż ci z głowy pamięć wyszła

Twojej Katarzyny!?

Spojrzyj tylko... to ja... to ja,

Twoja ulubiona.

Po co gniewne marszczysz czoło

I targasz strzemiona?»

On udaje, że nie zważa,

I chce pędzić dalej,

I «Marsz naprzód!» groźnym głosem

Mówi do Moskali.

«Ej, Iwanie! Ej, sokole!

Nie opuszczę ciebie!

Jestem twoja Katarzyna,

Tak jak Bóg na niebie!»

«Daj mi pokój, szalenico,

Hej, weźcie ją z drogi!»

Jeszcze gniewniej zmarszczył czoło

I szarpnął ostrogi.

«Co, Iwanie?... Ty mnie rzucasz?

Węzeł się rozprzęga?

A gdzież twoje dobre słowo?

Gdzie twoja przysięga?»

«Precz mi z drogi! Hej, żołnierze,

Zwleczcie ją do rowu!»

Katarzyna za strzemiona

Chwyciła go znowu:

«Ze mną czyń jak twoja łaska,

Ja zniosę męczarnie,

Ale dziecię!... nasze dziecię...

Czyż zaginie marnie?

Nie gub, Janku, nas oboje,

Tak być nie powinno!

Ja ci będę najemnicą,

Kochaj sobie inną.

Kochaj sobie choć świat cały.

Niech się co chce stanie,

Ja zapomnę dawne lata

I nasze kochanie.

Tylko przykryj moją sławę

Imieniem twej żony:

Bo syn będzie nieszczęśliwy,

Świat boży zgorszony.

Nie porzucisz syna, luby,

Nie porzucisz przecie...

Pozwól... ja ci go przyniosę...

Co za piękne dziecię!»

I od kolan się odczepia,

I do chaty bieży,

Niesie dziecię otulone

W podartej odzieży.

«Patrz, Iwanie!... Patrz na syna!»

Iwan już z daleka...

«Czyż doprawdy swej dzieciny

Ojciec się wyrzeka?

Poczekajcie... Poczekajcie,

Sokoły-żołnierze!

Niech z was który mego syna

Do siebie zabierze!

Czy oddajcie go starszyźnie

Waszego szeregu,

Bo jak ojciec bezlitosny,

Rzucę go na śniegu!»

I z rozpaczy wściekłym krzykiem

Przeklina Iwana:

«Grzechem, synu, twa godzina,

Grzechem była dana.

Rośnij, rośnij na śmiech ludzki,

Sierocino mała!

Zostań tutaj szukać ojca,

Jam długo szukała!»

I przy drodze dziecię kładzie,

Sama w las ucieka,

A Moskali już za górą

Nie widać z daleka

A niemowlę dogorywa,

Wniebogłosy krzyczy...

Szczęściem krzyki ze swej chaty

Posłyszał leśniczy.

Katarzyna biega, wyje,

Klnie swego sokoła

I wybiegłszy na pagórek,

Po imieniu woła:

«Wróć się, wróć się, drogi Janku,

Tak powinność każe!»

Ale tylko leśne echo

Odzywa się w jarze.

Obłąkana bieży jarem,

Łapać echo może,

I stanęła bez pamięci

Przy wielkim jeziorze:

«Przyjmij, Boże, moją duszę,

Ty, wodo, me ciało!»

I na wodzie pod krą lodu

Coś zapluchotało.

Ot i kara, że nie słucha

Matczynej porady...

A wiatr dmuchnął po jeziorze

I zagładził ślady.

Mały wicher, co rwie dęby

I sośniny chyli;

Lżejsza boleść chować matkę,

W jej starości chwili;

Nie sieroty małe dzieci,

Co pogrzebły128 nianię:

Na mogiłach dobra pamięć

Jeszcze pozostanie.

Lecz cóż temu pozostało

Do życia ostatka,

Kogo ojciec ani widział,

Wyrzekła się matka?

Ani chaty, ani rodu,

Ani dobrej sławy,

Nikt do niego nie zagada,

Nie dzieli zabawy.

Szlochy, płacze całe życie.

Żal się, Panie Boże!

Na co jemu twarz udatna

I spojrzenia hoże?

Aby ludzie powiedzieli.

Patrząc w jego lice:

«Lepiej by go od kolebki

Pogrzebli rodzice!»

V

Do Kijowa szedł ubogi,

Na spoczynek siadł u drogi.

A prowodyr129 z drugiej strony,

Torebkami oczepiony.

Na słoneczku małe chłopię

W żółtym piasku dołki kopie.

Stary kobziarz pieśnię pieje

O Jezusie z Galileje.

A kto idzie, ten nie zbacza,

Ten da grosza, ten kołacza,

A niewiasty kromkę sera

Dla młodego prowodyra.

Rozważają chłopca losy:

Chłopak piękny, nagi, bosy,

Wziął po matce wzrok sokoli,

Ale nie wziął dobrej doli.

Z szumem pańska grzmi kolaska,

A woźnica z bicza trzaska,

A w kolasce pan i pani,

A na drodze pył tumani.

Przy żebraku niespodzianie

Pozłocisty powóz stanie.

Dziecię bieży do kolaski,

Grosz dostało z pańskiej łaski.

Pan popatrzał na Iwanka,

Jakby jaka niespodzianka,

Jakby coś mu myśli mroczy...

I odwraca w stronę oczy.

Piękna pani wzrok wytęża

Na Iwanka, to na męża.

Och, zły ojciec poznał syna,

Z oczu matkę przypomina;

Ale milczy, rusza głową.

Pani spyta: «Jak cię zową?»

«Zwą mnie Jankiem» — «Ładnyś, mały!»

I rumaki poleciały.

Piękny powóz w żwir się kopie

I kurzawą przykrył chłopię.

I włóczęgi torby biorą,

Przeżegnali się z pokorą

I kijowskim bitym szlakiem

Kobziarz powlókł się z chłopakiem.

Najemnica

Наймичка

Prolog

Chmurny ranek był w niedzielę;

Ponad polem mgła się ściele;

Na mogile w pośród pola

Coś się chysta130 jak topola.

To niewiasty postać blada

Coś do łona ciśnie rada,

Coś z rannymi mgłami gada.

«Mgły wy gęste, mgły jutrzniane,

W srebrnych iskrach rozsypane!

Czemużeście mnie życzliwie

Nie pogrzebły131 na tej niwie?

Czemu, widząc los nieczuły,

Biednych piersi nie zatruły?

O, pogrzebcie mnie w mogile.

O nie!... jeszcze... jeszcze chwilę...

Tylko skryjcie mnie głęboko,

Gdzie nie dojrzy ludzkie oko.

Jam nie jedna na tym świecie,

Ojca, matkę mamże przecie,

Mam i braci... jest rodzina,

Mam pieszczotkę... och, mam syna!

Ale jego główkę młodą

Nie polano chrzestną wodą.

O mój synu!... o nadziejo!

Niech ci główki nie poleją,

Ja bez chrztu zostawić wolę,

Niż cię ochrzcić na niedolę.

Cudzy ochrzczą cię kumowie132,

Ale żaden się nie dowie,

Kto ty jesteś... jak ci miano...

Mnie bogatą nazywano...

Nie przeklinaj mnie, dziecino!

Moje modły w niebo płyną,

Wysłuchają modłów w niebie

I otoczą szczęściem ciebie».

I rwąc piersi w takie słowa,

Za najgęstszą mgłę się chowa,

I zachodzi133 się boleśnie,

I o wdowie śpiewa pieśnię134:

Jak ta wdowa nad Dunajem,

Staroświeckim obyczajem,

Żwir na oczy synów sypie

I zawodzi pieśń na stypie:

«Och, tam w polu mogiła,

Och, tam wdowa chodziła.

Zamiast polną rwać rutę,

Rwała zielska zatrute.

Nie skutkowały ziela,

Bóg dwóch synów udziela.

W kitajkę135 je obwiła

I za Dunaj posyła. —

«Och Dunaju, ty rzeko!

Nieś me dzieci daleko.

Niech pobawią się mali

Pięknem cackiem twej fali.

A ty, piasku i trawko,

Bądźcie dla nich zabawką.

Piasek bawi... pobawi...

I kołyskę im sprawi;

Nad kołyską — opona136

Będzie trawa zielona».

I

Przy jeziorze, na futorze137,

Mieszkał sobie dziad z babulą.

W każdym miejscu w każdej porze,

Jakby dziatki tak się czulą;

Jednym śladem i przykładem,

Dziadek z babką, babka z dziadem.

Od dziecinnej razem chwili

Paśli owce na ugorze,

A potem się pożenili,

Futor, stawek, młyn nabyli;

A w futorze, przy jeziorze,

Zasadzili ogród różą

I pasiekę mieli dużą.

Wszystko dobrze... tylko dziatek

Na pociechę im nie dano.

Któż przytuli na ostatek

Głowę wiekiem skołataną?

Kto zapłacze? Kto pochowa?

Kto rodziców spełni słowa?

Nie masz138, nie masz na tym świecie

Jak rodzone własne dziecię!

Ale gorzej w gmachu świetnym

Jak sierota żyć bezdzietnym

I zebrane mienie w trudzie

Między obce oddać ludzie,

Co za życia gonią za nim

I zmarnują z urąganiem.

II

Dziadek i babka jednej niedzieli

Na niskiej przyzbie139 sobie siedzieli,

Ubrani biało, aż patrzeć miło.

A na niebiosach słonko świeciło,

Ani chmureczki, ani wietrzyka,

Rajska pogoda duszę przenika.

Bolesne dumki140 i smutek chory

Gdzieś się ukryły jak zwierz do nory.

W tak pięknym życiu, w tak cudnym czasie,

Czego by starzy tęsknili, zda się?

Czy dawne licho, czy myśl o śmierci

Jak gdyby robak po piersiach wierci?

Myśl jakaś tęskna, jakaś niemiła,

Jakaś wczorajsza rana odżyła.

Bóg raczy wiedzieć, co im nie płuży141.

Może o wiecznej marzą podróży.

A do podróży na ten szlak boży

Któż im w karawan konie założy?

«Nastko-gołąbko! — powiada stary —

Kto nas po śmierci włoży na mary142

«Ojcze serdeczny — babka odpowie —

To mi się dawno snuło po głowie

I dawno sobie daję pytanie:

Komu chudoba143 nasza zostanie?»

«Cyt! Ale słuchaj... słyszę w tej chwili,

Coś za wrotami jak dziecko kwili.

Pójdziem zobaczyć, co to za sztuka?

Bo coś nie darmo serce mi puka».

Więc kiedy starców ciekawość miota,

Wsparci na kijkach śpieszą pod wrota.

Spieszą pod wrota i pod przełazem,

Milcząc, oboje stanęli razem:

Bo w lichą płachtę i w starą świtę144

Leży pod płotem dziecię spowite;

Snadź145 tylko matce — szmaty dziurawe

Starczyło dziecku dać na wyprawę.

Uradowani starcowie szczerze,

Kiwali głową, mówiąc pacierze.

Drobna dziecina, lekko ściśnięta,

Jeszcze wyciąga ku nim rączęta,

A popłakawszy, po krótkiej chwili,

Już tylko niemym kwileniem kwili.

«A widzisz, Nasto, dusza mówiła,

Że Bóg nam z nieba pociechę zsyła.

Bierzże ją prędzej... zimno na dworze,

W miękkie pieluchy obwiń niebożę,

Obwiń w pieluchy, zanieś do chaty,

A ja... jak niegdyś dawnymi laty,

Skoczę na konia, aż wiatr zaświszcze,

Poprosić kumów na Horodyszcze146».

Och, dziwno jakoś na świecie bywa:

Jeden na syna przekleństw przyzywa,

Wypędza z chaty, zębami zgrzyta:

Drugi, gdy w chatę syn mu zawita,

To krwawym potem, w kośbę147 czy żniwa,

Woskową świeczkę zapracowywa148,

By ją z modlitwą nieść do ołtarza,

Że Bóg go drogim skarbem obdarza.

Zapala świeczkę, łzy rzewne leje,

Za swoje szczęście, za swe nadzieje.

Cieszyć się Bóg wie czy było po co,

Ale bez dziatwy — jakoś sieroco.

III

W Horodyszcze leciał stary,

Zebrał kumów aż trzy pary

I pod wieczór chrzestną wodą

Ksiądz dziecinę polał młodą.

Dano dziecku imię Marka,

A serdeczna dziadów parka,

Na wzrost jego patrząc krzepki,

Złotej chciałaby kolebki.

Już dla Marka, dla pieszczoty,

Już kolebki mało złotej:

Stary dziadek z babką chorą

Już mu cacek nie dobiorą.

I po drugiej, trzeciej wiośnie

Wypieszczony Marko rośnie

I wyrasta na młodziana

Jak jagódka, jak rumiana...

Wtem jednego w polu żniwa

Nowa gościa im przybywa:

Czarnobrewka — dziewczę hoże,

Przyszła w najmy149 żąć im zboże.

«A cóż, Nasto?» — «Cóż Trochimie?»

«Trzeba żniejki, niech się przyjmie.

Z starej ręki babki, dziada

Sierp żniwiarski już wypada,

A i dziecku będzie słodziej,

Bo mu niańka nie zaszkodzi» .

«Tak, tak, Nasto! — Trochim powie —

Już nie służy wiek i zdrowie,

A pod starość wielka zmiana,

Zdarłem nogi po kolana,

Nam potrzebne ręce młode...

Co chcesz, dziewczę, za nagrodę?»

«Ja chcę służyć w waszej chacie,

A przyjmuję, co mi dacie»

Rzecze dziewka kłopotliwa.

A staruszek brodą kiwa:

«Krzywdzić ciebie?... nam to na co?

Lecz ty waż się ze swą pracą,

Bo mówili ludzie starzy,

Że ten nie ma, kto nie waży.

Ty nas nie znasz, a my ciebie.

Żyj na naszym teraz chlebie,

A jak dobrze pójdzie proba,

Jedno drugich upodoba,

Jak pobędziesz w naszej chacie,

Pomówimy o zapłacie».

«Och, już wy mnie nie skrzywdzicie,

Ojcze-serce, matko-życie!

Mieszkać będę w waszej chacie,

Wezmę płacę, jaką dacie».

Weszli w chatę i dziewczyna

Nową służbę rozpoczyna,

Tak szczęśliwa, taka rada,

Na sto koni jakby wsiada,

Jakby dola biednej dana

Wyjść za pana, za hetmana.

O poranku i wieczorze

Ona w chacie i na dworze,

I w oborze, i w stodole,

I na żniwo idzie w pole.

Lecz najmilej czas jej płynie

Nad kołyską, przy dziecinie,

Że i matka i rodzona

Tylu trudów nie dokona.

W dzień powszedni czy w niedzielę

I pościołkę mu uściele,

I koszulkę włoży białą,

I rozczesze główkę małą,

I piosenki wyśpiewywa,

I wystruga wóz z łuczywa.

Cóż dopiero, gdy w dni święta

Inszą pracą niezajęta?

Przez dzień cały, przez dzień boży

Z rąk chłopięcia nie położy.

Aż się dziwią staruszkowie,

Nie pomieszczą tego w głowie,

Błogosławią jak rodzice

Swą poczciwą najemnicę.

Lecz gdy w nocy posną starzy

I dziecina się rozmarzy,

Ona patrzy na pacholę

I przeklina swoją dolę.

A jej żalu i rozpaczy

Nikt na świecie nie zobaczy;

Jeden Marko — lecz niebożę,

On zrozumieć jej nie może:

Czego płacze nieszczęśliwa?

Po co łzami go obmywa?

Czemu zszedłszy gdzieś w oddali

Całunkami aż go pali?

Nie dojada kęska chleba,

Byle Marko miał co trzeba?

Czasem ze snu coś wyszepce

Lub przewróci się w kolebce;

To już ona kłopotliwa

Z najtwardszego snu się zrywa

I przeżegna w nocną ciszę,

I kolebkę zakołysze.

Ona czuje aż z za ściany

Oddech dziecka rozespany;

A gdy z rana oczka przetrze,

Rączką chwyta za powietrze

I rączkami opowije

Pochyloną niani szyję,

Czasem nie wie, co wygada,

Imię matki niańce nada

I jak dąbek rość poczyna,

I kraśnieje jak kalina.

IV

Ej, niemało, niemało

Wód się w rzece przelało

I zła dola surowo

Puka w chatę dziadową.

Baba Nasta w mogile,

Dziadek upadł na sile,

Ani rady już nie ma,

Uratować Trochima.

Wreszcie uratowali,

I bieda poszła dalej,

I na cichym futorze

Szczęście zakwitło boże,

Z ciemnych gajów na nowo

Przyszło w chatę dziadową.

Już i Marko dziecina

Wyrósł bujno jak trzcina,

Krzepki na kształt jawora,

Że i żenić już pora.

Starzec w myślach się gubi:

«Kogo chłopak zaślubi?».

Słuchać ludzi nie wadzi,

Najemnicy się radzi.

Ta posłałaby swaty

Do królewny bogatej;

Lecz królewna daleko,

A tu lata ucieką150.

«Niech sam radzi w tej mierze,

Niech sam żonę wybierze».

«Dobrze, córko — rzekł stary —

Niech wyszuka już pary,

A jak parę wyszuka,

Posłać swatów nie sztuka».

Rozpytali, radzili,

Panów swatów prosili,

Przyszli swaty za wolą,

Przyszli z chlebem i solą.

I ubrani sowito,

I z rusznicą151 nabitą.

Dobrze poszło swatanie:

Piękna panna w żupanie152,

Taka hoża i młoda,

Że i starań nie szkoda.

Kwiatek krasny i wonny,

Sam pan hetman koronny

Takie dziecko pieszczone

Chętnie wziąłby za żonę.

«Dzięki, dzięki, swatowie! —

Rozczulony dziad powie —

Lecz rozbierzmy w gawędzie,

Gdzie i kiedy ślub będzie?

Jak w weselu zaradzę,

Kogo matką posadzę?

Nastę wzięto na mary...»

Ot i spłakał się stary.

Bozrzewniona najmita

Drzwi oburącz się chwyta,

I mdlejąca się tarza,

I coś, mdlejąc, powtarza,

Mówi cicho, a z rzadka:

«Matka!... matka!... gdzie matka?»

V

Minął tydzień — drużki młode

Korowaj 153miesiły,

Stary ojciec, jeżąc brodę,

Krzątał się co siły.

To podwórko swe przykrasza154

Z pracą i zachodem155,

To podróżnych wciąż zaprasza

Na gorzałkę z miodem.

Na wesele sprasza gości

W wesołym zapale.

Naturbował stare kości,

A nie czuje wcale.

Na co biednej stać chudoby,

Wskazał jak na dłoni;

Na dziedziniec wnieśli żłoby

Dla gościnnych koni.

Obcy czyszczą ściany chaty.

Gdzież się dziewka chowa?

Ona, wziąwszy kij sękaty,

Poszła do Kijowa.

Na modlitwę chęć ją bierze

Z pielgrzymów gromadką,

Choć jej starzec prosił szczerze

Być na ślubie matką.

Błaga Marko, aby przecię156

Powstrzymała drogę.

«Przebacz, Marko, drogie dziecię,

Ja tu być nie mogę.

Oni ludzie, hej, bogacze,

A ja sługa licha,

Między nimi cóż ja znaczę?

Śmieliby się z cicha.

By was Pan Bóg miał w opiece,

Pójdę do Kijowa,

Wszystkim świętym was polecę

I powrócę zdrowa.

Służyć będę choć bez płaty157

Całe moje życie,

Nie porzucę waszej chaty,

Chyba wypędzicie158».

I dziadkowi pokłon dała,

I weselnej rzeszy.

Przeżegnała, zapłakała

I w pielgrzymkę śpieszy.

Rwą podkówki, grzmi muzyka

W gwarze weseliska.

Krążą czarki u stolika,

Miód, gorzałka tryska.

Dziewka idzie w czarnej szacie,

Gdzie ją oczy wiodą,

Aż w Kijowie, w miejskiej chacie,

Stanęła gospodą159.

Najęła się wodę nosić

Wiadrem sporej miary,

Byle grosza stało160 dosyć

Na mszę u Barbary161.

I chodziła do spowiedzi,

Czciła świętych twarze,

I dla Marka obraz z miedzi

Kupiła w pieczarze162

I czapeczkę poświęconą

Świętego Iwana,

Biła pokłon przed ikoną,

Zginała kolana;

A dla młodej Marka żony,

Jak obyczaj stary,

Krzyż kupiła poświęcony

I pierścień Barbary.

Gdy w domowych stronach stanie,

Popełniwszy wota,

Wybiegł Marko swoją nianię

Spotkać aż za wrota.

Wyszła żona Katarzyna,

Wiodą w chatnie progi,

Postawili miodu, wina,

By ugościć z drogi.

I pytają o Kijowie163,

Cieszą się, weselą,

I troskliwi o jej zdrowie

Miękką pościel ścielą.

«Za co dla mnie to kochanie?

Tak mnie czci to stadło164?

Ot, już może niespodzianie

Serce ich odgadło!

Ej, nie zgadli tajemnicy,

Ale dobre dzieci!»

I w sierocej jej źrenicy

Jasna łza zaświeci.

VI

Już trzy razy lody krzepły,

Topił lody wietrzyk ciepły,

Najemnica już trzy razy

Przed kijowskie szła obrazy.

Jakby z matką Katarzyna

Z nią pielgrzymkę rozpoczyna;

Przeprowadza na szlak znany,

Aż na pole za kurhany,

I modlitwy swe zasyła,

Aby prędzej powróciła,

Bo tu bez niej dniem i nocą

W chacie pusto i sieroco.

W dzień Najświętszej Panny Zielnej165

Przywdział Trochim strój niedzielny,

Siadł na kłodzie wedle166 ula,

Przy nim wnuczek z pieskiem hula.

Wnuczka matki odzież wkłada,

Niby w gości szła do dziada.

Serce dziada się zaśmiało,

I przywitał wnuczkę małą,

Pyta jakby u dojrzałej:

«Gdzieś podziała kołacz167 biały?

Czyś nie wzięła, śpiesząc rano?

Czy ci w lesie odebrano?

Albo zjadłaś, idąc drogą?

Ejże, wstyd ci, wstyd, niebogo!»

Gdy tak stary wnuki cacka,

Hanna zjawia się z nienacka,

Dobra Hanna żywa, zdrowa

Powróciła od Kijowa.

Starzec zerwał się na nogi,

Najemnicę witać z drogi.

Ale ona idzie drogą,

Nie uważa na nikogo,

Pyta, robiąc piersią szparką:

«Gdzie jest Marko? Gdzie jest Marko?...»

«Gdzie jest Marko!? Ha, w podróży..»

«A mnie siła ledwie służy.

Biegłam umrzeć w waszej chacie,

Wy mnie szczerze pochowacie.

Tutaj umrzeć... by mnie w dali

Cudzy ludzie nie chowali

I nie poszła marnie praca...

Niechże Marko prędzej wraca!

Tak mi słabo do ostatka!...»

I w swej sakwie szuka szmatka,

I dla wnuków różne dziwa

Na gościniec wydobywa:

I z mosiądzu krzyżyk gładki,

I medalik Bożej Matki,

I obrazki, co na ścianę,

Złotą folgą168 nabijane,

Świec jarzęcych169 pęk wykłada

Katarzynie i dla dziada.

Lecz dla Marka nic nie chowa,

Nie przyniosła nic z Kijowa,

Bo jej groszy już nie stało170,

A zarobić sił za mało.

«Ot, pozostał u pazuchy

Tylko jakiś kołacz suchy!»

Więc go łamie po połowie:

«Jedzcie, dzieci, to na zdrowie».

VII

Dziadek, wnuki, Katarzyna,

Wszystko krzątać się poczyna

I do chaty gościę wiodą,

I omyli nogi wodą,

I na końcu stołu sadzą,

I połudeń171 wczesny dadzą.

Lecz zmęczona i wybladła,

Nic nie piła i nie jadła.

«Katarzyno! Katarzyno!

Dwa trzy dzionki gdy przeminą,

Wtedy cerkiew niech otworzą,

I zakupcie służbę bożą,

A przed Spasem172 i Mikołą173

Ponastawiać świec wokoło,

Bo coś Marko bawi dłużej,

Zachorował gdzieś w podróży».

Gdy to mówi, traci zmysły,

Jak z krynicy łzy jej trysły.

A gdy pierwsze łzy przeminą:

«Katarzyno! Katarzyno!

Już ja nie ta, co przed chwilą,

Oczy mylą, nogi mylą.

Trzeba umrzeć — och, nie znacie,

Co to umrzeć w cudzej chacie!»

Zaniemogła nieszczęśliwa

I kapłana już przyzywa,

I odprawia spowiedź szczerze,

I oleje święte bierze174.

Stary Trochim w łez powodzi

Po dziedzińcu smutnie chodzi.

Katarzyna ani w stronę,

Oczy w chorą ma wlepione.

A tymczasem gospodyni

W dzień i w nocy czuwa przy niej,

I zapala świeczkę dużą,

Ale świeczki źle coś wróżą:

Ciemne światło bije z knota,

A schorzała wciąż się miota.

«Katarzyno, rzuć oczyma,

Czy z powrotem Marka nie ma?

Gdybym pewna była tyle,

Że go ujrzę choć na chwilę,

Toby jeszcze przyszła siła,

Tobym śmierci przemodliła,

Tobym jeszcze miała wolę

Ucałować me pacholę..»

VIII

A w czumackiej175 Marko rzeszy

Powraca wesoły,

Do swej chaty ani śpieszy,

Bo popasa woły.

Wiezie kubrak dla swej żony,

Co oczy zachwyci,

A dla starca pas czerwony,

Wskroś z jedwabnych nici.

Najemnicy — dar sowity:

Żupan nad żupany,

Żupan krasny176, zlotem szyty,

Srebrem przetykany.

Dzieciom trzewiczki z podróży

Przywiózł w upominek

I orzechów zapas duży,

I słodkich rodzynek.

A dla wszystkich sporą miarę

Z Carogrodu177 wina.

Mniema zastać szczęście stare

W chacie u komina.

Jego sercem nic nie miota,

Nic nie trudzi głowy.

I otworzył rzeźwo wrota

W dziedziniec domowy.

Zobaczyły go obydwie

W tejże samej porze:

«Och na koniec! Och zaledwie!

Dziękiż tobie Boże!»

Stary poszedł wyprząc woły

I uprzęże składa;

Jak przed rojem w ulu pszczoły,

Krząta się gromada.

Słychać krzyki uroczyste,

Radość nieustanną:

Ach, Ojcze nasz!... Jezu Chryste!

Ach, Najświętsza Panno!

«A gdzie Hanna, Katarzyno?

Gdzie się Hanna chowa?

Pokaż prędzej mą jedyną.

A czy żywa? zdrowa?»

«Jeszcze żyje... duszę chroni,

Ale bardzo chora.

Chodźmy, Marko, chodźmy do niej!

Oto jej komora178

Marko ledwie poznać zdoła,

Gdy ją ujrzał z progu.

«Chodźże prędzej! — ona woła —

Dziękiż Panu Bogu!

Pochwalona Pani nieba,

Przenajświętsza Matka!...

Katarzyno, mnie potrzeba

Mówić z nim bez świadka.

Wyjdź z komory choć na chwilę!..»

Wyszła Katarzyna.

«Widzisz, Marko, ledwiem w sile

Przemówić... do syna.

Oto, synu, spowiedź skryta

Moich dni ostatka:

Jam nie prosta tu najmita,

Ale twoja... matka...»

I osłabła, i złamana

Padła na wezgłowie.

Marko upadł na kolana,

A ona znów powie:

«W cudzej chacie... tu jak w grobie

Zeszła młodość cała...

Byle tylko być przy tobie,

Jam pokutowała...»

Marko zemdlał... zbladło lice,

Zbiegli się doń chatni...

Gdy się ocknął — pokutnicę

Ujął sen ostatni.

Przypisy:

2. dumka — ludowa pieśń ukraińska w formie ballady. [przypis edytorski]

3. kobza — instrument strunowy przypominający lutnię; w tradycji ukraińskiej żebrak śpiewający pieśni z towarzyszeniem kobzy lub bandury był często szanowanym nosicielem ważnych wiadomości i idei. [przypis edytorski]

4. Czały, Sawa (zm. 1741) — pułkownik kozacki, dowódca nadwornych kozaków hetmana Józefa Potockiego, pomagał szlachcie tłumić powstanie hajdamaków; uznany za zdrajcę i zabity we własnym domu przez hajdamacki oddział Ihnata Hołego. [przypis edytorski]

5. grzmoce — dziś popr.: grzmoci. [przypis edytorski]

6. Hryc — ukraińska pieśń ludowa, zaczynająca się od słów: „Oj, nie idź, Hrycu, na wieczornicę, bo na wieczornicach dziewczęta czarodziejki”. [przypis edytorski]

7. teści — dziś popr.: teściowej. [przypis edytorski]

8. Sicz — ufortyfikowany obóz Kozaków zaporoskich na jednej z wysp Dniepru, będący centrum politycznym kozaczyzny. [przypis edytorski]

9. z towarzyszki swemi — dziś popr. forma N. lm: z towarzyszkami swymi. [przypis edytorski]

10. odprawować (starop.) — odprawiać. [przypis edytorski]

11. czumak (daw., ukr.) — chłop ukraiński, żyjący z handlu, przewożący swój towar, często na bardzo duże odległości, wozami zaprzężonymi w woły. [przypis edytorski]

12. czaban — pasterz stepowy, koczownik. [przypis edytorski]

13. supiłka (reg.) — fujarka; piszczałka. [przypis edytorski]

14. luby (przestarz.) — miły; ulubiony; ukochany. [przypis edytorski]

15. pieśnię — dziś popr. forma B. lp: pieśń. [przypis edytorski]

16. krasawica (daw.) — piękność, piękna kobieta. [przypis edytorski]

17. gody (daw.) — wesele; święto. [przypis edytorski]

18. doba (daw.) — czas, pora. [przypis edytorski]

19. polica (daw., gw.) — półka. [przypis edytorski]

20. bież (daw.) — biegnij, spiesz. [przypis edytorski]

21. nieboga (daw.) — biedaczka, nieszczęsna. [przypis edytorski]

22. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]

23. Urzeczona — zmieniono nadany przez tłumacza tytuł Lunatyczka (oryg. ukr. Причинна) na obecnie powszechnie przyjęty i lepiej oddający treść utworu. [przypis edytorski]

24. skrzydły silnemi (daw.) — dziś popr. forma N. lm: skrzydłami silnymi. [przypis edytorski]

25. zwłoczyć (daw.) — zwlekać. [przypis edytorski]

26. kitajka — chustka jedwabna, pierwotnie chińska, skąd nazwa (daw. Kitaj to Chiny); w tradycji kozackiej istniał zwyczaj przykrywania czerwoną kitajką twarzy zmarłego. [przypis edytorski]

27. mołodec a. mołojec (z ukr.) — młody, dzielny mężczyzna; Kozak. [przypis edytorski]

28. kosa (daw.) — długie, splecione włosy; warkocz. [przypis edytorski]

29. Długie kosy nie rozplotą — w trakcie wesela pannie młodej ściągano wianek, rozplatano warkocze i zakładano czepiec. [przypis edytorski]

30. winnaż — konstrukcja z partykułą -że skróconą do -ż; znaczenie: czyż winna. [przypis edytorski]

31. przenieść (daw.) — znieść, ścierpieć, wytrzymać. [przypis edytorski]

32. snadź (daw.) — widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]

33. pała — płonąć, jarzyć się. [przypis edytorski]

34. oczeret (ukr.) — trzcina; szuwary. [przypis edytorski]

35. kur (daw.) — kogut. [przypis edytorski]

36. pieśnię — dziś popr. forma B. lp: pieśń. [przypis edytorski]

37. Lachy (z ukr.) — tak nazywali Polaków wschodni sąsiedzi. [przypis edytorski]

38. wrony koń — koń o czarnym (karym) umaszczeniu. [przypis edytorski]

39. tręzla — uzda, część uprzęży jeździeckiej. [przypis edytorski]

40. kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

41. I gromadka, jak wypada, Wzniosła grób zielony. Widzisz groby ponad drogą, Kędy rośnie żyto — według zasad kościelnych samobójstwo uważano za grzech ciężki, dlatego ciała samobójców chowano poza chrześcijańskim cmentarzem, na otwartym terenie poza miastem. [przypis edytorski]

42. pominalny (daw.) — o modlitwie, rocznicy śmierci itp: związany ze wspominaniem zmarłych; por. daw. pominki: modlitwy za zmarłych, dziś: wypominki. [przypis edytorski]

43. o Kozacze — dziś popr. forma Msc: o Kozaku. [przypis edytorski]

44. gdyby (daw.) — tu: jak gdyby; jakby, niby. [przypis edytorski]

45. boć sądzono — bo ci sądzono. [przypis edytorski]

46. napiew (reg.) — śpiew; melodia. [przypis edytorski]

47. pohybel (z ukr.) — szubienica, przen. zguba. [przypis edytorski]

48. kitajka — chustka jedwabna, pierwotnie chińska, skąd nazwa (daw. Kitaj to Chiny); w tradycji kozackiej istniał zwyczaj przykrywania czerwoną kitajką twarzy zmarłego. [przypis edytorski]

49. liman — zatoka u ujścia doliny rzecznej do morza; tu zapewne: Liman Dniepru i Bohu na płn. wybrzeżu Morza Czarnego, na Ukrainie. [przypis edytorski]

50. gardziel (daw.) — r.m., tj. ten gardziel; dziś popr.: r.ż., tj. ta gardziel. [przypis edytorski]

51. czajka — szybka i zwrotna łódź kozacka. [przypis edytorski]

52. rad (daw.) — zadowolony. [przypis edytorski]

53. ataman — kozacki przywódca. [przypis edytorski]

54. lulka (daw.) — fajka. [przypis edytorski]

55. kołpak — wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem. [przypis edytorski]

56. wstrząsł — dziś popr.: wstrząsnął. [przypis edytorski]

57. wraże (daw.) — dziś popr. forma W.: wrogu. [przypis edytorski]

58. mołodec a. mołojec (z ukr.) — młody, dzielny mężczyzna; Kozak. [przypis edytorski]

59. Synopa — miasto portowe w płn. Turcji, nad M. Czarnym, ok. 650 km na wsch. od Stambułu. [przypis edytorski]

60. Carogród — dawna słowiańska nazwa Konstantynopola (ob. Stambuł), stolicy cesarzy bizantyjskich, używana również po zdobyciu tego miasta przez Turków. [przypis edytorski]

61. kobziarz — muzyk grający na kobzie, instrumencie strunowym przypominającym lutnię; w tradycji ukraińskiej żebrak śpiewający pieśni z towarzyszeniem kobzy lub bandury był często szanowanym nosicielem ważnych wiadomości i idei. [przypis edytorski]

62. gra w kobzę — dziś popr.: gra na kobzie. [przypis edytorski]

63. Lachy (z ukr.) — tak nazywali Polaków wschodni sąsiedzi. [przypis edytorski]

64. liman — zatoka u ujścia doliny rzecznej do morza; tu zapewne: Liman Dniepru i Bohu na płn. wybrzeżu Morza Czarnego, na Ukrainie. [przypis edytorski]

65. nie stać (daw.) — zabraknąć, nie starczyć. [przypis edytorski]

66. Kozackie dzieci rosną niechrzczone (...) Opustoszały cerkwie zamknięte — z powodu prześladowań wyznawców prawosławia w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. [przypis edytorski]

67. Nalewajko, Seweryn (zm. 1597) — ataman kozacki, przywódca powstania kozacko-chłopskiego na Ukrainie w latach 1595–1596; po oblężeniu taboru w bitwie pod Łubniami na uroczysku Sołonica został przekazany przez starszyznę kozacką wojskom polskim w zamian za darowanie życia i majątku części Kozaków; przewieziony do Warszawy, po dziesięciomiesięcznym śledztwie i torturach został stracony przez poćwiartowanie. [przypis edytorski]

68. Pawluga, właśc. Paweł Michnowicz But (zm. 1638) — ataman kozacki, przywódca powstania chłopsko-kozackiego przeciw polskiemu panowaniu w 1637; po klęsce pod Borowicami schwytany i stracony w Warszawie. [przypis edytorski]

69. Taras Trasiło, właśc. Triasiło Fedorowicz (zm. po 1636) — ataman kozacki, jedna z najważniejszych postaci ukraińskiego folkloru oraz ukraińskiej idei narodowej; organizator kampanii na Krymie (1629); przywódca antyfeudalnego powstania Kozaków i chłopów w 1630; zmusił wojska polskie do opuszczenia Korsunia; w maju 1630 okopał się pod Perejasławiem, gdzie 1 czerwca miała miejsce tzw. „noc Tarasa”: wypad Kozaków do obozu wojsk polskich, gdzie udało im się zadać duże straty przeciwnikowi; 15 czerwca Kozacy zdobyli kilka polskich armat; brak artylerii zmusił hetmana Stanisława Koniecpolskiego do zawarcia w drugiej połowie czerwca ugody perejasławskiej; hetman polski żądał między innymi wydania Fedorowicza, na co jednak starszyzna nie chciała się zgodzić, niemniej odsunięto go od dowodzenia; Fedorowicz opuścił Perejasław wraz ze swoimi stronnikami, aby organizować kolejne powstanie przeciwko Polakom, jednak bez większych sukcesów. [przypis edytorski]

70. Kozaczyzna — tu: kraj kozacki. [przypis edytorski]

71. grzmoce — dziś popr.: grzmoci. [przypis edytorski]

72. Trybał, dziś popr.: Trubajło, ukr. Трубайло — ludowa nazwa ukraińskiej rzeki Trubiż, lewego dopływu Dniepru. [przypis edytorski]

73. Koniecpolski, Stanisław (1591–1646) — hetman wielki koronny, kasztelan krakowski, uznawany za jednego z najwybitniejszych polskich wodzów. [przypis edytorski]

74. pohybel (z ukr.) — szubienica, przen. zguba. [przypis edytorski]

75. społem (daw.) — wspólnie, razem. [przypis edytorski]

76. na ostre — na broń ostrą, przen.: na śmierć. [przypis edytorski]

77. Wielki Ług (ukr. Великий Луг) — dosł.: Wielki Step, ukraińska nazwa Dzikich Pól, czyli Zaporoża, stepowej krainy nad dolnym Dnieprem. [przypis edytorski]

78. Skutary, właśc. Skutari (hist.) — średniowieczna nazwa Chryzopolu, miasta na azjatyckim brzegu cieśniny Bosfor, dokładnie naprzeciw Konstantynopola; w ciągu wieków wielokrotnie stanowiło bazę dla wrogów przygotowujących się do ataku na Konstantynopol; ob. Üsküdar, dzielnica Stambułu. [przypis edytorski]

79. liman — zatoka u ujścia doliny rzecznej do morza; tu zapewne: Liman Dniepru i Bohu na płn. wybrzeżu Morza Czarnego, na Ukrainie. [przypis edytorski]

80. grzmoce — dziś popr.: grzmoci; tu raczej: grzmi. [przypis edytorski]

81. Chortyca — największa wyspa na Dnieprze, na wysokości dzisiejszego miasta Zaporoża; w tradycji ukraińskiej miejsce częstego stacjonowania Kozaków Zaporoskich. [przypis edytorski]

82. basza a. pasza (z tur.) — wysoki urzędnik turecki; pan. [przypis edytorski]

83. janczarzy a. janczarowie (z tur.) — doborowe oddziały piechoty tureckiej. [przypis edytorski]

84. bajdak (ukr.) — duża rzeczna łódź żaglowo-wiosłowa. [przypis edytorski]

85. Carogród — dawna słowiańska nazwa Konstantynopola (ob. Stambuł), stolicy cesarzy bizantyjskich, używana również po zdobyciu tego miasta przez Turków. [przypis edytorski]

86. kosy — pochyły, ukośny. [przypis edytorski]

87. Modląc się Bogu — dziś popr.: modląc się do Boga. [przypis edytorski]

88. Syjon — wzgórze w Jerozolimie, na którym znajdowała się świątynia z Arką Przymierza. [przypis edytorski]

89. Strzepnęły się — w oryginale: стрепенулись, tj. otrząsnęły się, zatrzepotały. [przypis edytorski]

90. kozaczyzna — tu: kozactwo, oddział Kozaków. [przypis edytorski]

91. zagartywać (daw.) — zagarniać. [przypis edytorski]

92. lulka (daw.) — fajka. [przypis edytorski]

93. Zaporożcy — Kozacy z Zaporoża. [przypis edytorski]

94. ataman — kozacki przywódca. [przypis edytorski]

95. więźnie — dziś popr. forma B. lm: więźniów. [przypis edytorski]

96. pohane (z ukr.) — pogańskie, niewierne. [przypis edytorski]

97. tureckimi aksamity — dziś popr. forma N. lm: tureckimi aksamitami. [przypis edytorski]

98. luby (przestarz.) — miły; ulubiony; ukochany. [przypis edytorski]

99. Moskal poszedł w Turecczyznę — tj. na wojnę z Turcją; ostatnią z wojen rosyjsko-tureckich w momencie pisania tego wiersza była wojna toczona w latach 1828–1829. [przypis edytorski]

100. kir — czarna tkanina, symbolizująca żałobę. [przypis edytorski]

101. Hryc — ukraińska pieśń ludowa, zaczynająca się od słów: „Oj, nie idź, Hrycu, na wieczornicę, bo na wieczornicach dziewczęta czarodziejki”. [przypis edytorski]

102. układłszy (daw.) — dziś popr.: ułożywszy. [przypis edytorski]

103. teści — dziś popr.: teściowej. [przypis edytorski]

104. szkaplerz — dwa małe kawałki materiału z imieniem lub wizerunkiem Matki Boskiej lub Chrystusa, połączone tasiemkami, noszone na piersiach, pod ubraniem; sukienny szkaplerz bywa zastępowany medalikiem. [przypis edytorski]

105. Na jej głowie biała chustka — dziewczęta ukraińskie nosiły wianek, symbol dziewictwa, którego nie wolno było nosić mężatkom ani pannom z dzieckiem: musiały one okrywać włosy chustą lub czepcem. [przypis edytorski]

106. żupan — okrycie noszone przez szlachciców, zapinane na guziki, sięgające do kolan, z wąskimi rękawami i kołnierzem w formie stójki. [przypis edytorski]

107. ciernistymi igły — dziś popr. forma N. lm: ciernistymi igłami. [przypis edytorski]

108. bogatszym — tu: bogatszy jestem. [przypis edytorski]

109. przecię a. przecie (daw.) — przecież. [przypis edytorski]

110. kobza — ludowy instrument strunowy o półokrągłym pudle rezonansowym i krótkim gryfie. [przypis edytorski]

111. czumak (daw., ukr.) — chłop ukraiński, żyjący z handlu, przewożący swój towar, często na bardzo duże odległości, wozami zaprzężonymi w woły. [przypis edytorski]

112. w pieczarze — jedna z pieczar w kijowskiej Ławrze Peczerskiej, prawosławnym zespole klasztornym, gdzie znajduje się wielki podziemny system korytarzy, a w nich liczne kaplice i grobowce mnichów, świętych i ważnych osób świeckich. [przypis edytorski]

113. szah (ukr. шаг) — dawna potoczna nazwa różnych drobnych monet, polskich, potem rosyjskich, używanych na terenie Ukrainy. [przypis edytorski]

114. snadź (daw.) — widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]

115. przenieść (daw.) — znieść, ścierpieć, wytrzymać. [przypis edytorski]

116. Browary — miasto w północnej Ukrainie, ob. na wschodnich przedmieściach Kijowa; przez Browary prowadził trakt do Moskwy. [przypis edytorski]

117. broniąc głodu — tu: broniąc przed głodem. [przypis edytorski]

118. kołacz — rodzaj pszennego pieczywa (chleba lub ciasta) w kształcie koła (stąd nazwa). [przypis edytorski]

119. baczyć (daw., gw.) — tu: widzieć, dostrzegać. [przypis edytorski]

120. rota (daw.) — oddział wojska. [przypis edytorski]

121. sioło (daw.) — wieś, osada. [przypis edytorski]

122. Będziem jeszcze go pytali — będziemy jeszcze o niego pytali. [przypis edytorski]

123. futor a. chutor (z ukr.) — pojedyncze gospodarstwo, oddalone od wsi; przysiółek. [przypis edytorski]

124. nie stać (daw.) — zabraknąć, nie starczyć. [przypis edytorski]

125. karbowniczy (ukr. карбівничий) — tu zapewne leśnik, który pilnował ilości przysługującego danej wsi drewna na opał, odnotowując wywożoną ilość karbami, nacięciami na deszczułkach. [przypis edytorski]

126. ćma (daw.) — tu: chmara, mnóstwo. [przypis edytorski]

127. zaklasła — dziś popr.: zaklasnęła. [przypis edytorski]

128. pogrzebły — dziś popr.: pogrzebały. [przypis edytorski]

129. prowodyr (daw.; z ukr.) — przewodnik; przywódca; tu: przewodnik prowadzący niewidomego i niosący jego torbę z jałmużną. [przypis edytorski]

130. chystać (daw.) — huśtać; kołysać. [przypis edytorski]

131. pogrzebły — dziś popr.: pogrzebały. [przypis edytorski]

132. kum (daw.) — ojciec chrzestny w stosunku do matki chrzestnej i rodziców dziecka albo ojciec dziecka w stosunku do rodziców chrzestnych; pot.: dobry znajomy, sąsiad. [przypis edytorski]

133. zachodzić się (daw.) — zapamiętywać się w wyrażaniu emocji, zanosić się czymś, np. płaczem. [przypis edytorski]

134. pieśnię — dziś popr. forma B. lp: pieśń. [przypis edytorski]

135. kitajka — chustka jedwabna, pierwotnie chińska, skąd nazwa (daw. Kitaj to Chiny). [przypis edytorski]

136. opona (daw.) — zasłona. [przypis edytorski]

137. futor a. chutor (z ukr.) — pojedyncze gospodarstwo, oddalone od wsi; przysiółek. [przypis edytorski]

138. nie masz (daw.) — nie ma (nieosobowa forma czasownika). [przypis edytorski]

139. przyzba — ława usypana z ziemi i gliny wzdłuż zewnętrznej ściany domu; dawniej ludzie na wsi zwykli odpoczywać, siedząc na przyzbie i mając za oparcie ścianę chałupy. [przypis edytorski]

140. dumka (ukr.) — myśl; por.: dumać. [przypis edytorski]

141. płużyć (daw.) — dogadzać; dawać zadowolenie. [przypis edytorski]

142. mary — nosze do przenoszenia zmarłego. [przypis edytorski]

143. chudoba — niewielki majątek, ubogie gospodarstwo. [przypis edytorski]

144. świta a. świtka — wierzchnia odzież odzież chłopów i biedniejszej szlachty; siermięga. [przypis edytorski]

145. snadź (daw.) — widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]

146. horodyszcze (z rus.) — grodzisko, miejsce warowne. [przypis edytorski]

147. kośba — koszenie trawy lub zboża. [przypis edytorski]

148. zapracowywa — dziś popr.: zapracowuje. [przypis edytorski]

149. chodzić w najmy (daw.) — wynajmować się do pracy u kogoś. [przypis edytorski]

150. ucieką — dziś popr.: uciekną. [przypis edytorski]

151. rusznica — jeden z pierwszych typów ręcznej, długiej broni palnej. [przypis edytorski]

152. żupan — okrycie noszone przez szlachciców, zapinane na guziki, sięgające do kolan, z wąskimi rękawami i kołnierzem w formie stójki. [przypis edytorski]

153. korowaj — ciasto weselne wypiekane tradycyjnie na Ukrainie. [przypis edytorski]

154. krasić (poet.) — zdobić, upiększać. [przypis edytorski]

155. zachód — tu: staranie, wysiłek. [przypis edytorski]

156. przecię a. przecie (daw.) — przecież. [przypis edytorski]

157. płata — płaca, zapłata. [przypis edytorski]

158. Chyba wypędzicie — tu w znaczeniu: chyba że wypędzicie. [przypis edytorski]

159. gospoda (daw.) — kwatera na krótki pobyt; stanąć gospodą: zatrzymać się u kogoś na krótki czas. [przypis edytorski]

160. stać (daw.) — wystarczać. [przypis edytorski]

161. mszę u Barbary — w kijowskim monasterze św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach, ważnym ukraińskim miejscu pielgrzymkowym, słynnym z relikwii św. Barbary (ukr. Варвара Великомучениця). [przypis edytorski]

162. w pieczarze — tj. w jednej z pieczar z dewocjonaliami w kijowskiej Ławrze Peczerskiej, prawosławnym zespole klasztornym, gdzie znajduje się wielki podziemny system korytarzy, a w nich liczne kaplice i grobowce mnichów, świętych i ważnych osób świeckich. [przypis edytorski]

163. pytają o Kijowie — dziś popr.: pytają o Kijów. [przypis edytorski]

164. stadło (daw.) — małżeństwo; para małżeńska. [przypis edytorski]

165. dzień Najświętszej Panny Zielnej — obchodzone 15 sierpnia święto maryjne patronki płodności ziemi; oficjalnie: święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. [przypis edytorski]

166. wedle (daw.) — obok. [przypis edytorski]

167. kołacz — rodzaj pszennego pieczywa (chleba lub ciasta) w kształcie koła (stąd nazwa). [przypis edytorski]

168. folga (daw.) — folia, bardzo cienka blacha z metali nieżelaznych. [przypis edytorski]

169. jarzęca świeca (daw.) — biała świeca woskowa. [przypis edytorski]

170. nie stać (daw.) — zabraknąć, nie starczyć. [przypis edytorski]

171. połudeń a połudzień (reg.) — obiad, posiłek południowy. [przypis edytorski]

172. Spas (ukr.) — Zbawiciel. [przypis edytorski]

173. Mikoła — tu: św. Mikołaj, otaczany wielkim kultem na Rusi, patron m.in. podróżnych, dlatego Hanna radzi zwracać się do niego, „bo coś Marko bawi dłużej, zachorował gdzieś w podróży”. [przypis edytorski]

174. oleje święte bierze — chrześcijański obrzęd namaszczenia olejem ciężko chorej, bliskiej śmierci osoby, dokonywany w intencji wyzwolenia od cierpień i odpuszczenia grzechów, zwany też ostatnim namaszczeniem. [przypis edytorski]

175. czumak (daw., ukr.) — chłop ukraiński, żyjący z handlu, przewożący swój towar, często na bardzo duże odległości, wozami zaprzężonymi w woły. [przypis edytorski]

176. krasny (daw.) — jaskrawoczerwony; piękny. [przypis edytorski]

177. Carogród — dawna słowiańska nazwa Konstantynopola (ob. Stambuł), stolicy cesarzy bizantyjskich, używana również po zdobyciu tego miasta przez Turków. [przypis edytorski]

178. komora (daw.) — izba, pokój. [przypis edytorski]