Najemnica

Наймичка

Prolog

Chmurny ranek był w niedzielę;

Ponad polem mgła się ściele;

Na mogile w pośród pola

Coś się chysta1 jak topola.

To niewiasty postać blada

Coś do łona ciśnie rada,

Coś z rannymi mgłami gada.

«Mgły wy gęste, mgły jutrzniane,

W srebrnych iskrach rozsypane!

Czemużeście mnie życzliwie

Nie pogrzebły2 na tej niwie?

Czemu, widząc los nieczuły,

Biednych piersi nie zatruły?

O, pogrzebcie mnie w mogile.

O nie!... jeszcze... jeszcze chwilę...

Tylko skryjcie mnie głęboko,

Gdzie nie dojrzy ludzkie oko.

Jam nie jedna na tym świecie,

Ojca, matkę mamże przecie,

Mam i braci... jest rodzina,

Mam pieszczotkę... och, mam syna!

Ale jego główkę młodą

Nie polano chrzestną wodą.

O mój synu!... o nadziejo!

Niech ci główki nie poleją,

Ja bez chrztu zostawić wolę,

Niż cię ochrzcić na niedolę.

Cudzy ochrzczą cię kumowie3,

Ale żaden się nie dowie,

Kto ty jesteś... jak ci miano...

Mnie bogatą nazywano...

Nie przeklinaj mnie, dziecino!

Moje modły w niebo płyną,

Wysłuchają modłów w niebie

I otoczą szczęściem ciebie».

I rwąc piersi w takie słowa,

Za najgęstszą mgłę się chowa,

I zachodzi4 się boleśnie,

I o wdowie śpiewa pieśnię5:

Jak ta wdowa nad Dunajem,

Staroświeckim obyczajem,

Żwir na oczy synów sypie

I zawodzi pieśń na stypie:

«Och, tam w polu mogiła,

Och, tam wdowa chodziła.

Zamiast polną rwać rutę,

Rwała zielska zatrute.

Nie skutkowały ziela,

Bóg dwóch synów udziela.

W kitajkę6 je obwiła

I za Dunaj posyła. —

«Och Dunaju, ty rzeko!

Nieś me dzieci daleko.

Niech pobawią się mali

Pięknem cackiem twej fali.

A ty, piasku i trawko,

Bądźcie dla nich zabawką.

Piasek bawi... pobawi...

I kołyskę im sprawi;

Nad kołyską — opona7

Będzie trawa zielona».

I

Przy jeziorze, na futorze8,

Mieszkał sobie dziad z babulą.

W każdym miejscu w każdej porze,

Jakby dziatki tak się czulą;

Jednym śladem i przykładem,

Dziadek z babką, babka z dziadem.

Od dziecinnej razem chwili

Paśli owce na ugorze,

A potem się pożenili,

Futor, stawek, młyn nabyli;

A w futorze, przy jeziorze,

Zasadzili ogród różą

I pasiekę mieli dużą.

Wszystko dobrze... tylko dziatek

Na pociechę im nie dano.

Któż przytuli na ostatek

Głowę wiekiem skołataną?

Kto zapłacze? Kto pochowa?

Kto rodziców spełni słowa?

Nie masz9, nie masz na tym świecie

Jak rodzone własne dziecię!

Ale gorzej w gmachu świetnym

Jak sierota żyć bezdzietnym

I zebrane mienie w trudzie

Między obce oddać ludzie,

Co za życia gonią za nim

I zmarnują z urąganiem.

II

Dziadek i babka jednej niedzieli

Na niskiej przyzbie10 sobie siedzieli,

Ubrani biało, aż patrzeć miło.

A na niebiosach słonko świeciło,

Ani chmureczki, ani wietrzyka,

Rajska pogoda duszę przenika.

Bolesne dumki11 i smutek chory

Gdzieś się ukryły jak zwierz do nory.

W tak pięknym życiu, w tak cudnym czasie,

Czego by starzy tęsknili, zda się?

Czy dawne licho, czy myśl o śmierci

Jak gdyby robak po piersiach wierci?

Myśl jakaś tęskna, jakaś niemiła,

Jakaś wczorajsza rana odżyła.

Bóg raczy wiedzieć, co im nie płuży12.

Może o wiecznej marzą podróży.

A do podróży na ten szlak boży

Któż im w karawan konie założy?

«Nastko-gołąbko! — powiada stary —

Kto nas po śmierci włoży na mary13

«Ojcze serdeczny — babka odpowie —

To mi się dawno snuło po głowie

I dawno sobie daję pytanie:

Komu chudoba14 nasza zostanie?»

«Cyt! Ale słuchaj... słyszę w tej chwili,

Coś za wrotami jak dziecko kwili.

Pójdziem zobaczyć, co to za sztuka?

Bo coś nie darmo serce mi puka».

Więc kiedy starców ciekawość miota,

Wsparci na kijkach śpieszą pod wrota.

Spieszą pod wrota i pod przełazem,

Milcząc, oboje stanęli razem:

Bo w lichą płachtę i w starą świtę15

Leży pod płotem dziecię spowite;

Snadź16 tylko matce — szmaty dziurawe

Starczyło dziecku dać na wyprawę.

Uradowani starcowie szczerze,

Kiwali głową, mówiąc pacierze.

Drobna dziecina, lekko ściśnięta,

Jeszcze wyciąga ku nim rączęta,

A popłakawszy, po krótkiej chwili,

Już tylko niemym kwileniem kwili.

«A widzisz, Nasto, dusza mówiła,

Że Bóg nam z nieba pociechę zsyła.

Bierzże ją prędzej... zimno na dworze,

W miękkie pieluchy obwiń niebożę,

Obwiń w pieluchy, zanieś do chaty,

A ja... jak niegdyś dawnymi laty,

Skoczę na konia, aż wiatr zaświszcze,

Poprosić kumów na Horodyszcze17».

Och, dziwno jakoś na świecie bywa:

Jeden na syna przekleństw przyzywa,

Wypędza z chaty, zębami zgrzyta:

Drugi, gdy w chatę syn mu zawita,

To krwawym potem, w kośbę18 czy żniwa,

Woskową świeczkę zapracowywa19,

By ją z modlitwą nieść do ołtarza,

Że Bóg go drogim skarbem obdarza.

Zapala świeczkę, łzy rzewne leje,

Za swoje szczęście, za swe nadzieje.

Cieszyć się Bóg wie czy było po co,

Ale bez dziatwy — jakoś sieroco.

III

W Horodyszcze leciał stary,

Zebrał kumów aż trzy pary

I pod wieczór chrzestną wodą

Ksiądz dziecinę polał młodą.

Dano dziecku imię Marka,

A serdeczna dziadów parka,

Na wzrost jego patrząc krzepki,

Złotej chciałaby kolebki.

Już dla Marka, dla pieszczoty,

Już kolebki mało złotej:

Stary dziadek z babką chorą

Już mu cacek nie dobiorą.

I po drugiej, trzeciej wiośnie

Wypieszczony Marko rośnie

I wyrasta na młodziana

Jak jagódka, jak rumiana...

Wtem jednego w polu żniwa

Nowa gościa im przybywa:

Czarnobrewka — dziewczę hoże,

Przyszła w najmy20 żąć im zboże.

«A cóż, Nasto?» — «Cóż Trochimie?»

«Trzeba żniejki, niech się przyjmie.

Z starej ręki babki, dziada

Sierp żniwiarski już wypada,

A i dziecku będzie słodziej,

Bo mu niańka nie zaszkodzi» .

«Tak, tak, Nasto! — Trochim powie —

Już nie służy wiek i zdrowie,

A pod starość wielka zmiana,

Zdarłem nogi po kolana,

Nam potrzebne ręce młode...

Co chcesz, dziewczę, za nagrodę?»

«Ja chcę służyć w waszej chacie,

A przyjmuję, co mi dacie»

Rzecze dziewka kłopotliwa.

A staruszek brodą kiwa:

«Krzywdzić ciebie?... nam to na co?

Lecz ty waż się ze swą pracą,

Bo mówili ludzie starzy,

Że ten nie ma, kto nie waży.

Ty nas nie znasz, a my ciebie.

Żyj na naszym teraz chlebie,

A jak dobrze pójdzie proba,

Jedno drugich upodoba,

Jak pobędziesz w naszej chacie,

Pomówimy o zapłacie».

«Och, już wy mnie nie skrzywdzicie,

Ojcze-serce, matko-życie!

Mieszkać będę w waszej chacie,

Wezmę płacę, jaką dacie».

Weszli w chatę i dziewczyna

Nową służbę rozpoczyna,

Tak szczęśliwa, taka rada,

Na sto koni jakby wsiada,

Jakby dola biednej dana

Wyjść za pana, za hetmana.

O poranku i wieczorze

Ona w chacie i na dworze,

I w oborze, i w stodole,

I na żniwo idzie w pole.

Lecz najmilej czas jej płynie

Nad kołyską, przy dziecinie,

Że i matka i rodzona

Tylu trudów nie dokona.

W dzień powszedni czy w niedzielę

I pościołkę mu uściele,

I koszulkę włoży białą,

I rozczesze główkę małą,

I piosenki wyśpiewywa,

I wystruga wóz z łuczywa.

Cóż dopiero, gdy w dni święta

Inszą pracą niezajęta?

Przez dzień cały, przez dzień boży

Z rąk chłopięcia nie położy.

Aż się dziwią staruszkowie,

Nie pomieszczą tego w głowie,

Błogosławią jak rodzice

Swą poczciwą najemnicę.

Lecz gdy w nocy posną starzy

I dziecina się rozmarzy,

Ona patrzy na pacholę

I przeklina swoją dolę.

A jej żalu i rozpaczy

Nikt na świecie nie zobaczy;

Jeden Marko — lecz niebożę,

On zrozumieć jej nie może:

Czego płacze nieszczęśliwa?

Po co łzami go obmywa?

Czemu zszedłszy gdzieś w oddali

Całunkami aż go pali?

Nie dojada kęska chleba,

Byle Marko miał co trzeba?

Czasem ze snu coś wyszepce

Lub przewróci się w kolebce;

To już ona kłopotliwa

Z najtwardszego snu się zrywa

I przeżegna w nocną ciszę,

I kolebkę zakołysze.

Ona czuje aż z za ściany

Oddech dziecka rozespany;

A gdy z rana oczka przetrze,

Rączką chwyta za powietrze

I rączkami opowije

Pochyloną niani szyję,

Czasem nie wie, co wygada,

Imię matki niańce nada

I jak dąbek rość poczyna,

I kraśnieje jak kalina.

IV

Ej, niemało, niemało

Wód się w rzece przelało

I zła dola surowo

Puka w chatę dziadową.

Baba Nasta w mogile,

Dziadek upadł na sile,

Ani rady już nie ma,

Uratować Trochima.

Wreszcie uratowali,

I bieda poszła dalej,

I na cichym futorze

Szczęście zakwitło boże,

Z ciemnych gajów na nowo

Przyszło w chatę dziadową.

Już i Marko dziecina

Wyrósł bujno jak trzcina,

Krzepki na kształt jawora,

Że i żenić już pora.

Starzec w myślach się gubi:

«Kogo chłopak zaślubi?».

Słuchać ludzi nie wadzi,

Najemnicy się radzi.

Ta posłałaby swaty

Do królewny bogatej;

Lecz królewna daleko,

A tu lata ucieką21.

«Niech sam radzi w tej mierze,

Niech sam żonę wybierze».

«Dobrze, córko — rzekł stary —

Niech wyszuka już pary,

A jak parę wyszuka,

Posłać swatów nie sztuka».

Rozpytali, radzili,

Panów swatów prosili,

Przyszli swaty za wolą,

Przyszli z chlebem i solą.

I ubrani sowito,

I z rusznicą22 nabitą.

Dobrze poszło swatanie:

Piękna panna w żupanie23,

Taka hoża i młoda,

Że i starań nie szkoda.

Kwiatek krasny i wonny,

Sam pan hetman koronny

Takie dziecko pieszczone

Chętnie wziąłby za żonę.

«Dzięki, dzięki, swatowie! —

Rozczulony dziad powie —

Lecz rozbierzmy w gawędzie,

Gdzie i kiedy ślub będzie?

Jak w weselu zaradzę,

Kogo matką posadzę?

Nastę wzięto na mary...»

Ot i spłakał się stary.

Bozrzewniona najmita

Drzwi oburącz się chwyta,

I mdlejąca się tarza,

I coś, mdlejąc, powtarza,

Mówi cicho, a z rzadka:

«Matka!... matka!... gdzie matka?»

V

Minął tydzień — drużki młode

Korowaj 24miesiły,

Stary ojciec, jeżąc brodę,

Krzątał się co siły.

To podwórko swe przykrasza25

Z pracą i zachodem26,

To podróżnych wciąż zaprasza

Na gorzałkę z miodem.

Na wesele sprasza gości

W wesołym zapale.

Naturbował stare kości,

A nie czuje wcale.

Na co biednej stać chudoby,

Wskazał jak na dłoni;

Na dziedziniec wnieśli żłoby

Dla gościnnych koni.

Obcy czyszczą ściany chaty.

Gdzież się dziewka chowa?

Ona, wziąwszy kij sękaty,

Poszła do Kijowa.

Na modlitwę chęć ją bierze

Z pielgrzymów gromadką,

Choć jej starzec prosił szczerze

Być na ślubie matką.

Błaga Marko, aby przecię27

Powstrzymała drogę.

«Przebacz, Marko, drogie dziecię,

Ja tu być nie mogę.

Oni ludzie, hej, bogacze,

A ja sługa licha,

Między nimi cóż ja znaczę?

Śmieliby się z cicha.

By was Pan Bóg miał w opiece,

Pójdę do Kijowa,

Wszystkim świętym was polecę

I powrócę zdrowa.

Służyć będę choć bez płaty28

Całe moje życie,

Nie porzucę waszej chaty,

Chyba wypędzicie29».

I dziadkowi pokłon dała,

I weselnej rzeszy.

Przeżegnała, zapłakała

I w pielgrzymkę śpieszy.

Rwą podkówki, grzmi muzyka

W gwarze weseliska.

Krążą czarki u stolika,

Miód, gorzałka tryska.

Dziewka idzie w czarnej szacie,

Gdzie ją oczy wiodą,

Aż w Kijowie, w miejskiej chacie,

Stanęła gospodą30.

Najęła się wodę nosić

Wiadrem sporej miary,

Byle grosza stało31 dosyć

Na mszę u Barbary32.

I chodziła do spowiedzi,

Czciła świętych twarze,

I dla Marka obraz z miedzi

Kupiła w pieczarze33

I czapeczkę poświęconą

Świętego Iwana,

Biła pokłon przed ikoną,

Zginała kolana;

A dla młodej Marka żony,

Jak obyczaj stary,

Krzyż kupiła poświęcony

I pierścień Barbary.

Gdy w domowych stronach stanie,

Popełniwszy wota,

Wybiegł Marko swoją nianię

Spotkać aż za wrota.

Wyszła żona Katarzyna,

Wiodą w chatnie progi,

Postawili miodu, wina,

By ugościć z drogi.

I pytają o Kijowie34,

Cieszą się, weselą,

I troskliwi o jej zdrowie

Miękką pościel ścielą.

«Za co dla mnie to kochanie?

Tak mnie czci to stadło35?

Ot, już może niespodzianie

Serce ich odgadło!

Ej, nie zgadli tajemnicy,

Ale dobre dzieci!»

I w sierocej jej źrenicy

Jasna łza zaświeci.

VI

Już trzy razy lody krzepły,

Topił lody wietrzyk ciepły,

Najemnica już trzy razy

Przed kijowskie szła obrazy.

Jakby z matką Katarzyna

Z nią pielgrzymkę rozpoczyna;

Przeprowadza na szlak znany,

Aż na pole za kurhany,

I modlitwy swe zasyła,

Aby prędzej powróciła,

Bo tu bez niej dniem i nocą

W chacie pusto i sieroco.

W dzień Najświętszej Panny Zielnej36

Przywdział Trochim strój niedzielny,

Siadł na kłodzie wedle37 ula,

Przy nim wnuczek z pieskiem hula.

Wnuczka matki odzież wkłada,

Niby w gości szła do dziada.

Serce dziada się zaśmiało,

I przywitał wnuczkę małą,

Pyta jakby u dojrzałej:

«Gdzieś podziała kołacz38 biały?

Czyś nie wzięła, śpiesząc rano?

Czy ci w lesie odebrano?

Albo zjadłaś, idąc drogą?

Ejże, wstyd ci, wstyd, niebogo!»

Gdy tak stary wnuki cacka,

Hanna zjawia się z nienacka,

Dobra Hanna żywa, zdrowa

Powróciła od Kijowa.

Starzec zerwał się na nogi,

Najemnicę witać z drogi.

Ale ona idzie drogą,

Nie uważa na nikogo,

Pyta, robiąc piersią szparką:

«Gdzie jest Marko? Gdzie jest Marko?...»

«Gdzie jest Marko!? Ha, w podróży..»

«A mnie siła ledwie służy.

Biegłam umrzeć w waszej chacie,

Wy mnie szczerze pochowacie.

Tutaj umrzeć... by mnie w dali

Cudzy ludzie nie chowali

I nie poszła marnie praca...

Niechże Marko prędzej wraca!

Tak mi słabo do ostatka!...»

I w swej sakwie szuka szmatka,

I dla wnuków różne dziwa

Na gościniec wydobywa:

I z mosiądzu krzyżyk gładki,

I medalik Bożej Matki,

I obrazki, co na ścianę,

Złotą folgą39 nabijane,

Świec jarzęcych40 pęk wykłada

Katarzynie i dla dziada.

Lecz dla Marka nic nie chowa,

Nie przyniosła nic z Kijowa,

Bo jej groszy już nie stało41,

A zarobić sił za mało.

«Ot, pozostał u pazuchy

Tylko jakiś kołacz suchy!»

Więc go łamie po połowie:

«Jedzcie, dzieci, to na zdrowie».

VII

Dziadek, wnuki, Katarzyna,

Wszystko krzątać się poczyna

I do chaty gościę wiodą,

I omyli nogi wodą,

I na końcu stołu sadzą,

I połudeń42 wczesny dadzą.

Lecz zmęczona i wybladła,

Nic nie piła i nie jadła.

«Katarzyno! Katarzyno!

Dwa trzy dzionki gdy przeminą,

Wtedy cerkiew niech otworzą,

I zakupcie służbę bożą,

A przed Spasem43 i Mikołą44

Ponastawiać świec wokoło,

Bo coś Marko bawi dłużej,

Zachorował gdzieś w podróży».

Gdy to mówi, traci zmysły,

Jak z krynicy łzy jej trysły.

A gdy pierwsze łzy przeminą:

«Katarzyno! Katarzyno!

Już ja nie ta, co przed chwilą,

Oczy mylą, nogi mylą.

Trzeba umrzeć — och, nie znacie,

Co to umrzeć w cudzej chacie!»

Zaniemogła nieszczęśliwa

I kapłana już przyzywa,

I odprawia spowiedź szczerze,

I oleje święte bierze45.

Stary Trochim w łez powodzi

Po dziedzińcu smutnie chodzi.

Katarzyna ani w stronę,

Oczy w chorą ma wlepione.

A tymczasem gospodyni

W dzień i w nocy czuwa przy niej,

I zapala świeczkę dużą,

Ale świeczki źle coś wróżą:

Ciemne światło bije z knota,

A schorzała wciąż się miota.

«Katarzyno, rzuć oczyma,

Czy z powrotem Marka nie ma?

Gdybym pewna była tyle,

Że go ujrzę choć na chwilę,

Toby jeszcze przyszła siła,

Tobym śmierci przemodliła,

Tobym jeszcze miała wolę

Ucałować me pacholę..»

VIII

A w czumackiej46 Marko rzeszy

Powraca wesoły,

Do swej chaty ani śpieszy,

Bo popasa woły.

Wiezie kubrak dla swej żony,

Co oczy zachwyci,

A dla starca pas czerwony,

Wskroś z jedwabnych nici.

Najemnicy — dar sowity:

Żupan nad żupany,

Żupan krasny47, zlotem szyty,

Srebrem przetykany.

Dzieciom trzewiczki z podróży

Przywiózł w upominek

I orzechów zapas duży,

I słodkich rodzynek.

A dla wszystkich sporą miarę

Z Carogrodu48 wina.

Mniema zastać szczęście stare

W chacie u komina.

Jego sercem nic nie miota,

Nic nie trudzi głowy.

I otworzył rzeźwo wrota

W dziedziniec domowy.

Zobaczyły go obydwie

W tejże samej porze:

«Och na koniec! Och zaledwie!

Dziękiż tobie Boże!»

Stary poszedł wyprząc woły

I uprzęże składa;

Jak przed rojem w ulu pszczoły,

Krząta się gromada.

Słychać krzyki uroczyste,

Radość nieustanną:

Ach, Ojcze nasz!... Jezu Chryste!

Ach, Najświętsza Panno!

«A gdzie Hanna, Katarzyno?

Gdzie się Hanna chowa?

Pokaż prędzej mą jedyną.

A czy żywa? zdrowa?»

«Jeszcze żyje... duszę chroni,

Ale bardzo chora.

Chodźmy, Marko, chodźmy do niej!

Oto jej komora49

Marko ledwie poznać zdoła,

Gdy ją ujrzał z progu.

«Chodźże prędzej! — ona woła —

Dziękiż Panu Bogu!

Pochwalona Pani nieba,

Przenajświętsza Matka!...

Katarzyno, mnie potrzeba

Mówić z nim bez świadka.

Wyjdź z komory choć na chwilę!..»

Wyszła Katarzyna.

«Widzisz, Marko, ledwiem w sile

Przemówić... do syna.

Oto, synu, spowiedź skryta

Moich dni ostatka:

Jam nie prosta tu najmita,

Ale twoja... matka...»

I osłabła, i złamana

Padła na wezgłowie.

Marko upadł na kolana,

A ona znów powie:

«W cudzej chacie... tu jak w grobie

Zeszła młodość cała...

Byle tylko być przy tobie,

Jam pokutowała...»

Marko zemdlał... zbladło lice,

Zbiegli się doń chatni...

Gdy się ocknął — pokutnicę

Ujął sen ostatni.

Przypisy:

1. chystać (daw.) — huśtać; kołysać. [przypis edytorski]

2. pogrzebły — dziś popr.: pogrzebały. [przypis edytorski]

3. kum (daw.) — ojciec chrzestny w stosunku do matki chrzestnej i rodziców dziecka albo ojciec dziecka w stosunku do rodziców chrzestnych; pot.: dobry znajomy, sąsiad. [przypis edytorski]

4. zachodzić się (daw.) — zapamiętywać się w wyrażaniu emocji, zanosić się czymś, np. płaczem. [przypis edytorski]

5. pieśnię — dziś popr. forma B. lp: pieśń. [przypis edytorski]

6. kitajka — chustka jedwabna, pierwotnie chińska, skąd nazwa (daw. Kitaj to Chiny). [przypis edytorski]

7. opona (daw.) — zasłona. [przypis edytorski]

8. futor a. chutor (z ukr.) — pojedyncze gospodarstwo, oddalone od wsi; przysiółek. [przypis edytorski]

9. nie masz (daw.) — nie ma (nieosobowa forma czasownika). [przypis edytorski]

10. przyzba — ława usypana z ziemi i gliny wzdłuż zewnętrznej ściany domu; dawniej ludzie na wsi zwykli odpoczywać, siedząc na przyzbie i mając za oparcie ścianę chałupy. [przypis edytorski]

11. dumka (ukr.) — myśl; por.: dumać. [przypis edytorski]

12. płużyć (daw.) — dogadzać; dawać zadowolenie. [przypis edytorski]

13. mary — nosze do przenoszenia zmarłego. [przypis edytorski]

14. chudoba — niewielki majątek, ubogie gospodarstwo. [przypis edytorski]

15. świta a. świtka — wierzchnia odzież odzież chłopów i biedniejszej szlachty; siermięga. [przypis edytorski]

16. snadź (daw.) — widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]

17. horodyszcze (z rus.) — grodzisko, miejsce warowne. [przypis edytorski]

18. kośba — koszenie trawy lub zboża. [przypis edytorski]

19. zapracowywa — dziś popr.: zapracowuje. [przypis edytorski]

20. chodzić w najmy (daw.) — wynajmować się do pracy u kogoś. [przypis edytorski]

21. ucieką — dziś popr.: uciekną. [przypis edytorski]

22. rusznica — jeden z pierwszych typów ręcznej, długiej broni palnej. [przypis edytorski]

23. żupan — okrycie noszone przez szlachciców, zapinane na guziki, sięgające do kolan, z wąskimi rękawami i kołnierzem w formie stójki. [przypis edytorski]

24. korowaj — ciasto weselne wypiekane tradycyjnie na Ukrainie. [przypis edytorski]

25. krasić (poet.) — zdobić, upiększać. [przypis edytorski]

26. zachód — tu: staranie, wysiłek. [przypis edytorski]

27. przecię a. przecie (daw.) — przecież. [przypis edytorski]

28. płata — płaca, zapłata. [przypis edytorski]

29. Chyba wypędzicie — tu w znaczeniu: chyba że wypędzicie. [przypis edytorski]

30. gospoda (daw.) — kwatera na krótki pobyt; stanąć gospodą: zatrzymać się u kogoś na krótki czas. [przypis edytorski]

31. stać (daw.) — wystarczać. [przypis edytorski]

32. mszę u Barbary — w kijowskim monasterze św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach, ważnym ukraińskim miejscu pielgrzymkowym, słynnym z relikwii św. Barbary (ukr. Варвара Великомучениця). [przypis edytorski]

33. w pieczarze — tj. w jednej z pieczar z dewocjonaliami w kijowskiej Ławrze Peczerskiej, prawosławnym zespole klasztornym, gdzie znajduje się wielki podziemny system korytarzy, a w nich liczne kaplice i grobowce mnichów, świętych i ważnych osób świeckich. [przypis edytorski]

34. pytają o Kijowie — dziś popr.: pytają o Kijów. [przypis edytorski]

35. stadło (daw.) — małżeństwo; para małżeńska. [przypis edytorski]

36. dzień Najświętszej Panny Zielnej — obchodzone 15 sierpnia święto maryjne patronki płodności ziemi; oficjalnie: święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. [przypis edytorski]

37. wedle (daw.) — obok. [przypis edytorski]

38. kołacz — rodzaj pszennego pieczywa (chleba lub ciasta) w kształcie koła (stąd nazwa). [przypis edytorski]

39. folga (daw.) — folia, bardzo cienka blacha z metali nieżelaznych. [przypis edytorski]

40. jarzęca świeca (daw.) — biała świeca woskowa. [przypis edytorski]

41. nie stać (daw.) — zabraknąć, nie starczyć. [przypis edytorski]

42. połudeń a połudzień (reg.) — obiad, posiłek południowy. [przypis edytorski]

43. Spas (ukr.) — Zbawiciel. [przypis edytorski]

44. Mikoła — tu: św. Mikołaj, otaczany wielkim kultem na Rusi, patron m.in. podróżnych, dlatego Hanna radzi zwracać się do niego, „bo coś Marko bawi dłużej, zachorował gdzieś w podróży”. [przypis edytorski]

45. oleje święte bierze — chrześcijański obrzęd namaszczenia olejem ciężko chorej, bliskiej śmierci osoby, dokonywany w intencji wyzwolenia od cierpień i odpuszczenia grzechów, zwany też ostatnim namaszczeniem. [przypis edytorski]

46. czumak (daw., ukr.) — chłop ukraiński, żyjący z handlu, przewożący swój towar, często na bardzo duże odległości, wozami zaprzężonymi w woły. [przypis edytorski]

47. krasny (daw.) — jaskrawoczerwony; piękny. [przypis edytorski]

48. Carogród — dawna słowiańska nazwa Konstantynopola (ob. Stambuł), stolicy cesarzy bizantyjskich, używana również po zdobyciu tego miasta przez Turków. [przypis edytorski]

49. komora (daw.) — izba, pokój. [przypis edytorski]