Przemiany

We mnie wyjałowione pola słoneczników,

plewione w czynie społecznym przez kobiety,

które w niedziele przywoził stary osinobus,

pestycydowe raje ptaków i umorusanych dzieci

bezczeszczone regularnie przez pijanego sąsiada,

który jak pokurczony hobbit z rozpiętym rozporkiem

spuszczał się na liście oblepione wiankami mszyc.

Co z tego wyrosło: mszycozaury? homomszyce?

Osiedla koślawych domów na łodygach asfaltu.