Bywało!

Gawęda z samym sobą. Urywek

Ej oddałbym, oddał i duszę, i ciało,

Gdyby się tak raźno jak dawniéj hulało!

Ej dawniéj lubiłem, gdy bratnio i szczérze,

Zimowym wieczorkiem gromadka się zbierze,

I na niej uradzą z chychotem i krzykiem,

Daleko... daleko pojechać kulikiem —

Rząd sanek po drodze jak wicher ucieka

I słychać gwar dzwonków z daleka, z daleka...

A rumak, co leci nie znając zawodu,

Gdy stuknie podkową... aż skra tryśnie z lodu,

A droga po śniegu utarta i gładka,

A księżyc zza chmurki patrzając z ukradka1

Na nasze zabawy, na nasze tu życie, —

Puszcza się kuligiem po ciemnym błękicie.

Ja wiozę, bywało, i strzegę, i tulę

Milutką istotę, com kochał tak czule,

Ej słodkoż to jechać, gdy szczęście me przy mnie,

Jest kogo utulić na wietrze, na zimnie,

I gwarzyć, i marzyć, i prosić u Boga,

Ażeby najdłużej przewlekła się droga.

Wiatr ciepły nas kąpie, a zorza choć blednie,

Od gwiazdek, od śniegu widniutko jak we dnie,

My lecim i lecim, po górach, po błoni,

Nasz kulig szeleszcze2, tępoce i dzwoni.

A tam gdzieś w pomroce za milę, czy daléj,

Czy w chatach wieczorne łuczywo się pali?

Czy gwiazdka błyszcząca? czy wilk okiem mruży?

Czy światło gościnne, cel naszej podróży?

Malutka iskierka, to błyśnie, to znika,

Hej prosto na ogień skierować kulika!

O coraz ognistsze zwiększają się kréski,

To blaski od okien, to dworek litewski.

Gospodarz nim zaśnie, nim światło zagaśnie,

Hej żywo przed ganek zajedziem hałaśnie!

Drużyna drużynę serdecznie spotyka,

A gwaruż tam gwaru! bo radzi z kulika,

A śmiechuż tam śmiechu! a szeptów do ucha!...

Kominek przyjaźnem ogniskiem wybucha,

Wieczerza na stole, od końca do końca —

Złocieją rzędami kielichy jak słońca...

Wypiwszy, spożywszy z bożego cóś daru,

Na nowo ochota do śmiechów, do gwaru,

Pustota i figle krzyżują się wkoło,

Po prostu, niewinnie, serdecznie, wesoło,

U starców od ruchu orzeźwi się łono,

Dziewicom jagody3 różami zapłoną,

Ich oczki strzelają niewinnie, lecz śmiało,

A młodzież, och młodzież! — już serce stopniało.

Ej słodkoż to słodko, oblawszy się potem,

Na wiązce murogu4 zasypiać pokotem5!

Zasypiać dumając o przeszłej zabawie,

I marzyć toż samo, co było na jawie...

Lubiłem to niegdyś — o Boże mój, Boże!

Dlaczegóż, gdy rękę na sercu położę,

Tak bije mi tętno, tak łzy z oczu biegą6?...

O gdyby choć dzionek wesela dawnego,

Ej hulałbym hulał! daremna podnieto!

Już nie to u ludzi, i w sercu już nie to!

Już kulig na Litwie nudoty7 nie zgłuszy,

Już sanki i dzwonki nie starczą dla duszy!

1847

Przypisy:

1. z ukradka — dziś: ukradkiem. [przypis edytorski]

2. szeleszcze — dziś: szeleści. [przypis edytorski]

3. jagoda (daw.) — policzek. [przypis edytorski]

4. murog (białorus.) — siano najlepszego gatunku, pochodzące z suchych łąk położonych między polami uprawnymi. [przypis edytorski]

5. pokotem — jeden obok drugiego rzędem. [przypis edytorski]

6. biegą — dziś: biegną. [przypis edytorski]

7. nudoty — nuda, znużenie. [przypis edytorski]