Grabarz

Gawęda

W kościele trumna — słychać organy —

I śpiew szpitalnych nędzarzy;

A przy kościele grabarz wpół-pjany

Wsparł się na rydlu i gwarzy:

«Poczciwy rydel!... służy mi godnie,

Kopie tu żwirek i kopie;

Raz... dwa... trzy... cztery... przez dwa tygodnie

Dwie jamy pańskie, dwie chłopie.

I teraz umarł ktoś od waszeci1,

Tak mu sądzono — i basta!

Zostawił żonę, zostawił dzieci,

O biédna... biédna niewiasta!...

Co tam niewiasta? póki odwyknie,

Płacze i mówi pacierze,

Potém... filozof!... jak człowiek łyknie,

To zdrowiéj te rzeczy bierze.

Na przykład... któś tam schodzi ze świata —

Grabarz mu jamę otworzy;

Mniéj jednym człekiem... zdaje się strata,

A może zresztą niezgorzéj!?

Człowiek stworzenie boskie rozumne,

Już go nie pogrześć jak bydło;

Szpital za dzwony, stolarz za trumnę,

Za lampy, świéce, kadzidło,

Ksiądz za msze święte, psalmy pokutne,

Grabarz, że kopiąc się trudzi, —

Każdy grosz weźmie... śmierć — prawo smutne,

A z niéj pożytek dla ludzi!?

Jeden cóś traci.... to drugi zyska;

Bo wszyscy — boża drużyna,

A tam pod ziemią... trupie kościska

Gniją — zwyczajnie jak glina.

Na trupie dziécka wąż się obwije,

Mędrcom — szczur wlézie do ucha,

I gniazdo złoży, i mózg mu wyje,

W piersiach dziewicy — ropucha.

E! łzy się kręcą... lecz nié ma rady,

Nie tylko człeka, co z duszą,

Lecz Pan Bóg stworzył płazy i gady.

I oneż przecię jeść muszą.

A potém z trupa korzysta bliźni,

Bo zgnije trumna i koście,

A od zgnilizny grunt się użyźni,

I bujniéj trawa poroście.

Czyż tylko trawa? — na złego grobie

Rosną pokrzywy i chwasty,

A dobry człowiek wyda po sobie

Jagódkę, kwiatek krzewiasty.

Lub piękne drzewko wyskoczy hożo, —

Więc idzie korzyść koleją,

Czasem tak bywa... cmentarz zaorzą,

A na nim żyto posieją.

I kupa kłosów urośnie z ziarka,

Och! jak to słodko i ładnie!

Na piersiach ojca, córka żniwiarka

Mendel zbożowy nakładnie.

To cóż, że cielsko zjedzą robaki?

Kiedy grób chleba przymnaża,

Boże mój, Boże! gdyby zgon taki

Na przykład... dla mnie nędzarza!

Na chwałę Twoją niech idzie Panie!

Com ja wycierpiał za młodu,

Teraz na starość w zdartéj sukmanie,

Ginę od głodu i chłodu.

Wczora tak słodko, tak miłosiernie,

Cieszył mię pleban dobrodziéj:

Że za łzy moje, za moje ciernie

Pan Bóg mię niebem nagrodzi.

Chcesz mię nagrodzić Ojcze światłości?

Będę zapłacon obfito: —

Niech z moich kości, dla potomności

Wyrośnie kwiatek lub żyto».

13 stycznia 1849

Przypisy:

1. ktoś od waszeci — szlachcic. [przypis edytorski]