modlitwa w pańskiej służbie

wpłynął pan dnia siódmego do mojego snu.

i wezwał przed swoje oblicze.

i rzekł:

obudź się, albowiem pora najwyższa odrobić pańszczyznę.

albowiem zbawieni najprędzej będą ci, którzy nawet w dzień pański

pracują na moją chwałę.

i dyżur pełnią przy czarnych owieczkach.

i nie sprzedadzą się za trzydzieści złotówek,

lecz dzień wolności

od zła wszelkiego za to mieć będą.

tak oto przez sen przykazał pan.

a ja otwarłem oczy na nowy już czas.

i z samego rana poszedłem pozmywać naczynia po winie.

i wybiegłem z domu w pośpiechu.

a deszcz płynął po ulicach strumieniami.

i gromy biły się w ciemnym niebie.

lecz liście rzucały pod moje stopy dywany.

i jednak zdążyłem w godzinę pańską rozesłać listy

polecające na msze.

ja, bosy służbista pański, w przemoczonych butach,

słyszę jak deszcz wygrywa pieśń o pasterzu

i jego zbłąkanych owieczkach.