W lesie
Jak mi jest dobrze... Pod pniem starej sosny
Na płaszczu leżę, na posłaniu z mchów,
I słucham cichej piosenki miłosnej
I słucham szeptu słodkich twoich słów!
O, takim głosem kochania i wiosny
Mów ty mi ciągle, nie milknij, a mów!...
Dąb rozłożysty szumi pieśń wiekową,
Czarne jałowce grają sosnom wtór...
Słyszysz, jak płynie nam pieśń ponad głową?
To brzmi potężny starej kniei chór —
Przyrody wielką, tajemniczą mową
Rozhowor1 z nami zaczął senny bór...
Przytul się do mnie... zamknij jasne oczy
I cała zamień się w subtelny słuch...
Z brzozy płaczącej zielonych warkoczy.
Wnet ku nam wyjdzie leśnych polan duch,
I szereg faunów2 zielonych wyskoczy
I z drzew kwiecisty strząśnie na nas puch...
I zapomnimy, że jest jakieś życie,
Które jak morze rozhukane grzmi,
Że burze łamią każdy kwiat w rozkwicie,
Wszystkie niwecząc ułudy i sny,
I będziem marzyć, aż o bladym świcie
Zbudzą nas chłodne srebrnej rosy łzy...
Tak mi jest dobrze... Pieśń, co się kołysze
Pośród gałęzi tych cienistych drzew,
W duszy mej w słodką układa się ciszę,
Jak burz, co przeszły, konający wiew,
A ciebie tulę w ramionach i słyszę
W tętnicach twoich pulsującą krew...
Przypisy:
1. rozhowor (z ukr.) — rozmowa. [przypis edytorski]
2. faun (mit. rzym.) — bożek płodności, przedstawiany jako brodaty mężczyzna z koźlimi kopytami i rogami. [przypis edytorski]