SCENA IX
Kiejstut i Wajdelota.
KIEJSTUT
Smutny los starca, co już czas swój przeżył
I pokolenia, które go wydały,
Gdy, tracąc z oczu to, co czcił, w co wierzył,
Wśród nowych ludzi stoi skamieniały
I nie poznaje, jaka myśl im świeci,
I nie rozumie nawet własnych dzieci!
Mój Wajdeloto, mnie się ściska serce
Patrzeć, jak dawny obyczaj i wiara,
Prawość i cnota dziś są w poniewierce;
Jak się rozpada nasza Litwa stara
I jak się nowe pokolenia kształcą.
Co wszystkie prawa bóstw i ludzi gwałcą.
Lepiej mi było pójść w nadziemskie bory,
Z duchami przodków na rycerskie łowy,
A pozostawić świat ten, sercem chory,
Nowym przywódcom i nauce nowej;
Lecz, z wolą bogów, muszę trwać do końca
Jako ostatni przeszłości obrońca.
WAJDELOTA
Za to cię oni nagrodzą tą chwałą,
Która udziałem ludzi rzadko bywa:
Imię twe w Litwie będzie wiecznie brzmiało,
Wplecione w czynów szlachetnych ogniwa —
Bo ty nie zginiesz tak jak zwykły człowiek,
Choćbyś ofiarą padł smutnego losu,
Ale otrząśniesz sen śmiertelny z powiek
I w niebo wzlecisz z żałobnego stosu;
Na rączym koniu, w złocistej odzieży,
Z bawolim rogiem będziesz mknął przez knieje
I nawoływał do boju rycerzy.
Budząc w zwątpionych męstwo i nadzieję...
I tak przez wieki — aż pod twoją wodzą
W krwi i cierpieniu duchy się odrodzą.
Przez wejście z prawej strony wchodzi Butrym z kilku zbrojnymi, prowadząc za sobą Kunona i Konrada.