SCENA VIII
Wojdyłło, Maria, Jagiełło, Kiejstut, Butrym, Wajdelota, Rycerze.
Cóż, mój synowcze? Spadłem niespodzianie
Jakoby piorun przy pogodnym niebie,
Chciałeś mi złożyć w Trokach powitanie
Z Niemcami społem — jam uprzedził ciebie;
Bo jako ojciec tej ziemi, dłoń czujną
Podnieść musiałem na zdradę podwójną:
Rodu i kraju.
JAGIEŁŁO
Stryju!...
KIEJSTUT
Ust daremnie
Kłamliwym słowem nie plam... Wiem zbyt wiele
I serce stare zatrzęsło się we mnie
Z bólu i zgrozy. Ty na wrogów czele!
Ty, co mi byłeś jako własne dziecko,
Ty z Krzyżakami chciałeś mnie zdradziecko
Podejść i smutnym podzielić się łupem
Na zgliszczach Żmudzi, nad stryjowskim trupem
Gdybyś sam godził na moje dzierżawy
I chciał mnie wyzuć i z tronu, i z sławy,
Gdybyś był nasłał najemne siepacze
Splamić krwią starca wiekowe siwizny —
Byłbym przebaczył, ale nie przebaczę
Zmowy z wrogami, a zdrady ojczyzny!
WOJDYŁŁO
Książę, zbyt często mylą nas pozory,
Gdy namiętności prawdę nam zakryją:
Niech więc wasz umysł, do posądzeń skory,
Zechce rozważyć...
KIEJSTUT
porywczo
Milcz, ty zdradna żmijo,
Przez którą został dom książęcy splamion,
I tron, i łoże, i cześć rodu święta!
Tyż to śmiesz jeszcze skakać mi do ramion?
Kryj się z podłością, którą pierś twą wzdęta,
I pchaj Jagiełłę, aż do zbrodni ciemnej,
Ale się nie waż szczekać, psie nikczemny!
MARIA
przystępując do Kiejstuta
Stryju, ty męża nie hańb mi przed światem,
Bo jak drapieżny ptak do oczu stanę!
Masz nas w swym ręku: możesz być nam katem,
Lecz nie znieważaj!
KIEJSTUT
Twe serce pijane
Szaleństwem zmysłów, żądzą szpetną, niską.
Wstyd swój zawlekło na brudne śmiecisko
I czystą miłość stargało rodzinną,
Aby pragnienia ugasić nieskromne:
Znoś więc dziś hańbę, której jesteś winną.
MARIA
z pogróżką
Stryju, te słowa kiedyś ci przypomnę.
KIEJSTUT
Dość próżnych sporów, zwracając się do Butryma
Butrymie, weź straże!
wskazując na Wojdyłłę, Jagiełłę i Marię,
Odprowadź więźniów: niech ich strzegą pilnie.
Pewnie niedługo Witold się ukaże
I wszyscy moi zbiorą się we Wilnie:
Więc gdy książęca przybędzie rodzina,
Będziem cię sądzić, Jagiełło... ciszej jak syna.
Butrym wychodzi ze zbrojnym orszakiem, zabierają Wojdyłłę, Jagiełłę i Marię, oddalając się przez drzwi w głębi.