SCENA VI

Jagiełło, Kiejstut i Witold.

JAGIEŁŁO

wprowadzając Kiejstuta

Szlachetny stryju, wszedłeś znów w te progi

Jako zwycięzca, co w niewolę bierze

Zdobyte serca. Cały lud pod nogi

Rzucał ci kwiaty i witał tak szczerze,

Z taką radością i z takim zapałem...

z lekkim odcieniem niezadowolenia

Że nawet o mnie zapomniał w tej chwili.

KIEJSTUT

Ty mi współczucia, którego doznałem,

Nie żałuj! — jeśli lud ten głowę chyli,

To nie przede mną, co znaczę tak mało,

Nie przed sztandarem, niegdyś może świetnym,

Lecz przed nieszczęściem, które zamieszkało

We mnie. Więc nie wiń tych, którzy w szlachetnym

Popędzie uczcić umieją niedolę,

Widząc majestat cierpienia na czole.

JAGIEŁŁO

Któż by ich winił, gdy właśnie mej chęci

Czynili zadość, niosąc hołd powinny?

Wszak tacy goście muszą być przyjęci

U mnie najszczerzej?

WITOLD

z goryczą

Jesteś zbyt gościnny!

Jednak wolałbym nie zaznać twej łaski.

KIEJSTUT

Witoldzie, przestań! Po co dziś, zgryźliwe

Rzucając słowa, odnawiać niesnaski

I krzywdzić chęci Jagiełły życzliwe?

Pókiśmy stali naprzeciw z orężem,

Mogliśmy jeszcze sprzeczne mieć zamysły,

Lecz gdyśmy rzekli: zgodę zaprzysiężem,

To niech serc związek utrwali się ścisły,

Niech naszej zgody żaden cień nie zaćmi.

zwracając się do Jagiełły i Witolda

Byliście dawniej, bądźcie znowu braćmi!

JAGIEŁŁO

Z mej strony chęci ku temu najlepsze.

WITOLD

Łatwo się wtedy bawić w wielkoduszność,

Kiedy los dumne zachcenia podeprze;

Lecz kto za sobą miał męstwo i słuszność,

A tylko szczęście w końcu go zawiodło,

Temu niełatwo zgiąć się pod to godło

Braterstwa, co mu zwycięzca nałoży —

Bo w nim przegląda coś na kształt obroży.

KIEJSTUT

Synu, przez ciebie mówi próżna pycha,

Która dość nieszczęść przysparza tej ziemi.

Na waśni nasze wróg przebiegły czyha,

Umie korzystać i tuczyć się niemi.

My dziś winniśmy dać przykład ze siebie,

Że nam o Litwę chodzi, nie o władzę,

I wszystkie siły połączyć w potrzebie,

Aby się oprzeć najeźdźców przewadze;

Bo ten ojczyźnie usłuży najlepiej,

Który przykładem karność w niej zaszczepi,

Póki sam stałem pierwszy na wyłomie,

Litewski sztandar podnosząc widomie,

To wymagałem od wszystkich najściślej,

By się poddali mej wodzy i myśli:

Więc kiedy teraz wam ustąpić z pola,

A bogi władzę w jego ręce kładą,

Niechaj we wszystkim rządzi jego wola,

Gdyż każdy opór jest ojczyzny zdradą.

JAGIEŁŁO

z uszanowaniem

Stryju, ty zawsze będziesz Litwy głową

Przy mnie i ze mną.

KIEJSTUT

z rezygnacją

Praca ma skończona

Trzeba zejść z drogi przed epoką nową,

Kiedy świat dawny w moich oczach kona;

Trzeba wam miejsca ustąpić, o, młodzi!

Co macie świeże chorągwie i bronie.

Rycerska przeszłość do grobu już schodzi

I Znicz rodzinny coraz słabiej płonie,

A w serce puszczy litewskiej — bez trwogi

I tak dość długo, dziedzic ojców wiary

I narodowej myśli spadkobierca,

Chciałem utrzymać nasz porządek stary,

Nie szczędząc trudów, krwi mej, ani serca;

Lecz nie umiałem wśród ciągłych zapasów

Skutecznie walczyć z duchem nowych czasów —

I przed Krzyżakiem po dawnym zwyczaju

Umiałem tylko mieczem bronić kraju.

Trzeba więc miejsca ustąpić wam, dzieci.

Co macie świeże oręże i hasła...

Niech wasza gwiazda na niebie zaświeci,

Gdy moja teraz w ciemnościach zagasła.

WITOLD

Te nie zaświecą: wraz z twoją ściemniały

Gwiazdy tej ziemi; wraz z tobą ubywa

Duch opiekuńczy, co ją wiódł do chwały!

I pozostanie teraz, nieszczęśliwa,

Łupem dla wrogów...

KIEJSTUT

surowo

Synu! ty się nie waż

Wątpić tak przy mnie o przyszłości naszej,

Bo tylko ojca starego rozgniewasz.

Dlaczego przyszłość ojczyzny cię straszy?

Wszak los narodów nie jest przywiązany

Do usiłowań pojedynczych ludzi:

Wyższa moc wszystkim kieruje bez zmiany,

I ta w potrzebie bohaterów zbudzi.

Trudno nam sądzić, gdy padamy sami,

O tym, co tryumf lub zgubę stanowi;

Myślim, że wszystko przepada wraz z nami

I złorzeczymy smutnemu losowi:

A często właśnie to, co mienim klęską,

Patrząc na naszych nadziei zwalisko,

Utrwala dolę ojczyzny zwycięską —

I grób nasz będzie przyszłości kołyską.

Przez drzwi wgłębi w chodzi Aldona, zbliżając się z nieśmiałością do Kiejstuta.