SCENA XII
Kiejstut, Biruta, Aldona, Witold, przy końcu Butrym.
KIEJSTUT
we drzwiach
W sam czas przybywacie
Po ukończonym turnieju na gody.
Chcę się rozchmurzyć w wileńskiej komnacie,
Przypomnieć czasy, kiedym to był młody
I do Biruty, wówczas pełnej krasy,
Wdzięczył się, świeżą zabrawszy znajomość.
Siwa gołąbko, pamiętasz te czasy
Zaprawne miodem?...
BIRUTA
E, wstydź się jegomość
Wspominać o tym przy dzieciach.
KIEJSTUT
Cóż szkodzi?
Wszakże to prawdą, że byliśmy młodzi
I że ta młodość swój odblask różowy
Na pochylone rzucała nam głowy!
Wszak żeśmy byli miłością słoneczni,
Pełni tej barwy, co jest w świeżych kwiatach...
I dziś się jeszcze człowiek rozserdeczni,
Gdy wspomni sobie o minionych latach.
zwracając się do Biruty
Wszak dobrze z sobą było nam, pieszczotko?
BIRUTA
Trzpiotasz się, stary!
KIEJSTUT
Dobrze gdy my, starzy,
Możem odgrzebać jaką chwilę słodką:
Taki dzień drugi nieprędko się zdarzy,
zwraca się do Witolda
Lecz ty, Witoldzie, masz coś chmurną postać.
WITOLD
Ojcze... Jagiełło...
KIEJSTUT
Nie ma nic strasznego,
Że musi chwilę pod kluczem pozostać,
Ale ty więcej troszczysz się o niego,
Niżeli o mnie...
WITOLD
On dziś pokrzywdzony.
KIEJSTUT
Skrzywdzony? proszę!... Więc, gdy on zdradziecko
Gotów nas nawet Niemcom wydać w szpony,
To nie ma krzywdy; lecz gdy krnąbrne dziecko
Ja z obowiązku po ojcowsku skarcę —
Własny syn na mnie... — O, biedni my starce!
WITOLD
Ojcze, jam nie chciał dotknąć cię; lecz uważ:
Czy za daleko gniewu nie posuwasz,
Jeśli na własnym chcesz go więzić dworze?
Jagiełło dużo zawinił — rzecz pewna;
Lecz upokorzeń nikt znosić nie może
Z pogodnym sercem, jakby kawał drewna,
Obraza więcej niż skrzywdzenie działa
I budzi mściwość — czuję to po sobie:
Gdyby mnie taka przygoda spotkała,
To bym sam potem nie wiedział, co robię.
KIEJSTUT
W was młodych dziwną teraz butę widno:
Nadzory starych kłują was i ranią,
I z rąk ojcowskich karę przyjąć wstydno;
Ale wam nie wstyd zasługiwać na nią.
łagodniej
Zresztą, Witoldzie, chociaż jestem krewki,
Nie jestem przecie ni zły, ni uparty.
Chciałem, by poznał, że to nie przelewki
Ze mną, lecz całe więzienie — to żarty!...
Chcesz, bym go puścił zaraz?
WITOLD
Jak za bratem
Wstawiam się za nim.
KIEJSTUT
zwracając się do Biruty
Cóż ty stara matko?
Pewno z Witoldem trzymasz?
BIRUTA
Jestem za tem,
By go uwolnić.
KIEJSTUT
Tak wam idzie gładko!
zwracając się do Aldony — żartobliwie
Chyba Aldona poprze to, co robię,
I dalszą nawet surowość zaleci...
ALDONA
W tym razie, ojcze, i ja przeciw tobie.
KIEJSTUT
z żartobliwym oburzeniem
Więc wszyscy na mnie — i żona, i dzieci!
Może i Marię puścić mam z uwięzi?
Nawet Wojdyłłę?
ALDONA
składając ręce
Zrób to, ojcze złoty.
KIEJSTUT
poważnie
Wojdyłło winien wisieć na gałęzi;
Lecz co mam robić z wami? Mnie kłopoty,
A wam szafunek łask przypada w dziale.
Wchodzi Butrym przez drzwi w głębi.
ALDONA
do Kiejstuta
Tyś najłaskawszy, choć nie przyznasz wcale.
KIEJSTUT
spostrzegając Butryma
Jesteś, Butrymie? — a więc więźniów sprowadź
I zaproś także tu krzyżackich gości:
Będziemy wszyscy wesoło ucztować
W imię braterskiej zgody i miłości.
Butrym odchodzi na prawo. — Kiejstut, zwracając się do Witolda, poważnie.
Witoldzie! jednak muszę mieć rękojmię:
Jagiełło teraz wszedł na drogę mylną;
Sądzę, że każdy łatwo krok mój pojmie,
Jeśli zatrzymam dla pewności Wilno.
Z prawej strony wchodzą Kuno, Konrad, Halban.