Ałuszta w nocy

Rzeźwią się wiatry, dzienna wolnieje posucha,

Na barki Czatyrdahu spada lampa światów51,

Rozbija się, rozlewa strumienie szkarłatów

I gaśnie. Błędny pielgrzym ogląda się, słucha:

Już góry poczerniały, w dolinach noc głucha,

Źródła szemrzą jak przez sen na łożu z bławatów,

Powietrze, tchnące wonią, tą muzyką kwiatów,

Mówi do serca głosem, tajemnym dla ucha.

Usypiam pod skrzydłami ciszy i ciemnoty:

Wtem budzą mię rażące meteoru błyski,

Niebo, ziemię i góry oblał potop złoty!

Nocy wschodnia! ty na kształt wschodniéj odaliski52,

Pieszczotami usypiasz, a kiedym snu bliski,

Ty iskrą oka znowu budzisz do pieszczoty.

Czatyrdah53

Mirza

Drżąc muślimin54 całuje stopy twéj opoki,

Maszcie krymskiego statku, wielki Czatyrdahu!

O minarecie świata! o gór padyszachu55!

Ty, nad skały poziomu uciekłszy w obłoki,

Siedzisz sobie pod bramą niebios, jak wysoki

Gabryjel, pilnujący edeńskiego gmachu.

Ciemny las twoim płaszczem, a janczary56 strachu

Twój turban z chmur haftują błyskawic potoki.

Nam czy słońce dopieka, czyli mgła ocienia,

Czy szarańcza plon zetnie, czy giaur pali domy, —

Czartydahu, ty zawsze głuchy, nieruchomy,

Między światem i niebem jak drogman57 stworzenia,

Podesławszy pod nogi ziemie, ludzi, gromy,

Słuchasz tylko, co mówi Bóg do przyrodzenia.