*** (Rafał miał rację)
Rafał miał rację: telefony na Podgórzu są do niczego
i świat się znowu skurczył: jest teraz garstką rodzynek,
z których wybieram najlepsze sztuki. I czy to takie pewne,
że nastąpi coś więcej? Czy to w ogóle możliwe?
Niczego nie może być więcej, niż właśnie jest. Ta chwila,
która mnie się wydaje co najwyżej zapowiedzią
Czegoś, komu innemu starczyć musi za Wszystko.
I być może już żaden telefon nie da się oszukać,
nigdy, tyle że nie chce się wierzyć.
Kraków, 23 marca 1992
*** [— Już pan nie żyje]
— Już pan nie żyje — powiedział. — Już pan nie żyje,
panie Wiedemann. — Czekał na moją reakcję. Przyjąłem to
w milczeniu. — Gdybym ja tu nie siedział, już by się panu
ktoś wpakował w drzwi. I po panu. — Przyznałem mu rację
i sobie pomyślałem, no więc dobrze, nie żyję, trzeba to
wykorzystać najlepiej jak się da, od tej chwili już będę
jak ci anieli w niebie, bez żadnych obciążeń, bez skazy,
nie pozwolę się więcej prowokować światu, świat cały
mając do dyspozycji. Tylko że chore ścięgno wciąż dawało
o sobie znać, a z torby nie znikła chyba niewykorzystana
karta magnetyczna, którą będzie trzeba zanieść gdzieś
na ulicę Librowszczyzna, żeby chamy oddali forsę (o tak,
lepiej żeby nie znikła): nie umarłem sam. I zaraz się wpier-
doliłem na skrzyżowanie przy żółtym świetle. Ale co tam,
dzisiaj mogę umierać bez przerwy, wielka mi rzecz.
Kraków, 12 czerwca 1992