zbyt niska jakość umysłu żeby powiedzieć prawdę

zbyt niska jakość umysłu żeby powiedzieć prawdę3

bezruch, nie ma się o co zaczepić, żaden powiew

nie poruszy tych gałęzi, żadna twarz nie pokaże się

w tych oknach, czasem ptak przeleci ale i tak bezruch,

coś ciężkiego w żołądku i jeszcze to co położyło się

koło mnie w czarnej kurtce skórzanej w czarnych

butach doprawdy nie wiem co z tym zrobić ale nie da się

tak całkiem nic i znowu mnie nie zrozumiecie

ale znów się czuję całkiem zdruzgotany a dokoła

zupełny bezruch żadnej nadziei na zmianę. jeśli

światło to tylko dlatego że ktoś je zapomniał wyłączyć

i niebawem to zrobi. słońce już wzeszło i nie wie

co dalej. śliski pancerz. robactwo które jest we mnie.

buty które wstydzą się śmierdzieć. paznokcie schowane

w jakich ciemnych czeluściach. może i zło ale tak naprawdę

to żadne zło. dość żeby nie móc zasnąć nie dość żeby

powiedzieć coś przezwyciężyć ten ponury nastrój

ale jak długo można tak leżeć (właśnie: leżeć)

i prosić (kogo? co?) o jakiś nagły niesamowity

napływ kłamstwa które przecież nawet w okolicznościach

wiecznych byłoby zupełnie nieprawdopodobne.

Kraków, 22 listopada 1992