SCENA IV
Filc — Jan
Jan wchodzi i na tacy przynosi herbatę, jeden rogalek i dwa kawałeczki cukru.
JAN
stawiając herbatę na biurku
Herbatka dla wielmożnego pana.
FILC
Cóż ty, niedołęgo, na starość ogłupiałeś? Wszak wiesz, że zawsze kawę piję ze śmietanką i kożuszkiem.
JAN
Ha, cóż ja na to poradzę, kiedy pani powiedziała, że od dnia dzisiejszego ci, co kawę pili, dostaną herbatę, a służba — nie wyłączając proszę wielmożnego pana nawet mnie i guwernantki — zamiast herbaty mleko, i to na wpół z wodą rozpuszczone... bawarka2... Wielmożny panie, popatrz się... wskazuje na surdut dawniej zaledwie wlazłem w pańskie rzeczy, a teraz tak leżą na mnie jak stary worek; ja mleka pić nie mogę.
FILC
Ani ja herbaty.
JAN
Aha! Zapomniałem panu powiedzieć: był tu jakiś pan.
FILC
Kto taki?
JAN
Właśnie że tego nie wiem; nie chciał powiedzieć, jak się nazywa, rozpytywał się tylko o pana i...
FILC
I...?
JAN
Kto głową w domu. Ja mu powiedziałem, że to jak czasem.
FILC
Byłeś gap, zostaniesz gapiem.
JAN
Dziękuję. E! To jakaś podejrzana figura, dobrze, że czego nie świsnął.
FILC
A cóż to znów, do kata: jeden wyschnięty rogalek i dwa małe kawałeczki cukru? A! To wściekłość porywa! O, moja luba pani małżonko, dość już tej sekatury!3 wywraca filiżankę, rzuca rogalkiem Wolę pozostać na czczo. Gdybym był lepiej żywiony, dalipan, dostałbym z irytacji apoplektycznego ataku!
Służący zabiera herbatę i wychodzi — wchodzi Agnieszka.