SCENA V
Filc — Agnieszka
AGNIESZKA
Cóż pan tak hałasujesz? Wiesz dobrze, że ja tego nie znoszę, że lubię spokój.
FILC
na stronie
To wyborne, ona lubi spokój! głośno Chcesz mnie pani zagładzić, pogrzebać, zamiast ulubionej mojej kawki, dajesz mi płukankę do ust?
AGNIESZKA
Tylko nie irytuj się pan i nie zakłócaj porządku domowego. Jestem zmuszoną wprowadzać nowe oszczędności, majątku, prawda, nie masz pan, ale za to trzy dorosłe córki.
FILC
Ale kiedy oszczędności twoje zawsze się rozpoczynają od mego żołądka, a zresztą to nie ja, ale pani masz trzy córki.
AGNIESZKA
Znowu dysputa? Wiesz, jak jej nie lubię, skoro jednak weszliśmy na tę drogę otwartości, pozwól, że ci przypomnę, co powiedziałam, gdy nam się urodziła pierwsza córka.
FILC
Co? Proszę, proszę.
AGNIESZKA
Że to do niczego, kłopot niepotrzebny, lecz moje perswazje puszczałeś pan z wiatrem, aż nareszcie urodziła się druga, a wkrótce i trzecia. Zaręczam, że gdyby nie ja, byłbyś pan z cyfrą córek do absurdum doprowadził!... Ale stało się, więc się nie odstanie.
FILC
Zapewne...
AGNIESZKA
Wychowałam je panu jak Bóg przykazał, a pan co ze swej strony zrobiłeś? Czy postarałeś się chociażby o taką bagatelkę jak konkurenci? O! Prawdziwie czuły ojczulek z ciebie, o nic się nie troszczysz, tylko o swój własny żołądek.
FILC
Przede wszystkim muszę powiedzieć, że wyszukanie konkurentów nie jest znów taką bagatelką, jak ci się zdaje, szczególniej gdy nie ma posagu, pomimo to było ich dosyć, lecz któż temu winien, że pani postanowiłaś wydawać córki po kolei; póki najstarsza nie wyjdzie, młodszej nie dasz. Pani myślisz, że to jak z masłem, dopóki stare nie wyjdzie, nie napoczniesz świeżego?...
AGNIESZKA
Konkurenci?... Co za konkurenci?... Jacy? Bardzom ciekawa...
FILC
Naprzód: sędzia powiatowy, mój kolega, z majątkiem, ogólnie poważany.
AGNIESZKA
Sędzia? Kolega pański? Cóż to za partia? We wszystkim podobny do ciebie... safanduła, bez energii, a nawet tak samo zbudowany jak pan. Nie wierzę w przesądy, założyłabym się jednak, że miałby same córki.
FILC
No, pal diabli sędziego, ale cóż miałaś przeciw adiunktowi? Ten już pewnie w twoim guście zbudowany, w każdym razie do mnie niepodobny.
AGNIESZKA
Pi!... adiunkt! Cóż to za posada? Jakaż egzystencja?
FILC
Młody człowiek, mógł awansować.
AGNIESZKA
Awansować... awansować... Pięknie by wyszły moje córki, czekając na ten wasz awans. A ty, czyż starając się o mnie nie upewniałeś mnie i całą moją rodzinę, iż do dwóch lat zostanę apelacyjną konsyliarzową... a dotąd czym jestem? He? Nędzną sędziną; szczęście jeszcze, że cię nie spensjonowano... a i to zawdzięczasz jedynie mojej protekcji.
FILC
Umhu! Od czasu, jak się ożeniłem, wszystko ci zawdzięczam... Zresztą nie zapominaj, moja pani, iż nie miałaś żadnego posagu i że jedynym moim rywalem był jednooki diurnista4 budową śledzia przypominający.
AGNIESZKA
z irytacją
Jednooki, ale miał wzrok doskonały i nie był diurnistą, tylko kancelistą; bardzo proszę nie przekręcać.
FILC
Niech będzie i kancelista; konstatuję tylko, że brakło mu lewego oka, za to na prawe zezował5 kapitalnie.
AGNIESZKA
Dość! Nienawidzę rekryminacji6, tym bardziej, gdy mam panu coś ważnego do powiedzenia.
FILC
A prawda, ja miałem pani także coś powiedzieć... Co to, u diabła?
naciera czoło, przypominając sobie
AGNIESZKA
Z Anzelmem rzecz prawie ukończona. Oświadczył się wczoraj stanowczo Hortensji i tylko mariaż zawisłym7 uczynił od przyzwolenia wuja.
FILC
A cóż będzie z Eufrozyną?
AGNIESZKA
Cóż ma być?
FILC
Przecież starsza...
AGNIESZKA
Cóż to ma do rzeczy?
FILC
Jestem tego samego zdania, utrzymywałaś jednak, że nie wydasz młodszej, dopóki starsza nie będzie mężatką.
AGNIESZKA
Zrobię wyjątek, byle przekonać pana, że nigdy racji nie masz.
FILC
No, kto ją zrozumie, dam mu dukata.
AGNIESZKA
Możesz go sobie schować; tymczasem przygotuj się na przyjazd wuja Anzelma... powiadają, że to ma być dziwak...
FILC
Już ja sobie dam z nim radę.
AGNIESZKA
Kto by go nie znał, mógłby myśleć, że to nie wiedzieć jaki mąż; a to Boże zmiłuj się!... Na troje dzieci nie ma ani jednego syna!