SCENA XIV
Dionizy — Anzelm
DIONIZY
Uściskaj swego wuja, trochę prośbą, trochę groźbą, krótko, oświadczyłem cię, zostałeś przyjęty i sprawa twego przyszłego małżeństwa najpomyślniej zakończona, z taktem i bez naruszenia moich lub cudzych zasad domowych.
ANZELM
Najserdeczniejsze dzięki wujowi, nie wątpiłem nigdy o twej łasce dla mnie.
DIONIZY
Znasz mnie, wiesz przeto, iż niełatwo się decyduję, lecz w tym domu, gdzie rządzą się taktem i zasadami, łatwo mi to przyszło.
ANZELM
Nieprawdaż wujaszku? A jacy to mili ludzie.
DIONIZY
Prawda, prawda, jestem więc z wyboru twego zadowolony, mój siostrzeńcze, a najbardziej, żeś uszanował zasadę...
ANZELM
Jaką zasadę?
DIONIZY
Bardzo naturalnie, skoro nie wybrałeś najładniejszej, ale najstarszą.
ANZELM
zdziwiony
Jak to najstarszą? Wszakżeż Hortensja...
DIONIZY
Eufrozyna!
ANZELM
Przecież wyraźnie mówię: Hortensja...
DIONIZY
A ja najwyraźniej odpowiadam: Eufrozyna.
ANZELM
Starsza?
DIONIZY
Starsza.
ANZELM
Najstarsza?
DIONIZY
Oczywiście najstarsza... i dlatego oświadczyłem cię o jej rękę.
ANZELM
Na miłość boską! Na rany Chrystusa! To straszna konfuzja! Przecież ja chciałem poślubić Hortensję, a nie Eufrozynę!
DIONIZY
To trzeba mnie było, do stu kaduków, wczas uprzedzić, iż od ostatniego twego listu zmieniłeś matrymonialne zamiary. Otóż to zawsze tak z szałaputą14!
ANZELM
do siebie
A to historia! Ależ najwyraźniej wujowi napisałem, wuj chyba tendencyjnie przekręca, to... to... brak taktu prawdziwie!
DIONIZY
zły
Mój panie! Jeszcze nikt w życiu nie posądził mnie o brak taktu, a ty, zuchwalcze, wujowi i opiekunowi odmawiasz go? Na szczęście mam przy sobie dokument, twój własnoręczny list. wyciąga list, ubiera okulary Dom na żółto, dach na czerwono...
ANZELM
Ależ nie o tym mowa! Przyjdzie oszaleć!
DIONIZY
Nie przeszkadzaj! Patrz, stoi jak wół, dom na żółto, dach na czerwono.
ANZELM
Już słyszałem.
DIONIZY
Masz wyraźnie „o starszą”, nawet podkreśliłeś... gdyby nie list, byłby mnie okłamał!
ANZELM
Czegoż to dowodzi, przecież całkiem jasno napisano: gdzie jest starsza, tam musi być i młodsza, a gdzie jest młodsza i starsza, tam może być i najstarsza.
DIONIZY
A może...
ANZELM
Widzi wuj, że może...
DIONIZY
Więc o co ci chodzi właściwie?
ANZELM
O średnią...
DIONIZY
A czemużeś, łbie postrzelony, napisał, że o starszą?
ANZELM
Bo starsza nie jest jeszcze najstarszą, tak jak młodsza nie jest jeszcze najmłodszą.
DIONIZY
O tym wiem, nie potrzebuję twojej nauki, że młodsza nie jest jeszcze najmłodszą.
ANZELM
Na Boga! Jak można było tak się pomylić; gdybym ja coś podobnego wujowi zrobił...
DIONIZY
Zaraz: wujowi zrobił... tak jak gdyby twój wuj do ciebie się udawał, byś go oświadczał.
ANZELM
O, ja nieszczęśliwy...
chodzi prędko
DIONIZY
A dlaczegóż wyraźnie nie napisać „proszę oświadczyć mnie o starszą Hortensję”, po imieniu nazwać, a nie posługiwać się jakąś potrójną rachunkowością?
ANZELM
Czy mogłem przypuszczać?
DIONIZY
Byłem przekonany, iż są tylko dwie, jak się okazała trzecia, sądziłem, że dwie młodsze bliźniaczki.
ANZELM
Argumentów wuja prawdziwie nie pojmuję!
DIONIZY
Mój chłopcze, jesteś na to jeszcze za młody, abyś wszystko zrozumiał; zresztą ojciec panny wyraźnie powiedział mi, iż trzyma się zasady wydawania córek po kolei; wprawdzie matka coś zabełkotała, że w wyjątkowym razie... ale że ja, gdy się mówi o zasadach, nie znam wyjątków, przeto nie zwracałem na to uwagi...
ANZELM
rozpaczliwie
Lecz cóż Hortensja na to?
DIONIZY
Cóż mówić mogła, kiedy nie jej, lecz Eufrozynie oświadczyłem się?
ANZELM
To stare pudło pewnie nie uważało za stosowne wyprowadzić cię z błędu?
DIONIZY
Kiedyż i ojciec milczał — prawda, że był nieobecny...
ANZELM
A matka?
DIONIZY
Matka przyjęła z rezygnacją oświadczyny, nawet łzy widziałem, mniemałem jednak, że to zwykłe rozczulenie, bez którego ceremonia deklaracyjna obejść się nie może.
ANZELM
Wuju! Ja tego ciosu nie przeżyję! Hortensję kocham, Eufrozyny znieść nie mogę!
DIONIZY
Cóż ja na to poradzę?
ANZELM
Przyznaj się po prostu, żeś bąka strzelił, a wszystko da się jeszcze naprawić. Hortensję przebłagam, o Eufrozynę jestem spokojny.
DIONIZY
Siostrzeńcze! Tyle łożyłem na twoje wychowanie, a ty odpłacasz mi się taką niewdzięcznością, chcesz okryć twego opiekuna śmiesznością?
ANZELM
Więc mam może żenić się z Eufrozyną?
DIONIZY
O cóż ci chodzi? Hortensja za lat 10, jeżeli nie gorzej, to tak samo będzie wyglądać, jak obecnie Eufrozyna, nie jestże to wszystko jedno?
ANZELM
Za lat dziesięć? A to wyborne! Nie, sto razy nie! Prędzej w łeb sobie palnę, niż wuja usłucham.
DIONIZY
Pomyśl, że tu idzie także o Eufrozynę, cóż sądzić będzie o mnie? Chyba, że chciałem z niej zadrwić, panna to nie pierwszej młodości, lecz nader miła, serdeczna, otwarta.
ANZELM
Gdyby moją rękę przyjęła, byłaby nikczemną, zresztą jeżeli się tak wujowi Eufrozyna podoba, to niech się wuj sam z nią ożeni.
DIONIZY
Szalona pałko!
ANZELM
Nie widzę innego sposobu dla uratowania honoru i zasad wuja.
DIONIZY
Tak mówisz? do siebie Dionizy, zbierz no twoje zmysły; wszak rozum to twój nieodstępny towarzysz... Zmuszać go, kiedy jej nie kocha, byłoby niegodnie... Jak wybrnąć z tej kabały? Również zadrwić z Eufrozyny, z starego panieństwa, tym bardziej, iż ona milutka, skromna... a co najważniejsza, że całe życie salwowałem siebie, a teraz powiedzą, iż żadnego taktu nie mam... ten zarzut byłby dla mnie strasznym ciosem... nie ma sposobu, nie ma wyjścia, chyba sam się z Eufrozyną ożenię... to taka luba dziewczyna, a że niemłoda, będę asekurowany. Tak, sam się oświadczę — ocalę Anzelma! do Anzelma Anzelmie, proś tu całą rodzinę.
ANZELM
Co wuj zamierza uczynić?
DIONIZY
Polegaj na mnie, twój wuj nie w takich był tarapatach, a zawsze wybrnął.
ANZELM
Jak się ta niekomiczna komedia zakończy?
odchodzi