SCENA VI

Kanikuła, Gertruda, Rozalia, Eufrozyna

Rozalia i Eufrozyna wpadają. Obie ubrane są z pewną komiczną pretensją, lecz bez wielkiej przesady. Rozalia ma pince-nez na nosie, Eufrozyna dużo biżuterii i zegarek złoty, na który ciągle spogląda, otwierając ostentacyjnie koperty złote.

ROZALIA i EUFROZYNA

wpadając

Ach! Wojtuś! Wojtuś! Cóż to za burza!

KANIKUŁA

prowadzi je do kanapy

Drogie siostry! Jakże się cieszę! Cóż się stało?

ROZALIA i EUFROZYNA

Ach, Wojtusiu! Wojtusiu!

GERTRUDA

Ależ uspokójcie się!

EUFROZYNA

Wojtuś! Eteru!!

ROZALIA

Wody kolońskiej!

Kanikuła podaje Eufrozynie pomadę w słoiku, Gertruda Rozalii wodę kolońską.

ROZALIA

nacierając sobie skronie, ręce i całe ubranie nakrapiając

Konie... się...

nakrapiając

spłoszyły...

nakrapia

od... czerwonego... parasola...

KANIKUŁA

A niechże cię!... Znowu ten nieszczęsny parasol!

EUFROZYNA

Co ty mi dałeś? To nie eter, ale topolowa pomada i do tego zepsuta!...

KANIKUŁA

Ach przepraszam!... Gwałtu! Cóż to za dzień dzisiaj! Józefie! Józefie!

Józef wpada

Bałwanie jakiś! Dlaczego nie wyrzuciłeś tego parasola? Masz tu słoik, posmaruj sobie głowę, a potem wyrzuć.

JÓZEF

Dobrze, panie!

KANIKUŁA

Józefie! Herbaty gorącej.

EUFROZYNA

Dla mnie lemoniady!

KANIKUŁA

do Józefa, który za każdym wołaniem wpada

Nie trzeba herbaty! Przynieś lemoniadę!

ROZALIA

Ja piję czekoladę. To uspokaja...

KANIKUŁA

do Józefa

Józefie! Dla panny Eufrozyny... lemoniadę... a dla panny Rozalii... czekoladę!... Tylko nie pomieniaj10!

JÓZEF

odchodząc, na stronie

A to skaranie boże z tymi starymi pannami!

EUFROZYNA

Ach! Jakie grzmoty!

biorąc perfumę

One rozstrajają mi nerwy...

ROZALIA

A ja namiętnie lubię burzę!

EUFROZYNA

Siostra mówisz to tylko jak zwykle dla miłej opozycji. Wszak siostra omal nie zemdlałaś.

ROZALIA

To z powodu błyskawic!

EUFROZYNA

Przecież grzmoty a błyskawice to jedno i to samo.

ROZALIA

Przepraszam! Jeżeli grzmi, to grzmi, a jeżeli łyska, to łyska. Ja wolę grzmoty!

EUFROZYNA

z przekąsem

A ja błyskawice!

ROZALIA

z przekąsem

Zapewne dla miłej opozycji siostra woli, ażeby jej grzmiało?

EUFROZYNA

A siostra dla miłej opozycji woli, ażeby jej błyskało!

KANIKUŁA

Ale o cóż wam idzie? W tej chwili mamy już prześliczną pogodę!

ROZALIA

Doprawdy nie pojmuję, jak można wybrać sobie urodziny w taką burzę.

KANIKUŁA

Ależ to nie moja wina. Ja nie wybrałem tego dnia... to moi rodzice...

EUFROZYNA

I gdyby nie to, że brat skończyłeś dziś lat 50.

ROZALIA

Przepraszam, lat 49.

EUFROZYNA

Przepraszam... bo 50.

KANIKUŁA

Ale 49 czy 50, to na jedno wychodzi. O cóż idzie?

ROZALIA

O zasadę!

EUFROZYNA

O prawdziwość tego, co się mówi.

GERTRUDA

Jedna jak proch, druga jak saletra! Lubią dysputować gorąco.

KANIKUŁA

Ale co też siostruni za pomysł przyszedł do głowy, kupować dla mnie na urodziny wierzchowego konia?

ROZALIA

Radziłam zamiast konia osła kupić. Z osła większy pożytek!

KANIKUŁA

Jak to osła na wierzchowca?

EUFROZYNA

Ten koń przeznaczony do wożenia wody ze źródła, do którego bardzo daleko pieszo... a bratu szkodzi woda gipsowa ze studni. Tak, mój bracie, zdrowie, zdrowie to najważniejsze dla człowieka!

KANIKUŁA

Otóż macie, a ja sądziłem, że to wierzchowiec okropnie bystry, tak tęgo wygląda...

na stronie

...a to woziwoda! Zbłaźniłem się i gdyby nie Dionizy byłbym jeszcze chrymnął z tej szkapy.

ROZALIA

Ale gdzież Zosia? Kochana Zosia?

EUFROZYNA

Wspólne nasze dziecko.

GERTRUDA

Zosiu! Zosiu!

wchodzi Zosia