IV
Nestorowy kanon bóstw Włodzimierzowych nie wymienia Swarożyca, lecz Dażboga, o którym glosa ruska u Malali twierdzi, że był synem Swarogowym, Swarożycem. Co sądzić o tym bóstwie, którego imię u Luciców-Ratarów Thietmar i Bruno na początku XI wieku zapisali, upatrując w nim najwyższego Ratarów boga? Imię na zachodzie rychło ginie i już w XII wieku żadne źródlo go nie zna. Tożsamość nazwiska bożka odrzańskiego i ruskiego, nadzwyczaj znamienna, upoważnia nas do innych podobnych zestawień i na próżno usiłował Jagić osłabić tę tożsamość, najważniejszy fakt w dziedzinie całej mitologii słowiańskiej, przypuszczeniem, że nazwa nadodrzańska dostała się okrętem do Nowogrodu (!!), a stąd do kronikarzy ruskich. Powtarza najnieszczęśliwszy pomysł Janko: „co zaś w zgodzie z podaniem o starogreckim Hefajście-kowalu przypisywano ruskiemu Swarogowi i synowi jego, słonecznemu bogu Swarożycowi, jest wedle dowcipnego wykładu Jagiciowego czystą kombinacją uczonej Rusi, co sobie chciała wyjaśnić imię boga, przeniesionego do Rusi z krain nadbałtyckich, gdzie słynął jako Swarożyc, pierwotnie sławny przodek a później wojenny bóg słowiańskich Ratarów”.
Ruski Malalas a za nim kronika Hypacka tak o Swarożycu prawią: „Po potopie i rozproszeniu ludów począł panować najpierw Mestrom w Egipcie (czego sama nazwa dowodzi); po nim obwołano Jermija (Hermes), po nim Feosta (Hefajstos), którego to Festa(!) nazwali Egipcjanie bogiem; (za niego spadły kleszcze żelazne z nieba i poczęto broń kuć, zamiast dawniejszych kamieni i kijów; on też nakazał kobietom, żyjącym dotąd całkiem swobodnie, wychodzić za mąż tylko za jednego; która by ten nakaz przekroczyła, te kaźnić kazał. Po śmierci Feostowej, którego i Swarogiem zowią, panował Egipcjanom syn jego Słońce (Helios), którego nazywają Dażbóg. Car Słońce, syn Swarogów, który jest Dażbóg, był silny mąż, nie chciał zakonu Swaroga ojcowskiego wzruszyć... Homer poeta rzekł o nim, jako Dażbog Afrodytę oskarżył... Po śmierci Dażbożej, syna Swarogowego, panował” itd. To samo powtarza Kronika Hypacka pod r. 1114 z powodu bajek, krążących nad Ładogą o spadaniu zwierząt itd. z nieba (więc tak samo owe kleszcze spadły); lecz tekst jej nie bez kilku wtrętów. I tak dodaje już przy pierwszej wzmiance o Feoście: „którego i Sawarogiem zowią (w innym rękopisie: Zwarogiem”; zaś po słowach: (przestępczynię) kaźnić kazał, wstawia kronika ustęp zupełnie skąd inąd: nieznany: „dlatego nazwali go bóg Swarog, ponieważ przedtem kobiety jak bydło żyły (komu chciała, dziecko oddawała), Feost zaś ustanowił, żeby jeden mąż jednę żonę miewał, a kobieta za jednego męża „posagała”, przestępcę zaś aby wrzucać w piec ogniowy. Dlatego nazwali jego Swarogiem i czcili go Egipcjanie”. Dalej jak u Malali, ale kronika Hypacka polega widocznie na jakimś odmiennym tekście. Se ruka, zapisane w drugiej redakcji kazania o chrzcie Włodzimierzowym (zamiast Peruna pierwszej redakcji) odczytywano również jako Swarog, co tak samo odrzucamy, jak jednę nordyjską odmiankę imienia Świętowitego, którą również z Swarożycem łączono.
Gdzie i kiedy wtrącono te glosy ruskie? Krek przypisywał je pierwotnemu Maleli tłumaczowi, Bułgarowi X wieku, czemu się, jak to wyżej wywiedliśmy, sprzeciwia cały typ literatury bułgarskiej, unikającej gorzej ognia w swej grecko-cerkiewnej wyłączności wszelkich wzmianek o tureckim czy o słowiańskim pogaństwie na bułgarskiej ziemicy. Te glosy wpisała ręka ruska w ciągu XI wieku. Mówią one o Kowalu Swarogu i o Słońcu synu Swarogwym; Swarożyca wymieniają późniejsze źródła, np. Słowo Christolubca: „i ogniu modlą się, zowiąc go Swarożycem” i: „którzy modlą się ogniu pod owinem”; Kazanie Jana Złotoustego; „a inni w Swarożyca wierzą i w Artemidę, którym głupi modlą się i koguty im rżną; o ubogie kurczęta, jakie (nie świętym ani wiernym lecz) bałwanom rżną i to (blutiwsze, serbskie bljutiti, nasze wybluknąć = wyzionąć, u Cichockiego przeciw Arianom) sami jedzą a inni je w wodzie topią... A drudzy ogniu (więc tu Swarożyca od ognia odłączono!) i kamieniom i rzekom i źródłom i bereginiom i we drwa, nie tylko przedtem w pogaństwie, ale i teraz”.
Wobec źródeł nie myślimy rozbierać choćby możliwości pytania, czy Ruś Swarożyca od Ratarów sobie zapożyczyła, bo nawet cienia jakiejś tego fatalnego pomysłu możliwości czy prawdopodobieństwa nie przypuszczamy, i z tym przesadnym sceptycyzmem dalej się nie liczymy. Skąd jednak różnica między przekazem kronik, co syna Swarogowego — Swarożyca słońcem nazywają, a przekazem obu Kazań, co Swarożycem ogień nazywają (trzecie kazanie Swarożyca i ogień rozróżnia wyraźnie)? Ależ ta różnica może wcale nie tak zasadnicza. Bo kazania nie prawią gołosłownie, że wszelki ogień Ruś Swarożycem zowie, chyba ogień pod owinem, co ma dopełnić tego, czego słońce nie dokonało, to jest — wysuszyć zwiezione zboże; żeby zaś np. i o ogniska domowego ogień jako Swarożyca nazywano, tego kazania nie prawią; słońce-Swarożyca wzywa się, aby przy suszeniu zboża przez ogień pomagało, to jest od pożaru strzegło. Takim pomysłem można by jakoś sprzeczność usunąć; u Słowian nadodrzańskich Swarożyc, jako bóg ich najwyższy, nie ogniem, lecz słońcem chyba i niebem władał. U owina w stodole mogły praktyki pogańskie to jest zabobonne łatwiej ocaleć.
Jakaż etymologia Swaroga? Nie zważając wcale na Swarożyca odrzańskiego, domagającego się przecież najbaczniejszego właśnie uwzględnienia, chciał Jagić to imię wyłącznie z przekazu kroniki ruskiej jakby jej wymysł wytłumaczyć; wywiódł je więc od zwarzenia skupienia (stadła małżeńskiego), Swarog — niby zwarszczyk, przeciw czemu słusznie Krek się oświadczył, gdyż nieprawdopodobne to dla ruskiego Swaroga, a jeszcze mniej dla Swarożyca odrzańskiego. W Zbiorniku Jagiciowym (1908 r.) umieścił Korsz rozprawkę Obcojęzykowy początek słów cerkiewnych [inogъ: = γρυφ, črьatogъ: i Svarogъ (str. 254–261); usunąwszy powoływanie się Jagicia na nowogrodzką swarbę, skoro to narzeczowa, późna odmianka swaćby i mniemanie Maretica, wywodzącego „sztuczne imię od swarzenia to jest kaźnienia kobiet (!), wraca do zdania Busłajewa a za nim i Kreka, że jest to indyjskie svargas niebo; ależ to nierównie gorszy wywód niż rzeczowe utożsamianie Swaroga z Uranos-Varuna. Wedle Kreka (str. 378–382) „czcili Słowianie jako Deus deorum, któremu poddani byli inni bogowie (jak ludzie w zadrudze swemu „staroście”), twórcę nieba i ziemi, światła i burzy Swaroga, które imię do pierwiastka svar-, sur-, sprowadzić można; indyj. svar znaczy słońce, blask jego, jasne niebo, por. czeskie zvor: zodiacus (ależ zvor: zodiacus, w Mater Verborum, dopiero Hanka zmyślił; czeski zaś svor jest naszym sworem, sworą, to jest sъ+ver i nic a nic ani z Swarogiem, ani z indyj. svar nie ma wspólnego, znaczy tylko „Schliesse, Fuge”); przyrostkiem -ga powstaje swargá niebo (pobyt bogów i duchów), Odpowiadające zupełnie naszemu Svar-o-gъ; jest więc Svarogъ niebem, w którym Perun włada; Svarogъ jest niby tylko inne tegoż imię, inne wyrażenie, gdyż najwyższy bóg szczególnie jako gromowładca Perunem się zowie. Inni tłumaczą Svarogъ jako. swar+ogъ, porównywając: inogъ, črъtogъ, ostrogъ; jeszcze inni uważają za przyrostek samo -ъ, a svarog — jest wedle nich (niemożliwym) pełnogłosem z swargь; Fortunatow Bezzenberger Beiträge III, porównał dlatego greckie σελαγεω z σελγ-, pirogь z spirg-, tvarogь-Quark”. W przypisku jednak przyznał Krek sam, że się samogłoski w svarga i Svarogъ wcale nie zgadzają (nie zgadzają się i spółgłoski, bo to svar- pojawia się w językach europejskich stale z l, ’słońce’ tu przecież należy), że więc to zestawienie pozostaje arcywątpliwym i z nim liczyć się można tylko, jeśli słowo sięga przedsłowiańskich czasów (jakby to co pomagało!) i jeśli nie ma pożyczki.
Wedle Korsza Swaroga nie wymyślił mędrkujący latopis ruski, był on istotnie bóstwem słowiańskim, pokrewnym indyjskiemu Svargas. Skoro jednak imię jego w prawidłowej postaci svorog albo svrag nie zjawia się, nie pozostaje nic innego niż uważać je za pożyczkę, nie wprost od Irańczyków, lecz od jakiegoś innego szczepu aryjskiego, może od tego, co i Finom słów z s zamiast irańskiego h udzielił. Ale Korsz Słowianom stale odbiera nazwy bóstw, bydła itd., wszystkie jakimś Irańcom, Litwinom itd. przypisuje, czego zbijać nie trzeba; on nawet dla inoga ptaka (widocznie od in jeden, urobionego, por. inoka: czerńca; czeskie noh, gryf bez i nagłosowego) arabską nazwę gryfa, anga, jako źródło zmyślił i jedyne niemal małoruskie muroh- murawa, za istotny wytwór z przyrostkiem -gъ uznał. Ale i to bajka. Przyrostek z elementem g albo ż (pominąwszy urobienia pierwotne jak sługa, struga itp.) a z rozmaitymi poprzedzającymi samogłoskami: -eg, o wiele częściej -eż, kradzież, lubież, cierpież, trzymież; -og; -ąg; -ięg= lit. -ingas; -yga, łodyga, kryga; -ug, pleciuga, wijuga; -ig, kъnigy, veriga itd., urabia od pni nominalnych i verbalnych rzeczowniki dla oznaczania ludzi lub rzeczy, czynnych w znaczeniu pnia lub wyposażonych odnośnymi właściwościami, np. ostrog (to jest ostrokół), ostroga i ostręga, mitr-ęga; pstrąg; barłog (we wszystkich trzech rodzajach: barłoga ruskie i barłogo staropolskie, por. również trójrodzajowe dyszel, dyszla i ruskie dyszło!) od barła; pirog od piru — uczty; inog, gryf = odyniec, nie gnieżdżący się stadem, od in = jeden; batog (ani z tureckiego badak gałąź, ani z włoskiego batacchio batocchio) od bata (co znowu nie z battre pożyczono od jakichś Romanów!); niezliczone ruskie -iaga, a nasze -ięga, włóczęga = brodiaga, wiciądz = vitez, ciemięga, skriaga; łodyga, krъkyga, skvałyga: ryczag, sapog nieznanego mi początku; twaróg od twarzy jak formaticus fromage od forma; črьtog mieszkanie od črtъaa namiot41 itd. Tak samo na koniec od swaru nazwano kowala swarogiem, swarzącego się z ogniem? Nie kowala ziemskiego, zwykłego (ten nosił już miana prastare, jeszcze z czasów litwosłowianskiej jednoty, vъtrь i krъčij; wtóra nazwa powtarza się i w krъčagъ korczak i w krъčoma karczma; obie nazwy później zastąpiono pospolitymi nowourobieniami kowal, kowacz, kowarz, kuźniec itd.), lecz kowala niebieskiego, Hefajsta, gdyż niebianom niezwykłe, niecodzienne przynależą nazwy. I tu tkwi najciekawszy i najważniejszy mit słowiański, ba, jak niżej zobaczymy, mit litwosłowiański, co dotąd uchodziło uwagi mitologów, rojących ni w pięć ni w dziewięć zamiast badać fakty. Bo że Swarog to Hefajst, tego nie wydumał chyba z powodu genealogii greckiej Heliosa glosator ruski; to było faktem chyba znanym. Mit słowiański splótł z kowalem niebieskim słońce i ogień (ale nie ogień ogniska domowego!); o ogniu zrozumieć łatwo; dlaczego i słońce, o tym zob. niż.; to splecenie wyraził przydomkami, jakimi obdarzył boga słońca i ognia, zowiąc go Swarożycem i synem Swarogowym.
Ustaliwszy Swarożyca jako kamień węgielny, o który oparła się cała budowa mitologii słowiańskiej, zapytujemy, czy poza Odrą i Dnieprem nie odnajdziemy wyraźnych śladów jego, choćby w nazwach miejscowych?
Zwracano u nas dotąd za mało uwagi na imiona miejscowe dla badań mitologicznych; poszukiwano jedynego Peruna, a pomijano ważniejsze. Za granicą, chociaż tam mają nierównie obfitsze źródła mitologiczne niż są ubożuchne nasze, dawniej o tym pomyślano; por.: najświeższe dzieło szwedzkie: Magnus Olsen, hedenske kultminder i nordiske stedsuavne (przeżytki kultu pogańskiego w nordyjskich mianach miejscowych), tom I (dotąd jedyny), Kristiania 1915, o kulcie bożków w Upplönd na podstawie wielkiego imion zbioru O. Ryghsa Norske gaardnavn. Olsen dowodzi, że kult bożków w przyrodzie (wedle nazw miejscowych złożonych z -vangr, -akkr, -vin) jest starszy niż kult świątyniowy (złożenia z -hof) i wykrywa nawet osobliwszego bożka, nieznanego tradycji pisemnej wcale, Ullr czy Ullin (głównego bożka obfitości, pokoju, zwycięstwa); obok niego występują boginie Disir; później dopiero wypiera młodszy Thorr owego starszego bożka. Czy wszystkie wywody Olsena wytrzymają krytykę mniejsza o to, por. „Literarisches Zentralblatt” z 27 stycznia 1917 r.; zwracamy uwagę na sam fakt, ważny szczególnie u nas, wobec braku dawnych a wiarogodnych źródeł innych dla mitologii.
Najciekawsza z nazw mitologicznych to przytaczana od dawna, do dziś istniejąca Swarożyn (od femin. Swaroga), między Starogardem a Tczewem; r. 1205 sprzedali Jan i Henryk dicti Swadaiawiz (Swadajewicy) de villa que Swarozina dicitur, klasztorowi oliwskiemu działek pod młyn wodny; w trzynastym wieku zjawia się obok tej formy inna: Swariszewo, ale nie utrzymała się, Swarożyn(o) zwyciężyło (X. St. Kujot, Dzieje Prus Królewskich, 1913, I. str. 211). Oboczność tych form dozwala nam zaliczać do nich i Swarzykowo i Swarzyszew i Swarzędz42, dalej Swaroczin (Starodawne prawa polskiego pomniki VIII, 1888, nr. 10609); Miklosich przy tym oba słowa, Swaroga i swar, rozłączył, Swaroga odniósł do pierwiastka sur ze stopniowaniem jak w kwas od kus, ależ Słowianin własne imiona osób, jak bogów, tylko ze zrozumiałych wywodził wyrazów, nie z „pierwiastków”.
Miano Swarożyca dla słońca czy ognia naturalnie nie było pierwotnym, było tylko przydomkiem, ależ właśnie przydomki nowsze nieraz (a może raczej stale) wypierają z czasem pierwotną nazwę główną; widzimy to np na Trzygłowie. Nie jest przecież możliwym, żeby bóg się pierwotnie „Trzygłowem” nazywał; jest to oczywiście ten sam Dadźbóg, widzący wszystko na ziemi, niebie i w podziemiu (wedle mylnego objaśnienia żerców pogańskich), ze złotawą przepaską na oczach, aby grzechy ludzkie przeoczał (!), nazwany od posągu swego Trzygłowem. Ten sam Daćbóg w Arkonie nazywał się Świętowitem, był przecież dawcą urodzajów, któremu na cześć obchodzono najwalniejsze Święto doroczne po żniwach, niby bohacz białoruski, czczony tej samej porze.
Wszelkie próby innego objaśnienia Trzygłowa szczecińskiego czy czterogłowego Świętowita arkońskiego są daremne; Świętowit nie był przenigdy osobliwszym bożkiem Słowiańskim czy powietrza, czy wieszczby, czy czegokolwiek innego. Również mylnie prawi Janko (str. 220): „boskie postaci nadbałtyckie z Świętowitem „mocnym zwycięzcą” na czele są z drobnymi wyjątkami tak wyłącznie „połabskie”, urosłe z pamiątki o sławnych bojownikach i zwycięzcach szczepowych, jednym słowem ze czczenia przodków rodowych i plemiennych, że nie można ich umieszczać w niebie pierwotnym”. Zaprotestował najsłuszniej i Niederle przeciw takiemu rozszerzaniu kultu przodków plemiennych; zbija je sam fakt panowania Świętowita nad całym Olimpem rugijskim, co się powtarza u Swarożyca ratarskiego43, którego samo nazwisko ze wszelkich plemiennych rodowodów wyłącza, albo u Trzygłowa, również niemożliwego jako ubóstwiony przodek. Swarożyc, Świętowit, Trzygłów, Jarowit hawelskich Słowian i pomorskich (w Wolegoszczu), toż to cztery różne nazwy tego samego bóstwa. Indywidualizm słowiański, porzucający stale co wspólne, sadzący się na coś własnego, osobliwszego, i w kulcie zwyciężał. Jakżeż inaczej wytłumaczyć, że o miedzę sąsiadujące plemionka, każde innego zupełnie, niby całkiem odmiennego boga na czoło Olimpu wystawiały? Jeden i ten sam był to bóg, chociaż nazwy różne; też same jego atrybuty, znaczenie, powaga; od drobnego szczegółu od przydomków: „Swarożyc Trzygłowy”, „Dadźbog Swarożyc” i inne urosły pozornie nowe bóstwa odmienne.
Zgoda ruskiego Dadźboga-Swarożyca ze Swarożycem ratarskim pozostaje więc najważniejszym i najciekawszym faktem, jaki z całej mitologii słowiańskiej przekazano; dozwala bowiem daleko sięgających wniosków. Wiara więc Słowian różnych zgadzała się tak jak język i tryb życia, to znaczy bardzo dokładnie i nic nie przeszkadza nam przenosić bogów od jednego szczepu do drugiego, skoro najmniejsze po temu okażą się poszlaki. Więc śmiało stawiamy Dadźboga-Swarożyca to jest słońce w sam środek czy na samo czoło pogaństwa; imię jego jedno powtarza się u polskich Daćbogów (jeszcze w XVII wieku znane np. u Czarnkowskich — a może nawet jako Dabog (zły duch, w przeciwstawieniu do Boga chrześcijańskiego) w serbskim podaniu ludowym, acz widocznie manichejstwem to jest dualizmem bogomilskim zabarwionym; drugie imię Swarożyc powtarza się na Rusi i u Ratarów. Jest więc słońce-Dadźbóg głównym bóstwem słowiańskim, odczepionym już od samej Przyrody, nie prostym tej przyrody uosobieniem; dowodzi, ie Słowianie podnieśli się wyżej po szczeblach rozwoju wierzeniowego, że nie czcili samej ziemi, wody, ognia, gromu (Pioruna!), słońca, miesiąca. Janko chciał pożyczkę: luna, uznać jako mitologiczna nazwę miesiąca44 — żony słonecznej, ależ przenigdy Słowianie nie upatrywali w miesiącu-księżycu żadnej istoty żeńskiej; podobnie jak i Litwini; nazwy księżyca są zawsze u nich wszystkich męskie.
Wobec centralnego znaczenia Dadźboga słówko o samej nazwie. W poprzedniej rozprawce domyślaliśmy się, że „bóg” oznaczał pierwotnie bogactwo, nie boga; że dopiero ze złożenia Dadźbóg uogólniono drugą tegoż część w nowym boga znaczeniu, innymi słowami, że zgodność ze staroperskim baga jest przypadkowa, chociaż zgadzają się oba wyrazy w obu znaczeniach, że więc i o jakichkolwiek wpływach czy pożyczkach irańsko-scytyjskich ani mowy być nie może. Janko również usuwa myśl o pożyczce, którą Berneker za Hehnem (ten zdaje mi się zmyślił pierwszy tę bajkę) jeszcze powtórzył: das Zusammentreffen der slav. und der arischen Wörter in „Gott” läszt vermuten, dasz die Slaven das Wort von den iranischen Scythen übernommen haben45”. Tłumaczy jednak Janko (str. 236) słowo inaczej; ono oznacza mu bóstwo losu i przeznaczenia: „bóg, pierwotnie „udział”, z czasem w znaczeniu całkiem materialnym „obfitość, błogosławienie”, jak w Dadźbóg, bogaty, ubogi; ale pierwotne znaczenie... objawiało się niegdyś widocznie i w uosobionym i ubóstwionym bóg tj. udzielca, darca przeznaczenia. Stąd zaś do pojęcia: darca bogactw i wszego, to jest do pojęcia o przemożnej istocie boskiej, zwłaszcza chrześcijańskiej, jest czasowo znacznym, pojęciowo drobnym krokiem”. Mój wykład zaleca się jednolitością; bóg był wedle niego tylko „bogactwem”, tylko pierwotnie, to jest jeszcze w prarodzinie aryjskiej „udziałem”; toż samo oznaczał i w złożeniu: Dadźbóg i z tego złożenia dopiero urósł bóg-deus — nie dziw, skoro sam Dadźbóg czoło bogów słowiańskich stanowił; od złożeń dla krótkości, odrzuca się stale drugi człon (por. ruskie under — Unteroffizier, szpyn — Spielmann, Pitier = Petersburg, Szlusen = Schlusselburg, Iżora = Ingermanland i inne), ależ to było w tym razie wykluczone i usamoistnił się człon drugi.
Obok jedynie uprawnionego rozumienia nazwy Daćboga istnieją i inne, całkiem dowolne, np. taki Makuszewa o deszczu w pierwszej części złożenia; uporczywiej utrzymał się wywód od ind. dah naszego deg- (żegą zamiast *degą) palić, co by znaczeniem słońcu raczej w strefie gorącej niż w naszej chłodnej odpowiadało. Dawny to wywód ruskich badaczy; wrócili doń, ile widzę z uwagi u Niederlego str. 111, A. Pogodin i Korsz (same ich rozprawy nie są mi przystępne); Pogodin wychodzi od *dażeboga i upatrywa w pierwszej części słowo pokrewne niemieckiemu Tag, pruskiemu dagas (lato); prasłowiańskie *dog; oznaczało więc dzień, lato, żar. Ależ po takim słowie nie ma u Słowian śladu, pominąwszy że byśmy doże- raczej niż daże- oczekiwali; wszelkie Daćboga postaci wskatują na imperativ od odać i wobec ogólnej zasady, że Słowianin bogów swoich zrozumiałymi wzywał imionami (a tak samo było i u wszelkich innych Aryjczyków i dlatego to nie ma między nimi żadnej niemal zgody co do nazw boskich, jak i co do osobowych jej nie ma, oprócz samej zasady ogólnej), nie zawahamy się odrzucić wywód, kłócący się ze brzmieniem, jak i z sensem.
Dadźboga wspomina dwukrotnie i Słowo Igorowe: raz ubolewa, że na Rusi za Olega Gorzysławica (imię zmyślone przez autora, istniało w Polsce) siało się i rosło walkami wewnętrznymi, ginęło życie „Dadźbożego wnuka”, a na drugim miejscu: „gdy niewesoła chwila nastała i step (połowiecki) siłę (ruską) przykrył, powstała klęska (obida) w siłach „Dadźbożego wnuka”; Dadźboży wnuk w obu razach Ruś oznacza. „Wnuk Dadźboży, to imię zbiorowe, nomen gentis, Czernihowa albo Rusi czernihowskiej... Nie wiemy, jakim znakomitym mężem czy panującym czy protoplastą całego szczepu przedstawiano sobie Dadźboga, ależ tu mowa o tej części Rusi, którą władali Olegowicze i nie mógł autor Dadźboga ku miejscu lub do szczepu odnosić, gdzie by go istotnie nie czczono. Więc wzmianka Słowa o Dadźbogu potwierdza nasze przypuszczenie, że Włodzimierz włączył do swego Panteonu Dadźboga, ponieważ był on bogiem jednego z podwładnych Włodzimierzowi szczepów słowianoruskich” (Aniczkow str. 338–340). Popada więc Aniczkow w ten sam błąd, co Janko w parę lat przed nim a greccy (za nimi i słowiańscy) duchowni przed z górą lat tysiącem, grzesząc zarówno najpłytszym euhemeryzmem. Dla Malali, a za nim dla kronikarzy ruskich, byli Hefajst, Helios itd. carami egipskimi, ubóstwionymi przez nierozumnych, zwiedzionych przez czarta poddanych; podobnie upatrywa Janko w bożkach odrzańskich i rugijskich bohaterów plemiennych, przodków ubóstwionych, a Aniczkow w ruskich Daćbogu, Stribogu i innych. Najmylniej, bo prawić o wnuku Daćbożym zamiast o Rusi odpowiada manierze Słowa Igorowego. Przecież zaznaczyło ono wyraźnie u samego wstępu, że zamiarem jego jest „naczati starymi słowesy trudnych powiestij o połku Igorewie”; do takich starych słowes należą właśnie wzmianki o Bojanie (zaczynające się natychmiast), o Włodzimierzu W.; dalej wszelkie przenośnie (o sokole spuszczającym się na stado łabędzie to jest palec i struny gęślowe) i wymysły (o Olegu Gorzesławicu zamiast Jarosławicu) i epitety (dziewy gockie, ziemia czy ścieżka czy wieki Trojanowe) i przesady (np. o chwalcach Igora z Niemiec i Wenecji, z Grecji i Moraw). Autor Słowa Igorowego, mniej poeta prawdziwy niż sadzący się na poezję sztuczną a zimną, znał dobrze i kronikę Nestorową; jej kanon bóstw Włodzimierzowych, wymieniający Daćboga, Striboga, Chorsa, nie przeminął na nim bez śladu; może i Chodzenie Bogurodzicy po mękach nie było mu obcym. Więc sceptyk mógłby podać w wątpliwość całą „mitologię” Słowa Igorowego, jako wyłączne reminiscencje z lektury; wolę upierać się przy jego „starych słowesach” i upatrywać w nich coś więcej niż ślady lektury; wnukiem Daćbożym on Ruś tak samo przezwał, jakby kto Rugijczyków dziećmi Świętowitowymi przezywał; o ograniczeniu Daćboga ku jakiemu plemieniu np. Czernihowskiemu, jako deus gentilis tylko, nie może być i mowy. Że lud ruski o Daćbogu najzupełniej i najrychlej zapomniał, toż samo powtarzało się z Perunem i z innymi bóstwami; dłużej zachowała się pamięć o Swarożycu, dla którego w Słowie miejsca nie było, bo ogień owinowy nie nadaje się do słowa o bohaterach. Ze słońcem i ogniem łączył ten ludek i jakąś cześć południa (chociaż nie myślę z nią wiązać zachodniosłowiańskiej czci południc, co może raczej z daemon meridianus psalmisty niż z wierzeń pogańskich urosła i w XVI w. nawet na Ruś się przedostała, jeżeli nas źródła nie mylą, chociaż bez śladów trwalszych — nie zna ich wcale dzisiejszy folklor ruski), bo oto, co czytamy w „Słowie, jak poganie kłaniali się bałwanom”. Po wzmiance o Nilu, dawcy płodów i wzrostu kłosów, dodają teksty ruskie własne zdanie, w drugiej połowie wszędzie równe, w pierwszej popsute: „ogień czyni sporynię, suszy i dojrzewa (inny tekst: a ogień bóg kiedy schnie żyto [to jest w owinie], wtedy sporynię [ziarno zawiesistsze] tworzy), dlatego przeklęci czczą południe i kłaniają się zwróciwszy na południe”. Trafnie nazwał Aniczkow (słf. 290) tę wstawkę „odsyłaczem i objaśnieniem ruskiej czci ognia” ziemskiego pod owinem; a niebieskiego, co również sporyni kłosom użycza; mylnie jednak wywnioskował, że ten Swarożyc, któremu się pod owinem modlą, to wcale nie bóg jakiś, lecz ogień poświęcony, dlatego nie masz go w panteonie Włodzimierzowym; dlatego pisze go Aniczkow stale a umyślnie małą literą i wnioskuje dalej: skoro wiedziano, że Swarożyc to ogień, dlaczegóż nie miano zmyślić Swaroga króla-kowala? Swarożyc-król-bóg brzmiałożby dziwacznie i potwierdza się ów wywód Jagiciów; „warzyć” nie dziwne u ognia święconego; I słońce więc można nazwać synem tego Swaroga i on sam będzie ustawicielem małżeństwa: ognisko, ogień pod owinem i swaćba zostają w bliskim związku. Całe to rozumowanie obala jednak stanowczo Zuarasic odrzański, którego małą literą nigdy nie napiszemy.
Daćboży wnuk, Stryboży wnuk, Welesów wnuk — oto przydomki, jakimi autor Słowa obdarza ludzi (przenigdy żywioły, por. niż.); nie mówi o synach, lecz o wnukach, bo syn raziłoby chyba nadto w wieku chrześcijańskim i może to on dopiero do tych „starych słowes” wnuków zamiast synów wprowadził. O Perunie nie wspomniał, bo unikał wszelkiego pogaństwa namacalnego, że tak powiem, przyrodniczego; nie ubóstwiał żadnego słońca, wiatru, Donu, więc i dla Peruna miejsca nie miał. Ależ dwukrotne nazwanie Rusi potomstwem Daćbożym znowu dowodzi, jak wysokie miejsce Daćbóg na Olimpie słowiańskim zajmował; chyba dla urozmaicenia tylko raz zamiast o Daćbożym, o Strybożych prawi się wnukach (odmiana w liczbie niekoniecznie pierwotna, może się sama pisarzowi nasunęła z powodu obok stojących — „wiatrów”). Wybór nie nadto stosownego terminu „wnuk” dowodzi chyba właśnie nie- pierwotości, zastępstwa (pierwotnego syna? rodu-plemienia?). Związku genealogicznego nie należy brać dosłownie: bóg opiekujący się plemieniem czy stanem, urzędem pieśniarza) nazwany jego protoplastą, bo związek krwi nad każdym każdym jeszcze gotował. Wszystko to grube anachronizmy, tak jak i oparte o bogu i świętych milczenie ani czasom, ani ludziom nie odpowiada; kładziemy to na karb licentia poetica owego „zamyślenia Bojanowego”, skoro innego wyjścia nie znamy, i na duch epiczny, przeciwny wszelkiej ascezie.
Dotąd fakty, znane i zestawiane dawno; teraz nasze domysły i kombinacje, ale oparte o źródła i od nich całkiem zawisłe. Wychodzę od założenia, że Swarog to nie wymysł kronikarski tylko, nie mędrkowanie (jak Jagić i Aniczkow sądzą), lecz mit istotny, że to kowal boski Hefajst słowiański, całkiem jak Daćbog jest Heliosem słowiańskim. Czy jednak ten Hefajst słowiański nie urobił czego więcej niż kleszczów i broni pierwszej i jarzma małżeńskiego? Odpowiedź na to dadzą wierzenia litewskie. One posłużyły nam do określenia pierwotnego bóstwa litwosłowiańskiego, Perkuna-Peruna; one i o Swarogu-kowalu boskim więcej nam prawią.
W owym odpisie ruskim przekładu bułgarskiego („słowieńskiego”) Malali czytamy ustęp o nieznanym skądinąd „Sowim”, co pogaństwo do Litwy wprowadził; dalej wylicza się bóstwa pogańskie litewskie; ustęp nas dotyczący powtarzamy wedle najlepszego przedruku (Mierzyński, Źródła do mytologii litewskiej I, Warszawa 1892, str. 129): (prinositi żertwu i perkunowi reksze gromu) „i teljaweli... kuzneciu (w odpisie biblioteki wileńskiej: teljaweliks kuznecs) skowawsze jemu sołnce jako swietiti po zemli i wowergsziu jemu na nebo sołnce”. Kuznec (kowal) jest tłumaczenie ruskie wyrazu litewskiego, jak grom dla Perkunasa a suka dla Zweriny i dlatego odmienił Wolter najsłuszniej niezrozumiałego zupełnie Telawela w Kalwela = kowala — wywody Mierzyńskiego, co się przy Teljaweli upierał i w różny go sposób tłumaczył, chybiają celu. I znaczenie mitu Mierzyński źle określił; w ślady Mannhardta wstępując, upatrzył kowala, „który codziennie w swej kuźni to jest w zorzy porannej kuje nowe słońce” (str. 149), i mieszka — wedle „krakowiaka” łotewskiego — tam, gdzie węgle się sypią, to jest gdzie rychło ranem lub wieczorem goreje zorza poranna lub wieczorna, zorza to jego kuźnia” (str. 150), to jest innymi słowami sprowadza mit właściwy do najzwyklejszej przenośni poetyckiej. Na to się nie godzę, bo wiem, że ten kowal i innego cudu dokazał. Opowiadali przecież na początku XV w. kapłani żmudzcy Hieronimowi z Pragi o owym olbrzymim młocie, którym rozbiły znaki zodiaku (sic!) wieżę, gdzie słońce (zimowe) więziono. Pojmuję więc mit dosłownie: Kowal boski ukuł blachę-słońce na ziemi a rozświeconą wrzucił na niebo; gdy mrozy-śniegi więziły słońce, że blade, bezsilne przez ich zapory na ziemię spoglądało, on chyba, nie gwiazdy zodiakowe, młotem (piorunem wiosennym?) przebił zapory i słońce oswobodził; on, chociaż może tylko wykonawca woli Perkuna, może jego narzędzie, staje się, litewski Prometeusz, największym ludzkości dobrodziejem i na ofiary zasłużył rzetelnie.
Mit to więc bardzo prymitywny i raczej Kalewalę fińską niż mity aryjskie o Heliosie przypomina. Ale domysły możemy snuć dalsze. R. 1249 zobowiązali się Prusowie („illi de Pomezania, Warmia et Natangia”) wobec legata papieskiego w Christburgu do zarzucenia różnych praktyk pogańskich, między innymi i tej: „idolo, quod semel in anno collectis frugibus consueverunt confingere et pro deo colere, cui nomen curche imposuerunt de cetero non libabunt46”. Słusznie wytyka Mierzyński w obszernym objaśnieniu (str. 90 i nn.), że idolum nie należy rozumieć jako stałego bałwana, bo Prusowie ani Litwini bałwanów-bożków nie miewali, ale zapatrzony w Mannhardtowe bóstwa wegetacyjne całą rzecz do dożynków sprowadził: „na ukończeniu żniw (collectis frugibus) obchodzili uroczystości dziękczynne na cześć bóstwa wegetacyjnego a w szczególności zboża, które mieszkało wśród kłosistego pola, podczas żęcia cofało się, aż ujęto je w pęku zboża, zżętego na samym ostatku: confingere układać z kłosów Idolum pęk, wiązkę, snopek, który czczą jak bóstwo i nazywają curche... od karti budować, tworzyć, powstaje kurkas: twórca, duch opiekuńczy wegetacyjny zboża”. Na tej to etymologii szwankuje cały pomysł: curche creator należy do bogów, qui iecerunt coelum et terram47, jak w dalszym ciągu czytamy, nie zaś do demonów żytnich i ja całkiem inaczej boga i znaczenie jego tłumaczę. Pruski Kurkus jest słowiański Korčij kowal (Kъrčij, litera w literę odpowiadają sobie oba słowa); Litwini, od dawna lubujący sobie w wyraźnych nazwach swoich bożków, por. ich nazwy jak medine i żverine u Malali i w kronice Wołyńskiej, zastąpiliby niezrozumiałą nazwę nową, Kalwelis; o znaczeniu kowala i jego przemysłu już za litwosłowiańskiej doby dowodzi zgoda w innym kowala nazwaniu: vъtrь=wutris i autre (pruskie, kowal i kuźnia). Że Kurkas nie był żytnim czy zbożowym demonem, lecz bóstwem istotnym, tego dowodzi nie tylko powyższy dokument, mieszczący go obok bogówtwórców, ale chyba i to, że się imię jego w nazwach miejscowych pruskich powtarza (Kurksadel, siedziba Kurkowa; Kurklauken, pole jego — o znaczeniu nazw miejscowych, jako o źródle mitologicznym por. wyż.); fiński Kurko czarodziej, Kurgo, estońskie Kuri nie przypadkiem tę nazwę powtarzają, może od niej pochodzą, jak Perken od Perkuna? Mogli więc Prusowie w bardzo pierwotnym pogaństwie swoim utrzymać się przy czci Kurka-Kowala, co im słońce podarował, a po żniwach czcić go, jak Świętowita na Rugii wzywano, to jest choćby ulepić również wielki (rozmiarów ludzkiej osoby) kołacz, za którym kapłan ludowi widzieć się dawał, życząc na bezrok, żeby go nie widziano, skoro by jeszcze większy kołacz ulepili: tak można wiadomość, podaną w dokumencie r. 1249, najzupełniej zrozumieć, bez udawania się do mitologii „niższej”, jakiej, bądź co bądź, demon wegetacyjny przynależy.
Ofiara też, o jakiej dokument r. 1249 prawi, przypomina ofiary litewskie, składane (wedle Gwagnina i innych) po wszelkich żniwach i zbiorach w końcu października Ziemienikowi, bóstwu za doznane dobrodziejstwa z prośbą o takież na rok następny. Zresztą nie powtarza się na Litwie nazwa bóstwa pruskiego Kurkus nigdzie; Laskowski wspomina o czymś, co by pozornie tu należeć mogło: Krukis suum est deus qui religiose colitur ab Budraicis hoc est fabris ferrariis48. Skąd osobliwszy kult świń u kowali? Samą nazwę kowali, skądinąd zupełnie nieznaną, chciał Grienberger Arch. XVIII, 37 z owym pruskim vutris kowal, z cerkiewnym vъrtrъ utożsamić, czytając je jako wutraitis albo utraitis, co aż nadto wątpliwe; i Krukis trudno w Kurkis odmienić, gdyż kiauliu krukis lub kruke tak samo świński chrząk oznacza, jak jauczin baubis woli ryk, a oboje figurują jako bóstwa litewskie u pisarzy XVII i XVIII w.; Grienberger przeciw Laskowskiemu, co nie o wróżeniu, tylko o czci tego Krukis prawił, kowali jako znachorów uważa, co z chrząku świniego wróżyli — ależ to jego dowolna kombinacja, do której ani Laskowski, ani inne źródła nie uprawniają; z tego dziwacznego łączenia kowali i świni nic dalej wywnioskować się nie da.
Od wycieczki na pole mitologii litewskiej wracamy do Swaroga i Swarożyca. Zgoda litwosłowiańska co do Perkuna-Peruna upoważnia czy umożliwia przypuszczenie, że kowal boski Swarog-Hefajst i u Słowian odgrywał taką rolę, w jakiej na Litwie występował. Jeżeli przypuszczenie trafne, postąpilibyśmy o znaczny krok naprzód w zrozumieniu dawnych wierzeń słowiańskich. Pierwotne one, jak litewskie, i nic w tym dziwnego; brak im zupełny wykończenia greckiego, barw i ciepła poezji i piękności; odbija w nich tryb życia gospodarczo-wiejskiego na szarym tle północnym wśród moczarów i lasów bezbrzeżnych, między pasterzami i rolnikami, bartnikami i myśliwymi, rybakami i kowalami. Co u Litwy w XIII wieku istniało, możemy śmiało na Słowian pierwszych wieków po Chr. przenieść. Nie ubóstwiali Słowianie samej tarczy słonecznej, którą Swarog ukował, ubóstwiali tego, co nią władał, Daćboga; wobec Prusów i Litwy było może to krokiem dalszym, że ustalali pokrewieństwo między Daćbogiem a Swarogiem, jeśli to nie wymysł euhemeryzującego kronikarza z powodu stosunku Heliosa do Hefajsta w pierwowzorze. Między kowalem — słońcem — ogniem jest więc jakaś spójnia nierozerwalna i tu upatrujemy samo centrum mitologii słowiańskiej; obok niego stawał Perkyn-Perun, a w dalszym dopiero ciągu inne bóstwa gospodarczo-wiejskiego typu, które poniżej poznamy.
W Swarożycu-ogniu źródeł późnych ruskich uznajemy obniżenie niejakie Swarożyca-słońca (Daćboga), ale samo to imię dowodzi jeszcze czegoś innego. Mitologia litewska (pruska itd.) nie zna żadnych patronimików; jeśliby takie w słowiańskiej istniało, byłby to jak właśnie wspomnieliśmy, widoczny postęp w antropomorfizacji postaci boskich, choć najmniejszej nie przykładamy wagi do przekazu Helmoldowego o stopniach pokrewieństwa i bliskości bóstw słowiańskich do bóstwa najwyższego, bo ten przekaz nawiało chrześcijaństwo raczej niż pogaństwo. Mitologia słowiańska dosięgłaby wyższego rozwoju na drodze uczłowieczenia bóstw i przenoszenia stosunków ziemskich na nadziemskie; Litwini, zdaje się, nie doszli nawet do posągów boskich, przynajmniej milczą o tym źródła poważne; Słowianie natomiast stawiali posągi i bez wszelkich wpływów obcych, chociaż wspólnej, prasłowiańskiej nazwy dla posągu boskiego, oprócz dla słupa samego, w istocie nie posiadamy; ani cerkiewne kumir (nieznanego początku — obce?), ani nasz bałwan, tym mniej czeska socha, nie roszczą praw do tego; kap posąg jest również obce, turkotatarskie. Może i tym szczegółem gardzić nie należy?
Wobec braku źródeł nie sposób rozgraniczyć działalności Daćboga-Swarożyca, a pierwotnego Perkyna. I „Perkyn” było tylko przydomkiem, niby (Zeus) φηγοναιος, ale bóstwo samo bynajmniej nie ograniczało się władzą piorunową, którą mu wyłącznie przypisywano, wedle późniejszego zwężonego znaczenia lit. perkuna i naszego pioruna. *Perkyn był panem niebios, słońca, nie tylko burzy i piorunów. Litwini pozostali przy tej koncepcji; jeszcze u Łasickiego-Laskowskiego jest ich Perkun bogiem słonecznym, słońcem samym; znużone dzienną wędrówką „Perkuna tete” kąpie i w dalszą drogę wysyła. Słowianie nowe bóstwo słoneczne, Daćboga stworzyli; greckiego Heliosa nie mieli właściwie; jak drzewo nie było im bóstwem, lecz tylko siedzibą bóstwa, podobnież i słońce samo. Stąd jego nazwa generis neutrius tylko, sъłno urobione jak okno; w litewskim żeńska saule i rola jego bierna zupełnie: przy zaćmieniach, wedle wiary ruskiej i czeskiej „jedzą je” czarodzieje (wedle Nestora i wedle staroczeskiej Aleksandreidy); same ciała niebieskie w ogóle, zdaje się, niewielką odgrywały rolę, ich nazwy brzmią dosyć obojętnie, takie np. baby, włosożary (i u nich są zresztą dziwnym trafem patronimica: vlasoželišti) i inne.
Resztki kultu słonecznego odnalazł Niederle (str. 80) nawet u W. ks. Włodzimierza Monomacha! Zwrot w przemowie jego ku synom (w tak zwanym testamencie jego) „otdawsze bogowi chwału i po tom sołnciu wozchodjaszcziu i uzriewsze sołnce i recze” itd, pojął niepojętym trafem, zamiast jako najzwyklejszy staroruski dat. absolut. (i po tym gdy słońce wschodzi”), jako „kus staré věry pohanské, kus starého ctěni slunce... třebas už v ramci křest’anském*. O istotnej, nie na błędzie gramatycznym polegającej czci obu ciał niebieskich mówią pomniki cerkiewne ruskie i bałkańskie: aszcze kto cełujet miesiac da budet proklat; te i inne cytacje zob. u Niederle str. 78.
Na sam koniec zachowaliśmy wytłumaczenie samej formy Swarożyca. Może bowiem istotnie wedle tekstu greckiego tylko glosator ruski wprowadził ów rodowód: Swarog = Hefajst, ojciec; Swarogów syn — Daćbóg = Helios; w istocie rodowodu żadnego nie było. Swarożyc jest bowiem Swarogiem samym, Swarożyc-Daćbóg jest owym kowalem niebieskim, co słońce ukuł i nim na niebie włada, na ziemi zaś w ognia się objawia. Swarożyc nie jest wcale patronimicum, lecz pierwotne deminutivum, pieszczotliwe niby. Na ten domysł naprowadził mnie cały szereg imion mitologicznych, boskich, słowiańskich zarówno jak litewskich. Zawsze i wszędzie wzywają bożków w formie deminutivum, spieszczonej. A więc Litwin u Laskowskiego-Łaskiego woła zawsze Perkuna diewaite, nie dieve, zawsze Bożycu, nigdy Boże, i tak samo u wszystkich innych bóstw Waizgante diewaite, Gabie diewaite; nie patronimica to, lecz deminutiva hypocoristica. Teraz zrozumiemy naszego Bożyca z pieśni (Bogurodzicowej) serbskiego itd. bożića = diewaitis, a więc nie: synu boży, ani: młody boże, lecz bożeńku (bożyk, odtworzony dla Bogurodzicy przez Łosia, jest niemożliwy). A w tym związku i nasz księżyc i wspomniane wyżej vlasoželišti to jest plejady nie okażą się bynajmniej jako patronimica, boć ani miesiąc, ani plejady niczyimi nie bywają dziećmi; księżyc jest więc hypocoristicum: paneczku, nie „mały pan” wobec wielkiego pana, księdza to jest słońca, które w średniowieczu wszędzie „dominus sol49” obzywano; zostaję jednak przy paneczku wedle analogii bożyca i diewaitisa (diewaitis powszechnie na Litwie: Perkunas). Swarożyc więc i Swarog, to nie dwie różne postaci, nie ojciec i syn, lecz jedna, co dalszych moich wywodów co do kowala, co słońce ukuł i zawiesił na niebie, a na ziemi ogniem włada, nie tylko nie burzy, ale je potężnie wspiera. Boć właśnie jeżeli Swarożyc a Swaróg jedna postać, łatwo zrozumiemy, dlaczego i za Odrą w Radgoszczy i na Rusi nie Swaroga, lecz właśnie Swarożyca wzywano; gdyby natomiast Swarożyc było istotnym patronimicum, brakowałoby nam analogii; Kronidesem można Zeusa obzywać, ależ nie czczono, nie wzywano go nigdy w całej Grecji jako Kronidesa, zawsze jako Zeusa; wniosków Helmoldowych o genealogicznych związkach, niby panujących w mitologii słowiańskiej, nie podpiera bynajmniej ani mitologia litewska, gdzie jedyna Perkuna tete wskazywałaby coś podobnego, ależ to tylko sługa Perkuna, myjąca go i wyprawiająca na drogę dzienną i tak tylko nazwana, innej roli nie odgrywa. Postęp mitologii słowiańskiej wobec litewskiej ograniczałby się do ściślejszego antropomorfizmu, uwydatnionego w posągach boskich, chociaż jak wspomnieliśmy, nie znamy ich nazwy prasłowiańskiej; nie ma jej i w litewskim, stabas nie dowodzi niczego, ełkas jeszcze mniej.
Nie było więc dwu mitycznych postaci, Swaroga (kowala-ojca) i Swarożyca (syna-slońca, ognia), lecz jedna, zwana Swarogiem (por. Swarożyno kaszubskie) a w formie zdrobniałej, pieszczotliwo-błagalnej, Swarożycem, która pierwotną z używania wyparła, procesem stałym w słowiańszczyźnie, gdzie dla deminutivów jak ojciec, palec, słońce, owca itd. zapomniano zupełnie o ocie, pale, sołnu, owi itd.
Tak zrozumielibyśmy łatwo i Perunica rugijskiego, gdyby formę saksońską Porenutius w ten sposób należało odtworzyć: Perunic jako syn Pioruna nie ma najmniejszego sensu (przeciw Niederle str. 98) i nie znam też nic podobnego gdziekolwiek indziej, ale Perunic to jest Perun sam, jak Swarożyc = Swarog, nadawałby się znakomicie, gdyby tylko takie odczytanie owej nazwy pewne było; może jednak i na rugijskiego Perunica, jak na kijowskiego Peruna Thor nordyjski wskrzeszająco wpływał. Teraz zrozumiemy również, dlaczego chrześcijaństwo bożyca omijało stale — oprócz kilku śladów u nas i na Bałkanie; to -ic zanadto wzywaniem bożków pogańskich pachło, więc raczej przy „synie bożym” zostawano.
(Swarog) Swarożyc — Daćbog, kowal boski (?) ogień i słońce w jednej postaci dowodzi najlepiej bardziej skomplikowanych, nie prymitywnych wierzeń słowiańskich. Co do kultu ognia można by się powoływać na świadectwa arabskie, gdyby nie obfitowały w plotki komiwojażerowskie i nie mieszały narodów i krajów — więc ich mimo ich wieku nie przytaczamy. Niezgorzej plotą o tym samym i nowsi badacze, np. Janko. Chociaż przeczy nieraz mniemanym wpływom irańskim, mimo to (str. 224–226) nie zdoła się przy kulcie ogniowym obejść bez nich (za pośrednictwem scytyjskim,) a ponieważ w kilku narzeczach słowiańskich, acz tylko późno i miejscowo (przenigdy „wszechsłowiaństwo”; tym mniej prasłowiaństwo!), pojawia się irańskiego początku nazwa watry ognia, to przypuszczałby „że słowiańskie ogień znaczyło ogień krzesany, bóstwo bliższe mężczyznom, gdy żeńską watrą wzmocnione zostało wyobrażenie ognia ogniskowego, bóstwa bliższego kobietom”. Przytaczam to tylko jako odstraszający wzór fantazjowania mitologicznego. I Swarożyc, i Daćbóg, dwie nazwy jednej postaci, byli bożkami ognia i słońca zarazem; która z obu nazw starsza? Wedle mego zdania obie równo dawne, różnią się tylko początkiem, Swarożyc wskazuje mit o kowalu, Daćbóg działalność oznacza. Jak Litwinów w XIV w. πυρσολατραι patriarcha grecki obzywał, czcicielami ognia, ta sama nazwa dawniej i Słowianom (por. źródła arabskie) przysługiwała; ogień, palący lasy nieprzebyte, odpędzający nocą zwierza wszelkiego, suszący zboże mokre, służący warzy, ciepłu, światłu, odgrywał naturalnie rolę w gospodarstwie i życiu olbrzymią. Że nie tylko jako Swarożyca, ale i jako Daćboga ogień (nie słońce wyłącznie, jakby z glos Malalowych wypływało) wzywano, dowodzą narzecza małoruskie i folklor białoruski. Małorusini, np. polescy, zowią ogień bahatjem ogólnie, a Białaruś bahatcem w pewnych porach (podczas Wielkanocy, w czasie pracy na roli) i wtedy go nie pożyczają, aby nie tracić dostatku, nie narazić się na nieurodzaj zboża. Gdzie dla oświecania izby używają tzw. „komina” z kagańcem pod nim, na którym palą polanka lub korzenie smoliste, w tygodniu „Tomaszowym” „żenią komin”, obielają go, stroją w zieleninę i wrzucają w ogień kawałki sadła lub masła: widoczny szczątek ofiary ogniowej. Ale najciekawsze, to białoruski bohacz, przypadający na czas około jesiennego porównania dnia z nocą, np. na dzień Narodzenia N. M. P. , który to dzień wręcz bohaczem zowią (zamiast „Małej Przeczystej”; „Wielka Przeczysta” to 15 sierpnia, Wniebowzięcie). Opis bohacza przytaczam wedle A. Bogdanowicza Pereżitki itd. str. 123–125, dosłownie acz w skróceniu. Bahacz albo bahatce jest to łubka żyta ze wstawioną świecą woskową, stoi przez cały rok pod obrazami; zapalają ją w dzień bahacza, wołają popa, co odmawia modlitwy w domie tym, gdzie bahacz stoi. Gospodarz wynosi teraz bahacza do najbliższego sąsiada; tam wystawili na dworze stół, pokryty białym obrusem, obstawiony łubkami rozmaitego zboża (co potem służba kościelna zabiera); bahacza stawiają między nie, pop odprawia modlitwę; zaprasza się popa i orszakiem jego do izby i ugaszcza, a bahacza stawiają pod obrazy, na „pokuciu”; i tak obchodzą po kolei domy; tymczasem zegnano bydło całej wsi i gdy obejdą wszyskie chaty, obnaszają bahacza naokoło bydła, po czym wnoszą go do tej chaty, na którą kolej doroczna przypadała i pozostaje w niej bahacz przez cały rok, darząc chatę dostatkiem i powodzeniem. Żyto i wosk bahaczowe albo corocznie odnawiają (wysiewając żyto na polu a wymłóciwazy je z pierwszego zażynkowego snopu), albo dopiero gdy obejdzie kolej doroczna wszystkie chaty i gdy świeca zgore; świecę urabiają na wspólnej wieczerzy przy osobnych pieśniach, przypominających dożynkowe.
Wzmiankowaliśmy wyżej, że bóg = deus dopiero od Daćboga wyszedł; w bahaczu, bahatju (synonimie dla ognia) mamy tego najlepszy przykład, tu przytoczony, chodaż z zasady folkloru w wykład obecny ale włączam, operując wyłącznie dawnymi źródłami.
Możemy więc śmiało Swarożyca-Daćboga na samo czoło mitów słowiańskich wystawić, a zgoda co do samej formy imienia Swarożycowego nad Dnieprem i za Odrą jest najwymowniejszym dowodem identyczności wierzeń słowiańskich, jest zarazem najstateczniejszą odprawą dla tych (Niederle i innych), co by przynajmniej dla wschodu słowiańskiego ze wpływami irańskiego kultu ogniowego się liczyli. Kult ogniowy jest litwosłowiański i obok kultu Perkunowego drugi najważniejszy wspólny wytwór; że się nazwy później rozeszły, na Litwie bóstwo, jak i inne, bardzo zróżniczkowało, nic to nie przeczy powyższemu twierdzeniu. Oznaczenie Swaroga jako Hefajsta zużytkowaliśmy — wstępując tu całkiem w dziedzinę hipotezy — dla konstrukcji mitu o kowalu boskim, również jako mitu litwosłowiańskiego, chociaż po stronie słowiańskiej, chętnie to przyznamy, z tą hipotezą krucho. In dubiis libertas50.