IX
Przechodzimy od dawnej Rusi na Pomorze i za Odrę do Luciców i „Obodrytów” (formy słowiańskiej niepodobna na razie odtworzyć). Poruszyliśmy już kilka szczegółów; zaprzeczyliśmy wiadomościom Thietmarowym jako niedokładnym: nie wizerunek bogini prowadził szeregi lucickie do boju, lecz raczej stanica to jest chorągiew, od stanu = namiotu nazwana, Swarożycowa (czy innego bożka jakiegoś); na murach świątyni radgoskiej nie postaci bogów wyrzeźbiono i pomalowano, lecz najrozmaitsze zwierzęta, ptaki itp.; żywot nie kończył się u Słowian bynajmniej śmiercią, żyły dusze dalej. Usunęliśmy bajki o bogu Radgostu, powtarzane jeszcze przez Niederle; usunęliśmy niesłychanego przenigdy bożka Pripegala, odnalazłszy w nim dobrze znanego Trzygłowa; pousuwaliśmy szczegóły Helmoldowe o bogu najwyższym, o genealogicznych z nim związkach innych bogów, o czarnym bogu (diable) jako naleciałości chrześcijańskie; podobnie i tłumaczenie postaci Trzygłowowej i przepaski na oczach jej u żywociarzy Ottona Bamberskiego. Oczyściwszy tak grunt z nieporozumień najgrubszych, moglibyśmy przystąpić do zestawień wszelkich przekazanych nam o tych bóstwach szczegółów, ależ nie mogąc ich liczby powiększyć, ani dodać coś nowego, zrzekamy się chętnie z powtarzania rzeczy znanych i odsyłamy po nie do Niederlego, albo do Légera, Bogusławskiego, Máchala i innych. Tu najpierw ogólnie o tych wszystkich bóstwach się rozprawimy.
Półtora wieku przedziela wiadomości Thietmarowe i Brunonowe od tych, które zawdzięczamy misji Ottona bamberskiego, pochodowi duńskiemu na Rugię i sprawozdaniu Helmolda, którego szczegóły, dla jego nieznajomości języka słowiańskiego, trudno sprawdzić, np. co za bóstwo owa zagadkowa Podaga to jest co to za słowo?90) albo jego Prove. Porównanie owej dawniejszej warstwy z r. 1000 a tej nowszej z lat po 1100 r., nasuwa mimo woli daleko sięgające domysły.
Kto patrzy bez uprzedzenia na te nazwy mityczne nowsze, tego uderza odmienny ich wygląd. Gdy nazwy staroruskie, zarazem starosłowiańskie, czego zgoda dowodzi źródłowa, Weles, Chors, Mokosz, Dadźbog, Swarożyc, Rgieł, Sim (nie mówiąc o Stribogu, Perunie, Wiłach i innych), osobliwszą wyróżniają się cechą, bo są niezrozumiałe i trącą widoczną starożytnością, brzmią zupełnie odmiennie pomorskie i rugijskie nazwy, Trzygłów, Świętowit i wszelkie inne na — wit, Pizamar. Mamy przed sobą widocznie zupełnie odmienną terminologię, widocznie niepierwotną: nazwy dawne, lucicki Swarożyc np., zaginęły, a miejsce ich zajęły jakieś całkiem nowe, dawniej widocznie nieznane; taki Trzygłów np. nazwą pierwotną nie może być w żaden sposób. Najmylniej objaśniano nazwy na -wit, w czym odnachodzono wszelkie możliwe a raczej niemożliwe znaczenia panowania (domovit οιχοδεσπωτης) wojny, światła, mówienia, ścigania, wiania, ależ wystarczy zestawić Świętowita z Rujewitem i Jarowitem, mamy przed sobą widoczne imię osobowe, takie jak wszelkie inne, jak Siemowit, Ludewit (oba z IX wieku) albo Witomysł itd.; w bulli gnieździeńskiej Uniewit, Radowit, Siedlewit (gdzie w pierwszej części nasze siodło ruskie seło wieś; porównaj Rujewit od nazwy również miejscowej, Ruji), Miłowit, Dobrowit i odwrotnie Witorad (miejscowość Witoradz, czeskie Vitoraz) i wcale częste Witosław, Witosława, por. nazwę księcia lucickiego Drogowita. Że się nie mylimy, uważając nazwy Świętowita i innych jako osobowe, dowodzi Pizamar Knytlinga-Sagi, który swoim -mar niewątpliwie imię osobowe wskazuje, tylkoż nie należy go, jak ogólnie czynią, Bešomarem obzywać. Dlatego dalej wszelka etymologia Świętowita, czy tłumaczenie jego przez fortis laetusque, czy jakkolwiek inaczej (Maretić, Archiv f. slav. Philol. X. Jagić itd.) wszystko to jest z góry chybione; nazw osobowych nie tłumaczy się. Ależ równie fatalny jest wywód Świętowita od sanctus Vitus; Miklosich, jak wyżej wspomnieliśmy, jeszcze w ostatnim swym dziele stanowczo oświadczył: „der götze Svantovit nur den Rugiani bekannt, ist der 836 von Saint-Denis nach Corvey gebrachte hl. Veit. Das Wort ist aus dem slav. unerklärbar91”. Uwagi ostatniej wcale nie rozumiemy, skoroż mamy moc imion złożonych w pierwszej lub drugiej części z vit-, które z witaniem łączymy. Czy jednak Świętowit koniecznie imię złożone wedle imion osobowych? Dla samego Świętowita, Jarowita i Rujewita i inna nastręczałaby się możliwość; urabia się przecież przymiotniki na -it, -at, -owit, -owat, nie tylko od rzeczowników, ale i od przymiotników, por. chorowity, słabowity, głupowaty itd., więc i od święty, jary Rujewy mogły nowe od szczepić się dla nazw boskich przymiotniki. Nie przenoszonoż bowiem tak łatwo nazw osobowych z ludzi na bogów. Wszelkie próby tłumaczenia tych bogów z ubóstwiania herosów-przodków odrzucamy stanowczo; słusznie przeciw nim Niederle się oświadczył (str. 130), chociaż sam Radogostem tak zgrzeszył. Już dawno odgadniono, że te nazwy bóstw nadodrzańskich nie są pierwotne; już Bogusławski II, 740 sądził, „że miano Trygława było tylko miejscową nazwą Swantewita”. Idę dalej; utożsamiam Trzygłowa-Świętowita ze Swarożycem-Dadźbogiem. Z zupełną pewnością utożsamiam dalej zagadkowego „Pripegala” z Trzygłowem; mylnie to dosłyszane i umyślnie przekręcone „Trigelaus”, aby móc sposobem średniowiecznej etymologii Priapa i Belphegora z tego nazwiska wydobyć; dalej „Tiarnoglofi” w Korzenicy na Rugii, wymienionego w Knytlinga Saga, w szeregu innych bóstw92. Wszyscy badacze bez wyjątku od Hilferdinga w Istorii Bałtijskich Sławian począwszy, aż do Légera i Niederlego, dzierżąc się liter samych, upatrzyli w tej nazwie „Czarnogłowa”; mnie jednak nie chce się wierzyć wcale w jakiegoś murzyna na Olimpie słowiańskim i w nazwie chyba zepsutej odnachodzę Trzygłowa, słynnego na całym Pomorzu; Korzenicki Trzygłów miał srebrne wąsy, jak Perun kijowski złote; i u bożków nordyjskich widywano różnorakość materiałów w ich „sochach” — słupach.
Mogę przedstawić i dowód, że Tiarnoglofi nie niesłychany Czarnogłów jakiś, lecz znany ogólnie Trzygłów. Dodaje bowiem Knytlinga Saga (w tłumaczeniu łacińskim): is erat eorum victoriae deus, qui cum iis in expeditionibus ibat93 — a to stosuje się właśnie do Trzygłowa (tak samo jak i do Świętowita); tak samo i do „Pripegala” brandenburskiego; ci trzej więc, to jedna nazwa jednego bóstwa; posąg jego ukrywali też Rujanie jak najstaranniej, dopiero po dwu latach wydobyli go Duńczycy. Dodam, że dawniej w Turupit Knytlinga Sagi upatrywałem bóstwo estońskie tejże nazwy; dziś porzuciłem ten domysł, zgodność obu nazw uważam za przypadkową, wywołaną tylko niemożliwą źródła owego kakografią94. Uporawszy się z błędną tradycją rękopiśmienną i odwołując się do wywodów, skreślonych powyżej co do tego, że te Trzygłowy, Świętowity itd., to nie jakieś osobliwsze istoty boskie o funkcjach osobliwszych, tym mniej ubóstwieni przodkowie plemionek nadodrzańskich, lecz tylko inne nazwy tej samej rzeczy, Swarożyca-Daćboga, Welesa itd., na co i Niederle się godzi, przechodzimy do zbadania, skąd się wziął ten nowy „garnitur” mityczny? Skąd pojawiły się nagle w nazwach bóstw nadodrzańskich zupełnie nowe imiona, osobowe czy inne, których nie ma nigdzie indziej? Jak, dlaczego ułożyła się ta nowa warstwa, ten cały szereg imion zastępujących Swarożyca, Welesa itd.; owe Jarowit, Świętowit, Rujewit, Borowit(?), Wyszomir (?), a obok nich taki widocznie „młody” Trzygłów? Gdybyż to jeszcze w jednej miejscowości tylko było, ależ oni rozrzuceni po całym Pomorzu, Rugii, Brandenburgii. Ten napływ nowych imion, to odnowienie niby Olimpu lucickiego i pomorskiego, łączę z rozpaczliwą walką pogaństwa o byt. Broniąc się zaciekle przeciw chrześcijaństwu, jako przynoszącemu niewolę polityczną, ulegając nawet jemu chwilowo za Karola Wielkiego lub za Ottonów, zrywa się pogaństwo w XI wieku do nowych wysiłków, ślady chrześcijaństwa doszczętnie tępi i na razie zwycięża całkowicie. Naród utożsamia siebie, swój byt niezależny, z wiarą pogańską; kapłani pogańscy nabywają na Rugii znaczenia, jakie żadnym innym kapłanom słowiańskim w udziale nie przypadło. Czy może nie jest w związku z tym zwycięstwem dawnej wiary odmiana bóstw, co jakby przywalone napływem chrześcijańskim teraz odżyły, ale nazwy odmieniły? Już nie wzywa się Swarożyca-Dadźboga ani Welesa, których siła w zapasach poprzednich całkiem zawiodła; nowi poganie uciekają się ufniej do nowych bogów, to jest do nowych nazw dawnych bogów. Nie żeby to była planowa, obmyślana reforma, przez kapłanów do życia powołana umyślnie; może to raczej odruchowe, rozpaczliwe czepianie się jakiegoś nowego środka obrony. Jeżeli ci Słowianie w rozpaczy ostatecznej chcą ubóstwiać Henryka Lwa, dlaczegóż nie mieliby przedtem się kusić o bogów skuteczniejszych? Że wpływy chrześcijaństwa nie minęły bez śladu, tego dowodzi znana wzmianka Helmoldowa I 52 o diable: in conviviis et compotationibus suis pateram circumferunt in quam conferunt non dicam consecrationis sed execrationis verba sub nomine deorum boni scilicet atque mali, omnem prosperam fortunam a bono deo, adversam a malo dirigi profitentes, ideo etiam malum deum sua lingua Diabol sive Zcerneboch i. e. nigrum deum appellantes95. Jeżelibym to świadectwo na ruskie przełożył, nie zawahałbym się wstawić tu „trapezy Rożanicowej”, boć to widocznie ten sam zwyczaj: czasze ofiarowane bogom „osądu” czyli losu, dobrym i złym zarówno, wedle tego, czy się je przebłaga czy nie. Jeżeliby zaś ci Słowianie starogrodzcy istotnie już bogi na dobre i złe rozdzielali wedle dualizmu nie istniejącego wcale w ich pogaństwie, to wpłynęłoby na to chrześcijaństwo niechybnie, jak sama od niego przejęta nazwa: diaboł dowodzi, nazwa wprost z łaciny od misjonarzy przejęta96; czarnym bogiem nazwali go widząc w kościele (a byłyż u nich kościoły chrześcijańskie liczne, za Gotszalka i innych przed r. 1066) wymalowanego w takiej postaci.
W ten sposób tłumaczę zjawienie się nowych nazw dla starych bogów, nazw obcych pierwotnej słowiańszczyźnie zupełnie. Nie może więc być mowy o jakimś ubóstwianiu duchów przodków szczepowych, o jakimś wyniesieniu ich do godności wielkich bogów, jak prawi np. Janko (str. 220): „postaci boskie bałtyckie z Świętowitem „mocnym bohaterem” na czele tak szczególnie bałtyckie, z pamiątki o sławnych wojownikach a bohaterach szczepowych, jednym słowem ze czci przodków rodowych a szczepowych wyrosłe tak, że nie można ich umieszczać w niebie pierwotnym”. Moim zdaniem sąd to całkiem niesłuszny97, sama postać Trzygłowa winna nas przed takim kultem przodków przestrzec, boć ten ze wszelką pewnością nie z tego kultu wyszedł, a nie innej przyrody98 był i czterogłowy Świętowit i inni bogowie, którym i Helmold wielogłowość wyraźnie zaświadczył; nazwa sama rzeczy nie rozstrzyga.
Mimo woli narzucają się dalsze pytania, a z nimi nowe domysły i przypuszczenia. Skąd wielogłowość? U Słowian ruskich brak o tym wzmianki, chociaż byli za czasów kronikarzy pierwszych jeszcze ludzie, co na własne oczy Kumiry kijowskie widzieli; Thietmar również nie wspomina o wielogłowości bóstw lucickich, choć on taki łasy na podobne szczególiki — Bylażbyć ta wielogłowość dorobkiem dopiero XI i XII wieku? Tu zaś niechybnie przodował Trzygłów, którego kult najdalej sięgał, którego też dla tej niezwykłości, nowości, tak przezwano; cztero-, pięcio- i siedmiogłowe bożki to tylko odmianki pierwotnego typu, trzygłowa i nazywa się je już inaczej. Słup wolno stojący, z podobieństwem twarzy ludzkiej jednej, napraszał się niemal na kilka twarzy, żeby w każdą stronę równomiernie patrzył, żeby wiernym zewsząd przed oczy stawał w równej postawie.
To co do postaci, a co do nazw? Tu chyba Świętowit prym odzierżał a i tu może chrześcijaństwo wpłynęło, jak na Czarnoboga — diaboła. Bo nasłuchali się w ciągu IX do XI wieku, od pierwszych ochrzczonych za Karola Wielkiego i Ludwika Pobożnego książąt lucickich aż do Gotszalka, ci poganie tyle o świętych, święceniu i świątyniach, że pod nowym imieniem dawnego wzywając boga i jego a raczej imię jego „oświęcić” mogli. Biliż chrześcijanie tak na świętość swoję, dlaczegóżby i im o własną się nie pokusić? Nie przeciwstawić jej chrześcijańskiej? Więc jeżeli o świętym Wicie = Świętowicie bajkę zmyślili mnisi korwejscy, toć byłoby i w niej ziarnko prawdy, jak i w „skotjim bogu” Welesie; nie powstał Weles przenigdy z kultu św. Własa, ale św. Włas narzucił mu miano boga bydlęcego; nie powstał Świętowit przenigdy ze czci św. Wita, ale chrześcijaństwu zawdzięcza dawny bóg w nowej nazwie pierwiastek „świętości”. Jak zaś za Trzygłowem poszli cztero- i więcejgłowe bożki, tak wyrośli za Świętowitem (nie myśląc naturalnie o początku tej nazwy na poły chrześcijańskim) Jarowici i Rujewici, a za przykładem tych widocznych imion ludzkich poszedł i Pizamar całkiem już po ludzku przezwany. Tak przedstawia mi się nawarstwienie kolejne tych nazw boskich.
Pozostaje mi wspomnieć o str. 128–164, jakie Niederle „kołu bogów połabskobałtyckich” poświęcił. Pomijam nadzwyczajną, jak zawsze, pilność autorską w zebraniu najtroskliwszym materiału, którą tylko podziwiać i wdzięcznie uznawać należy; dalej trafną polemikę z poglądami euhemerystycznymi u Janki. Ale i tu wytykamy ponownie, że raz za wiele z dawnych bajań i plotek ocalić się starał; po wtóre, że zanadto skory do wpływów obcych, tym razem germańskich. Więc i Radgosta na próżno przeciw mnie bronił, o czym była mowa już wyżej, i z całym rumowiskiem bajań późnych niemieckich się liczył, zamiast je całe jako curiosum napiętnować i do uwagi jednej wrzucić — dla odstraszenia czytelnika od zbytecznych tych dziwolągów. Więc na serio na str. 157 rozprawia się z błazeństwami legendy ebsdorfskiej XIV w. o „falsi christiani trans Albeam99”, co opuściwszy po śmierci Karola Wielkiego narzucone im chrześcijaństwo „idola sua proiecta, Hamnon scilicet, Suentebuek, Vitelubbe, Radegast cum ceteris erexerunt100” i pisze, „Vitelubbe mógłby być jakimś Witolubem lub Witoldem a Hammon jakimś rogatym bóstwem (wedle Jupiter Hammon), co by pozornie potwierdzał dodany Suentebueck to jest święty byk” albo na str. 158: „Nie wiemy, czy istniał rzeczywiście łużycki bóg z posągiem Flins zwanym, gdyż nie mamy dlań dawnego świadectwa, również jak dla boga Krodo albo dla łużyckiej bogini Cicy” a od str. 159 do 162 stara się obronić Czarnoboga i Białoboga nawet, chociaż o Białobogu mamy tylko takie same świadectwa, jak dla Krodona i Cicy! Toż tylko powiemy i o następnych uwagach: „Czarnobóg a Białobóg jako dwie przeciw sobie stojące postaci bóstwa dobrego i bóstwa złego były chyba u Słowian połabskich, ale wedle wszego powstały dopiero na samym końcu pogaństwa albo pod wpływem myśli chrześcijańskiej o Bogu i diable, albo snadź pod wpływem innej starszej nauki dualistycznej, co do handlowych i kulturalnych centrów przy Bałtyku wnikła ze wschodu”! Że „locum quandam Belbuc nunc s. Petri castellum101” nazwano (str. 161. nota 1), niczego nie dowodzi, gdyż Niemcy często przezywali imionami „świętymi” miejscowości słowiańskie (np. Kabeliz przezwali Marienburg, ale pierwotna nazwa pogańska nie ustąpiła do dzisiaj chrześcijańskiej”); a że u Kaszubów nazwy Białoboga i Czarnoboga do dziś istnieją, zawdzięczają to oni nauczycielom wiejskim, co im te bajdy z własnej lektury podsunęli. Tylko Czarnybóg: diabeł istniał u Wagrów i Obotrytów dzięki wyłącznie wpływom chrześcijańskim; Białoboga z palców sobie późni dopiero Niemcy wyssali, i jeden i drugi do mitów słowiańskich nie należy wcale. Co sądzić o bóstwach Helmoldowych? idolum plunense Podaga, Prove starogrodzki i Siwa dea Polaborum? Jedyny to istotny przyczynek Helmoldowy do mitów słowiańskich. Znaczenie jego dzieła jak najniesłuszniej wyolbrzymiono: jeżeli się zważy, że spędził on długie lata między Słowianami poganami i półpoganami, że wszystko, co ich wiary dotyczyło, ich duch-pasterza winno było nader zaciekawić, to wynik jego rozpytywań i wiadomości najniklejszy. Po słowiańsku nie wyuczył się i nie miał ani wyobrażenia o dźwiękach słowiańskich, przecież Korzec pisze Kuritze(!), kapłan nazywa się Mike, tak z e, jak przy Kuritze102 itd. Przesadzono, jak u Prokopiusza, wartość jego uwag grubo; o Świętowicie stokroć więcej i lepiej od Saksona słyszymy; co o najwyższym lub o czarnym bogu prawi, należy do mitologii chrześcijańskiej, nie do pogańskiej; Radegasta odpisał dosłownie z mistrza Adama. Nie tracą wartości jedynie notatki o „zdrawicy” przy ucztach; o nieskładaniu przysiąg; o wiecach sądowych w gaju starogardzkim co poniedziałki; wyliczenie tych trzech bóstw, z których imionami nic począć nie można. Idolum plunense Podaga nie może być kobietą, bo nazwałby je dea w takim razie; więc ulubione tej nazwy zbliżenie z Długoszową Pogodą już z tego względu chroma103; w całej słowiańszczyźnie jest tylko jedno słowo, co by się z owym Podagiem dobrze zgadzało, ruskie podog, podożek kij wędrowny, ale znaczenie temu chyba przeczy. O Prowe nic się nie da powiedzieć, zakończył je na ulubione swoje e, jak Kuritze lub Mike; znowu jedyne słowo słowiańskie, zgadzające się tym razem lepiej niż poprzednie, byłoby prawo i nie byłoby mowy o bóstwie, lecz o wiecach prawnych, sądowych, co feria secunda (poniedziałki) odprawowanych, a więc nowe nieporozumienie, godne Helmolda. Pozostaje Siwa dea. Na oko zdaje się = żywa, ale jeżeli nawet od żywej pochodziła, to tak się nie nazywała, chyba *Żywia, jeżeli to raczej nie neutrum Żywie znane nam z Długosza (deus vitae). Żeby to były bóstwa najwyższe (primi et praecipui erant), to po prostu nieprawda; tak nazwał on sam te, o których cośkolwiek usłyszał, piąte przez dziesiąte, jak dowodzi zmyślony Radegast deus terre Obotritorum, nie bóstwo, lecz pomyłka Adamowa. Więc wartość przekazu Helmoldowego bardzo a bardzo drobna.
Źródła duńskie, o wiele obfitsze i dokładniejsze, niestety, przeważnie zadowalają się opisem rzeczy pod zmysły podpadających, a więc posągów i świątyń, do czego przystępuje opis godów Świętowitowych jesiennych i bezdennie głupia anegdota komiwojażerska, odnosząca rzeczy psie do ludzi a dowodząca tylko, jak bezkarnie łatwowierność średniowieczną wyszydzano. Natomiast nie istnieją dla Duńczyków rzeczy subtelniejsze, jakich tyle u żywociarzy Ottona Bamberskiego znajdujemy; więc bogowie rugijscy wszyscy na Marsów tylko im zakrawają, tak samo powiedzą o Rujewicie: hoc numen perinde ac Martis viribus praeditum bellis preesse crediderant104, jak o Trzygłowie: Tiarnaglofi erat eorum victoriae deus qui cum iis in expedicionibus ibat105 (podobnie żywociarz Oty powie: Gerovitus qui lingua latina Mars dicitur106). Choćby z tego jednak wynika, że nie mogły, jak u Thietmara czytamy, boginie Słowian w bojach prowadzić; opowiadanie jego, jak Niemcy jednę taką boginię kamieniem utrącili a druga w przeprawie przez Muldę utonęła, odnosi się naturalnie tylko do stanic boskich. Leutici... deos uimet precedentes subsecuti107 mówi też na innym miejscu Thietmar trafniej, to jest: idąc za stanicami.
Opowiadania duńskie o Rugii a niemieckie o Pomorzu i „Obotrytach”, jeżeli się im przyjrzymy dokładniej, wykazały cechy odmienne to do posągów boskich. Rugia widocznie najbardziej w nie opływała i to w posągi nadludzkich rozmiarów: Rujewit Korzenicki... spissitudo illi supra humani corporis habitum erat, longitudo vero tanta108, że Absalon na palcach stanąwszy zaledwie siekierką swoją jego podbródka dosięgał; nie mniejsze chyba bywały i inne, a Świętowit wszystkie rozmiarami przechodził. Na Pomorzu mówią źródła częściej o simulacra i statuncula, a więc o posążkach, nie o posągach, chociaż byty idola maiora et minora109, które św. Otto popalił; inne mniejsze (modicae statuae) ozdabiano lub odlewano z kruszców złota, srebra, miedzi (np. ów Saturnus z r. 963 w ziemi wagierskiej) i przez to samo miewały z góry drobniejsze rozmiary; chowano je też po dziuplach w drzewach albo posyłano do Rzymu. Jeszcze bardziej widocznie zmniejszała się liczba i wielkość posągów w Aldenburgu i Meklenburgu; niektórzy bogowie żadnych tu nie miewali posągów, inni tylko simulacrum — wizerunek skromny, skoro Helmold nic więcej nie dodał. W Radgoszczu stały dalej posągi różnych bogów razem, jak na chełmie kijowskim; na Rugii i Pomorzu takich zbiorowisk czy muzeów, zdaje się, nie było, każde bóstwo osobną miewało „kącinę”. Rugia więc pod każdym względem wysuwała się na czoło pogaństwa; już Pomorze nieco skromniejszą odgrywało rolę.
Jak Rugii świętego Wita a Wołosowi św. Własa, podobnie narzucono Pomorzu Cezara. Jak Trajanowi cesarzowi u południowych (i wschodnich?) Słowian się poszczęściło, tak samo powiodło się Juliuszowi Cezarowi u zachodnich, z tą jednak różnicą, że Trajan-Trojan dostał się istotnie do ludu, że imię jego obiegało istotnie miejsca i baśni, gdy Cezar wcale poza kroniki niemieckie (pomorskie) i polskie nie wyszedł; nie ma go nawet u Czechów, co się Aleksandrem W. zadowolili. Bzik czy mania średniowiecza, odnachodząca między Germanami i Słowianami starożytność klasyczną, ów bzik, co wyprowadzał (już u Widukinda) Sasów z Troi a Merseburg (u Thietmara) od Marsa, czepił się u Słowian pomorskich i polskich dwu szeregów miejscowości, Julina-Wolina i wszelakich Lubinów-Lubuszów, wywodząc je od Juliusza boskiego. Nie tykamy tu Lubiążów, Lubinów, Lubustów polskich, bo z mitologią i mitami nic nie mają wspólnego; nie można za to pominąć Julina-Wolina i jego pamiątek. Były dwojakie (obie Niederle str. 158 najmylniej pomieszał w jedno): columnam mirae magnitudinis Julio Caesari a quo urbi Julin nomen asumpsit dicatam excidere aggressus est110 (Bernhardus, u Ebbo II, 2) to jest słup drewniany, jaki przed grodami i w ich obrębie stawiało pogaństwo w celach i widokach nam nieznanych (co innego chyba owe gradus lignei pomorskie, z których do ludu przemawiali woźni i urzędnicy), i od których różne Stolpe, Słupy, Słupie itd. używano. Obok tego słupu drewnianego (skoroż Bernhard siekierą się nań targnął), była w Julińskiej (Wolińskiej) „kącinie” (nie „gontynie”!) włócznia żelazna, rdzą przeżarta do szczętu, niby Juliusza Cezara, bo bogowie luciccy i pomorscy miewali święte stanice, tarcze, siodła, miecze. Włócznia ta była więc świętością bożka Wolinowego, czy nie owego Plutona-Welesa? Juliuszowi ją przypisano, gdy i sam gród w jego cześć odszedł, a czynili to może nie dopiero księża niemieccy, może samiż Słowianie przed nimi, z których niejeden w ciągu lat 790–1125 i po łacinie się wyuczył, i bajd Juliuszowych się nasłuchał. Ale żadnego boga Juliusza nie było (o jakim w upominaniu św. Ottona u Herborda III 26 czytamy: nec Julium ipsum nec Julii hastam nec statuncula idolorum colatis111) w Juliuszu ani też pod włócznią Juliusza nie ukrywa się nordyjski Julblock (kloc na Boże Narodzenie, badniak serbski), jak Niederle za innymi (str. 158 i 203) przypuszcza: wedle niego to „kult germański, przeniesiony do Julina przez Wikingów, por. kolonię w Iomsburgu; początek nazwy hasta Julii wskazuje widocznie na Julblock — ale cóż wspólnego między żelazną starą włócznią a klocem dębowym? Dodam, że i „Julia, żona Leszka III, założycielka Lubusza i Lublina” (St. Zakrzewski, Encyklopedia Polska V, str. II) jest takim samym wymysłem szkolarskim, nie należącym w niczym do żadnej tradycji.
Mylnie więc nadaje Niederle (str. 158) miastu Wołyń (Wollin) drugie imię Julin”; nie byłoż takiego w istocie, zmyślili je szkolarze średniowieczni, którym jedna i druga litera do wysmażania swoich pseudologii zupełnie wystarczała, aby np. Priapa i Bela w Pripegali-Trigelaus albo Bela w Weli itd. odnachodzili. Oni to zmyślili do Wolin formę Julin a dowód na to przedstawia, jak się z imieniem niedalekiego Woligoszcza ci sami obeszli: urbs Woligost apud urbaniores vocatur Julia Augusta propter urbis conditorem Julium Cesarem:112 urbaniores, to szkolarze właśnie, co tak samo Wolin zeszpecili; dwie litery li lub lu wystarczały im do wywoływania Juliusza czy Julii po Wolinach i Lubuszach czy Lublinach.
Jak już niejednokrotnie wspominaliśmy, nie powtarzamy znanych szczegółów o Świętowicie, Swarożycu itd. ze źródeł duńskich i niemieckich tylekrotnie przez poprzedników wspominanych; natomiast zaznaczymy wkrótce cechy, nadające kultowi Słowian nadodrzańskich pewną odrębność. Dawno już wytknięto nadmierną (w porównaniu nawet z Rusią kijowską) wybujałość kapłaństwa, przybierającego szczególniej na Rugii pozorne jakiejś teokracji znamiona, chociaż zawdzięczającego to wyłącznie skuteczności wieszczb i łask Świętowitowych. Obok kapłaństwa, niby stanowo występującego, uderza obfitość i przepych świątyń, acz drewnianych; skarby, składane u nóg bóstw a pomnażane wybieraniem formalnych dziesięcin (za przykładem chrześcijańskim?) ze wszelkich zdobyczy. Uderza dalej nadzwyczajna liczba posągów, wielkich i małych, nie tylko z drzewa, lecz i z kruszców (o kamieniu nigdy nie ma wzmianki) i osobliwsza ich wielogłowość — Trzygłowa czczono powszechnie, od Łaby at za Odrę; tylko Helmold nic o nim nie wie, co najlepszą wskazówką marnej jego poufałości ze słowiaństwem służyć może. Uderzają nas uświęcone bogom konie, siodła, tarcze, włócznie, stanice (chorągwie), poręczające zwycięstwo kroczącym za nimi hufom albo służące wieszczbie; najbardziej uderza nas owa wieszczba końska, opisana w tych samych niemal terminach przez Thietmara i przez Saksona, nieznana chyba poza tą zachodnią Słowiańszczyzną; odnosi się wrażenie, jakoby to wieszczenie przez konia Swarożycowego czy Świętowitowego przygniatało znaczeniem swoim dawniejsze, może Welesowe, które Thietmar na czele kładzie, a o którym Sakso już więcej nie wspomina; takim było wieszczenie publiczne, „rządowe”, podczas gdy „prywatne”, domowe, bierkami białymi i czarnymi i kreskami liczonymi w popiele (cet czy licho113) dawny tryb zachowało.
Najbardziej jednak uderza zmiana samego charakteru bóstw samych, połączona nie samym trafem z odmianą ich nazw podstawową. Bóstwom na Rusi, ile z drobnej garstki wiadomości sądzić wolno, przysłużał charakter gospodarczo-wiejski; nawet na głębokim Pomorzu, jak się zdaje, nie zatracił się zupełnie; natomiast na Rugii ci Świętowici, Rujewici, Trzygłowi dyszą wojowniczością: Duńczycy i Niemcy zawsze tylko o Marsie i wojnach przy tych bogach wspominają, tak samo przy Jarowicie; pierwotni bogowie sielscy przemieniają się w heroicznych i przemianie tej odpowiadają najskładniej te nowe, heroiczne imiona Świętowitów itd.: przyczynę tej odmiany czasowej i miejscowej wskazaliśmy wyżej; rozpaczliwa walka o byt, zewsząd zagrożony, wycisnęła swe piętno i na bożkach i okazało się ku zdumieniu naszemu, że ów Słowianin niby taki patriarchalny, nieruchomy, zacofany, nawet w najgłębszych, najświętszych swych przekonaniach zdolen był do gruntownej a dobrowolnej reformy, umiał się przystosowywać do aktualności, do naglących potrzeb, i dobrotliwych dawców obfitości i pokoju, ognia i słońca, od gajów i źródeł, przemienił w najeźdźców, harcujących nocą na uświęconych koniach, żądnych krwi (ofiary ludzkie z chrześcijan wybierane, częstsze niż kijowskie), pewnych zwycięstwa i łupów i wymagających swego w nich udziału. Oto zasadnicze różnice wiary nadodrzańskiej, obce „cichemu” Słowiaństwu.