VIII
Kazania staroruskie zawierają nie tylko szczegóły mityczne, lecz i obrzędowe, a ponieważ u nas (świadkiem i książka p. Bystronia) o nich głucho, więc i o nich wspomnieć wypada. W Słowie Chrystotubca czytamy: „I czosnek bogiem czynią (złośliwa kaznodziei przesada!); jeśli będzie u kogo pir (uczta), wtedy kładą go w wiadra i czasze i piją, weseląc się o bożkach swoich”. Czosnku, jak i silniej pachnących ziół, bylicy i innych używa się przeciw urokom i czarom; i dziś na Rusi np. przy chrzcinach czosnek bywa środkiem, nieizolującym (Bystroń str. 48), lecz αποтροπαιον i w tym znaczeniu to środek prasłowiański; nazywano go nie po prostu czosnkiem, lecz aż czesnovitok „I jeśli u którego z nich będzie brak (wesele), czynią to z bębnami i piszczałkami i z wielu dziwami diabelskimi, a inne od tego jeszcze gorsze jest: udziaławszy członek męski i wkładając w wiadra i czasza piją i wyjąwszy obsysają go i oblizują i całują; nie gorsiż od żydów, heretyków i Bułgarów ci, co w wierze i chrzcie będąc, tak czynią”? Ciekawy to szczegół kultu fallicznego, dla płodności przyszłej pary.
Krótko powtarza to Słowo jak pogani bałwanom służyli: „Słowianie na swaćbach wkładając sramotę (członek) i czosnek w wiadra piją, od nich Bułgarzy nauczywszy się pożywają zmazę wyciekłą z członków wstydliwych, twierdząc, że takim pożywaniem oczyszczają się grzechy i są obrzydliwsi i bardziej przeklęci od wszystkich poganów”. Poniżej czytamy jeszcze: „o tym Ozirisie mówią księgi kłamliwe saraceńskie Mahometa i Bechmeta przeklętego, że nie przyszedł (na świat) odpowiednim otworem przy urodzeniu, lecz śmierdzącym i dla tego go bogiem nazwali; dlatego myją Saraceni i Bołgarzy i Turkmeni i Komli(?) i ile ich jest tej wiary, odchód i to omycie wlewają w usta” (ostatni szczegół, wymysł kaznodziei na obrzydzenie czystości mahometańskiej). Wspominam o tym i dlatego, aby poprawić Aniczkowa, co te słowa do dunajskich Bułgarów, do Bogomiłów odnosi, gdyż należą się kamskim (wołżańskim) Bułgarom. W Słowie Złotoustego czytamy: „A drodzy ku studniam przychodząc modlą się i w wodę miotają (kury), Welearu ofiarę przynosząc. A drodzy ogniu i kamieniu i rzekom i źródłom i beregyniom („ichże naricajut tri deviat’ sestrenic” przedtem wspomniał) i we drwa, nie tylko przedtem i w pogaństwie, ale wielu i teraz to czyni. A chrześcijanami się zowiąc mosty i proswiety i bdielniki i przez ogień skaczą (Stribogowi?).
Mniemając się chrześcijanami a pogańskie dzieła czynią: nawiom (zmarłym) łaźnię czynią i popiół pośrodku (bani, łaźni) sypią i przepowiadając mięso i mleko i masło i jaja i wszystko potrzebne biesom na piec (kładą) i lejąc wodę w bani każą im się myć, wieszając w bani płaszcz i ręcznik (czechoł i ubrus). Biesy zaś śmiejąc się z ich złego umysłu, paprają się w tym popiele i okazują ślad swój im na zwiedzenie. Oni zaś widząc to odchodzą powiadając jeden drugiemu. I to wszystko przepowiadanie sami jedzą i piją, czego się nawet psom jeść nie godzi”. Krócej o tym mówiło Słowo poprzednie: „I ogniu Swarożycu modlą się i nawiom kąpiel czynią i w cieście mosty robią i studnie i wiele innych rzeczy”. Przytoczony w tekście Weliar jest Belialem biblijnym, ponieważ Ruś podwójnego r lub l w słowach obcych stale unika, mówi Luryk Ruryk, Liczarda Ryszard, Listarka Aristarch, sekletar, kolidor, Leder Roederer (szampan), kuljer kurier itd.; tu wyjątkowo druga, nie pierwsza płynna uległa dysymilacji, co u imienia biblijnego o formie oporniejszej (choćby dla Bela) łatwo zrozumieć, por. też Merkul Merkur. Jeżeli z ciasta obrzędowego mosty i studnie formują, to i korowaj niczym innym nie będzie, jak upodobnieniem krowy — o najpewniejszej tej etymologii Berneker ani wspomniał, siląc się całkiem na próżno o inny wywód.
Jak wielkie było znaczenie sera przy obrzędach, nie tylko przy narodzinach, ale i przy weselnych, dowodzi ustaw cerkiewny Jarosława, gdzie czytamy: aszcze pro diewku syr budet krajan (a ne tak sčiniat) za syr griwna (a za sram jej tri griwna) a czto sterja (na innych miejscach potor w tymże znaczeniu), zapłatiat a mitropolitu szest’ griwen a kniaź kaznit to znaczy krajaniem sera (i chleba i piciem miodu w cześć Rodu i Rodzanicom) była umowa (zaślubiny, zrękowiny) uroczyście zawarta i zerwanie jej ze strony przeciwnej podlegało karze88.
Ciekawe są paralele, jakie Aniczkow przytacza, między kultami fińskimi a staroruskimi. Gdzie ławra Pieczarska w Kijowie stanęła, bywały przedtem „Kapiszcza” (świątynie) pogańskie na górze, ale w górze samej znachodziły się pieczary „wariaskie” — co to znaczy? Otóż u Finów, Lapów itd. stawiają na górze kamienne posągi, ale w pieczarach czy sztucznych, czy danych od przyrody, chowają drobne posążki drewniane, brzozowe, jakie wyrzynają podczas uroczystości swoich, strzegąc te bożki przed oczami niepowołanych; ofiary składano i na górze, i w tych pieczarach. Coś podobnego czytamy w staroruskim komentarzu na kazanie o zakonie i łasce, jeżeli to nie jakaś wstawka z greckiego; do słów Izajasza o człowieku porzucającym bałwany i uchodzącym w skały przed gniewem bożym, dodano: widzieliśmy dopełnienie tego proroctwa, bo skoro ujrzeli mnodzy zwycięstwo wiary, wzięli i ukryli w pieczarach bożki swe, aby ich kapłani nie palili ogniem. Nie dziw więc, że w pieczarze, jaką zajął Teodozy peczerski, dawnym chyba schronisku podobnych bożków, trapiły go nieczyste siły bezustannie.
Inny szczegół: krew, rozbełtana mąką, jest osobliwszym przysmakiem inorodców sybirskich — cerkiew wojuje przeciw pożywaniu krwi usilnie. Niedźwiedź jest u nich zwierzem świętym; nie dziw wobec tego, że przezorny chrześcijanin pytał, czy dozwolone są futra niedźwiedzie i inne.
Nie zgodziłbym się natomiast na jego twierdzenie, że we folklorze spółczesnym „inorodców” winniśmy szukać pomocy dla odtworzenia byłych wierzeń słowiańskich (str. 271): skoro bowiem „inorodcy” (aborigines rosyjscy) zapożyczali się od Rusi co do chrześcijaństwa, a nieco i co do „dwojewierija” (np. zatrzymali dawniejsze wersje podań o stworzeniu świata), to łatwo pomyśleć, że i pogaństwo ruskie na nich się odbiło. Tak sądząc, dopuszcza się Aniczkow błędu chronologicznego: póki Ruś była pogańską, na inorodców nie wpływała wcale. Że folklor ruski zachował wiele pierwotnych zapatrywań czy wierzeń, na to przytoczę pierwszy lepszy przykład: w kilku wsiach guberni woroneskiej palą w nocy przed nowym rokiem i przed trzema królami gnój i ostatki słomy, którą bydło karmili i nazywają ten obrządek „griet’ nożki roditelam (to jest „dziadom”, przodkom zmarłym) — u nas palono „gromadki” w wielki czwartek w tym samym celu w w. XV tylko; ponieważ dusza zmarłego sześć tygodni przy domu bawi89, więc dziś jeszcze w dzień czterdziesty (po zgonie) „pieką z ciasta schody po których dusza winna wejść na niebo” i wzywają nadto popa, aby „prowodił duszu” — czy te schody do nieba nie zastąpiły dawne mosty z ciasta (do nawi Welesowej za morze?), o których źródła staroruskie prawią? Szczegółów tych zaczerpnąłem z referatu w Sprawozdaniach Akademii petersburskiej za r. 1908; wykreśliwszy jednak folklor wszelki z zadania pracy niniejszej, zadowalam się taką wzmianką przypadkową, dowodzącą jednak, ile dałoby się z folkloru, szczególniej ruskiego, korzystać.