SCENA I
Major, Rotmistrz, Kapelan, Porucznik, Rembo.
Major na środku, ogląda strzelbę. Po lewej Porucznik nabija. Po prawej Rotmistrz, oparty na strzelbie, patrzy na szachy. Przy nim siedzi kapelan zatrudniony5 strzelbą; W głębi Rembo. Wszyscy w spencerach6, ubrani na polowanie, w wojskowych czapeczkach.
MAJOR
Czy tylko pewnie7? Bo to czasem...
REMBO
Nie śmiałbym przecie zwodzić pana Majora. Niech zaraz zginę, jeślim nie widział na własne oczy kozła i dwóch saren. Wszystkie trzy wyszły razem do bydła, w ciemną dolinę, jak ten kąt, ta struga... Oto jak ta wielka łoza8, gdzie ksiądz Kapelan prześlepił9 zająca... Aż tu obces10 kundys11 jeden i drugi: „Huf, huf!”. Ech, panie! Jak nie pójdą sarny moje! Strach, aż się ziemia trzęsła! Przez Garb, Wielką Banię, ponad Bartkowy potok...
MAJOR
Ho, ho, ho! Sarny dotychczas na drugim końcu świata.
REMBO
Zlękły bo się fur idących gościńcem i hajże12 łąkami nazad w jasieninę13.
MAJOR
Nam więc drogę od kopców zastąpić wypada.
REMBO
Ja z dębniaków14 cicho psy podpuszczę, a każda na strzelbę jak na rożen wpadnie.
MAJOR
Dalej panowie! I na urlopie nie dam wam próżnować.
KAPELAN
Zaraz, zaraz.
PORUCZNIK
Ja dogonię.
MAJOR
Biorąc lulkę15 ze środkowego stołu i kiwając głową, do Remba.
Zawołaj Grzesia.
Rembo odchodzi.
ROTMISTRZ
Do Kapelana, patrząc na szachy.
Wygram, jeśli wieżę cofnę.
KAPELAN
Wątpię.
ROTMISTRZ
Załóż się.
KAPELAN
Dobrze.
ROTMISTRZ
Nikt tu nam nie ruszy, za powrotem16 przekonam i talarka schowam.