SCENA I

Fruzia, Józia, Zuzia.

Fruzia prasuje, Józia szyje, Zuzia przystraja czepeczek na tureckiej głowie.

FRUZIA

Cóż ty, Józiu, na to?

JÓZIA

Na co?

FRUZIA

Na tych naszych panów. Jakeśmy przyjechały, jak to się patrzało, jak to się srożyło!

JÓZIA

Jak gdyby nas połknąć chcieli.

ZUZIA

Żaden dobrego słowa nie przemówił.

FRUZIA

A teraz jak baranki.

JÓZIA

Na jedwabiu możnaby prowadzić każdego.

FRUZIA

Dobrze moja matka mawiała, że kobiety rządzić stworzone.

JÓZIA

Ale czemu nie rządzą?

FRUZIA

Jakie ty dziecko! Alboż to jedno zło na tym świecie?

ZUZIA

Już ja bym tu i rządzić nie chciała.

JÓZIA

O, i ja nie. Mnie strach bierze, jak spotkam którego. A zwłaszcza Majora.

FRUZIA

Mnie się zdaje, że gdybym była najodważniejszym żołnierzem, to bym zaraz uciekła, jakbym go tylko zobaczyła. Co to za wąsy! Dla Boga!

JÓZIA

A Rotmistrz jeszcze straszniejszy ze swoimi miotłami.

Pokazując.

Jak jedna idzie do góry, to druga na dół. To znowu tamta na dół, a ta do góry. Aż dreszcz przechodzi.

FRUZIA

To prawda, że tu, między tymi wąsiskami, człowiek jak w lesie.

ZUZIA

Obrzydłe huzary!

FRUZIA

A, daj no pokój, Zuziu. Porucznik...

ZUZIA

A, Porucznik.

JÓZIA

A, Porucznik. Ten wart być pułkownikiem.

FRUZIA

A jaki swawolny, fe!

JÓZIA

Mnie się o to pytaj.

ZUZIA

Jakie wy szczęśliwe. Do mnie i nie zagadał.

JÓZIA

Ale za to pan Grzegorz...

ZUZIA

Śmiejąc się.

To mój kochanek.

FRUZIA

Śmiejąc się.

I mój także.

JÓZIA

Śmiejąc się.

Muszę go wam odebrać.

FRUZIA

Pst!