SCENA III

Major, Rotmistrz, Kapelan, Grzegorz.

Kapelan zawsze w swoim miejscu z założonymi rękoma. Grzegorz, zadyszany, w głębi.

MAJOR

Ocierając czoło.

Kto by się spodziewał!

ROTMISTRZ

Podobnież.

Któż to mógł przewidzieć!

MAJOR

Nie trzeba było stawiać pod samym oknem.

ROTMISTRZ

Wystrzał był za mocny.

MAJOR

W samej rzeczy, że mocny. Któż nabijał?

ROTMISTRZ

Grześ.

MAJOR

Pewnie dałeś więcej prochu?

GRZEGORZ

Troszeczkę, troszeczkę tylko, panie Majorze.

MAJOR

Chodząc.

Troszeczkę! U niego to nic nie znaczy! Troszeczkę! Otóż masz, co to troszeczkę narobiło.

ROTMISTRZ

Chodząc.

Nie byłyby się tak polękły56.

MAJOR

Chodząc.

Tak, nareszcie57 może byłaby jedna zemdlała.

ROTMISTRZ

Chodząc.

Tak, jedna, a niech i dwie.

MAJOR

Chodząc.

Tak, niech i dwie. Ale trzy!

ROTMISTRZ

Trzy od razu!

MAJOR

Trzy, trzy od razu!

KAPELAN

Posłać po doktora... Krew im puścić.

ROTMISTRZ

Nim przyjedzie...

MAJOR

Lepiej niech im Grześ krew puści.

KAPELAN

Nie uchodzi, nie uchodzi.

GRZEGORZ

Stojąc prosto przed Majorem.

Panie Majorze, podejmuję się.

KAPELAN

Nie można.

MAJOR

Ale kiedy umie... Sam widziałem... Puszczał raz mojemu trębaczowi, jak go koń uderzył... Prawda, że nie do razu, ale jednak...