SCENA IV
Rotmistrz, Grzegorz.
Rotmistrz wchodzi, troskliwiej88 ubrany, nalewając perfumy z flaszeczki na chustkę.
GRZEGORZ
Nie widząc Rotmistrza.
Luba dziewczyna!
ROTMISTRZ
Nie widząc Grzegorza.
Rzadka kobieta!
GRZEGORZ
Usłyszawszy.
Pan Rotmistrz ją widział?
ROTMISTRZ
Z uśmiechem.
Widziałem.
GRZEGORZ
Prawda, Panie Rotmistrzu, że jak sarenka.
ROTMISTRZ
Jak sarenka? Hm... Tego nie znajduję.
GRZEGORZ
Ciągle skacze.
ROTMISTRZ
Skacze? Hm... Tego nie widziałem.
GRZEGORZ
Nigdy stępa, zawsze kłusem.
ROTMISTRZ
Kłusem... Hm... A tak, chcesz powiedzieć, że konno jeździ kłusem.
GRZEGORZ
Konno jeździ?
ROTMISTRZ
Jeździ, jeździ.
GRZEGORZ
A do diabła, za pozwoleniem, w to mi graj. To się każdemu podoba, prawda, panie Rotmistrzu?
ROTMISTRZ
Z uśmiechem.
Grześ ma rozum.
GRZEGORZ
Z taką się żenić.
ROTMISTRZ
Jaki pochlebniś.
GRZEGORZ
Dziś się jeszcze z nią ożenię.
Rotmistrz, odskoczywszy, wpatruje się w niego. Milczenie.
ROTMISTRZ
Ty?
GRZEGORZ
Ja.
ROTMISTRZ
Ty, ty?
GRZEGORZ
Jużci nie pan Rotmistrz.
ROTMISTRZ
W złości.
Co ty gadasz?
GRZEGORZ
Ja... Ja... Ja...
ROTMISTRZ
Z kim ty śmiesz się żenić?
GRZEGORZ
Z Fruzią, za pozwoleniem.
ROTMISTRZ
Z Fruzią? Stary gaduła! Idź precz!
Grzegorz odchodzi.
ROTMISTRZ
Sam.
Oszalał, jemu się żenić... W tym wieku! Co on sobie dobrego obiecywać może? Ale cóż się panna Aniela tak spóźnia? Może już w ogrodzie... Patrzy przez okno. Nie widać.
Podsłuchuje pod jej drzwiami. Usłyszawszy nadchodzącego, odskakuje na środek pokoju.