SCENA IV
Orgonowa, Dyndalska, Aniela. Siedzą w rzędzie po prawej. Po lewej stronie, naprzeciwko, stoją Major, Rotmistrz i Kapelan. W głębi Zofia i Porucznik.
MAJOR
Witam, witam panie siostry w moim domu i bardzo przepraszam kota za niegościnność Piskli i niecnoty Zagraja.
ORGONOWA
Patrz, panie bracie, moja córka. Zofia się zbliża i kłania. Owa Zosiunia mała... Ani byś ją poznał pewnie... Wyrosła, wyładniała, nieprawdaż? Za jej wychowanie nie powstydzę się także. W pierwszej stolicy świata mogłaby bezpiecznie rozmawiać i to nie jednym językiem.
KAPELAN
Na stronie.
Nie jednym! Okropnie!
ORGONOWA
Miała i guwernantkę, madame30 znakomitą, i na wyższych naukach w mieście pół roku strawiła.
ANIELA
Talenta gdy rozwinie...
DYNDALSKA
Ach, Anielko luba, co też nie wygadujesz! Już je rozwinęła. Czyliż nie śpiewa całego Rossiniego31 tak, że każdy słuchać musi? Czyż nie tańcuje tak, że nigdy taktu nie chybi? Czyż nie maluje tak, że jej kwiatek wszystkich zwodził i że pan sędzia, chcąc powąchać, nosem go zmazał?
ANIELA
To pan referendarz32.
DYNDALSKA
Ależ pan sędzia, mój aniołku!
ORGONOWA
Cicho, cicho Dyndalsiu. Nie trzeba jej w oczy chwalić, ona sama pokaże, co umie.
ANIELA
Do Majora.
Jakże ci się podoba?
DYNDALSKA
Szturchając ją łokciem.
Coż to za pytanie!
ANIELA
Nie dasz mi mówić, kochana siostruniu.
DYNDALSKA
Bo mówisz bez sensu, moja duszko.
ORGONOWA
Cicho, cicho siostruniu. Do Majora. Któż są ci panowie?
MAJOR
Rotmistrz Sławomir. W szkołach jeszcze przyjaźń nas złączyła. Razem wdzieliśmy mundur, razem go nosili i razem może w jednej złożym go mogile. Nasz poczciwy Kapelan, także dawny towarzysz, prawdziwy przyjaciel ludzi — wiele robi, mało mówi, naśladować go należy. To mój Edmund, już wam po części znany z mojego listu. W jednej nieszczęsnej utarczce, kiedy każdy o sobie tylko myślał, a ja raniony pod ubitym leżałem koniem, on mnie szukał, postrzegł, zebrał kilku walecznych, natarł na nieprzyjaciół i osłonił własnymi piersiami. Cofał się, nacierał, znowu się cofał i znowu nacierał, aż póki naszych wzrastająca liczba zwycięstwa nam nie wróciła. Tam to mnie, mnie broniąc, odebrał tę kresę33 przez skronie, która więcej warta niż dziesięć wieńców.
Ściska go z rozczuleniem.
ZOFIA
Mimowolnie.
Ach, to pięknie być odważnym!
Spuszcza oczy na bystre spojrzenie matki i ciotek.
ORGONOWA
Dobrze, dość tego, teraz do interesu. Chcę pomówić z tobą, panie bracie, zatem pozwolą panowie...
Oficerowie odchodzą i Zofia wychodzi do swego pokoju na znak Orgonowej.