SCENA XV
Zofia, później Porucznik.
ZOFIA
Po krótkim myśleniu.
Myślę, myślę i pewnie nic dobrego nie wymyślę. Matce oprzeć się trudno; szczęścia wyrzec się trzeba. Ach, Edmundzie! Edmundzie! Nic nie będzie z naszej miłości.
PORUCZNIK
Który się był zatrzymał w głębi.
Skądże ta smutna wróżba?
ZOFIA
Dobrze, żeś nadszedł. Radź czym prędzej... Zmiłuj się... Radź, co robić, bo zginiemy oboje.
PORUCZNIK
Zginiemy? A to dlaczego?
ZOFIA
Czyż nie wiesz, że jest wolą mojej matki, abym poszła za Majora?
PORUCZNIK
I cóż stąd?
ZOFIA
Edmundzie, cóż to za pytanie? Miałożby twoje oświadczenie przed chwilą nie być szczere? Miałożby mnie zawieść serce moje?
PORUCZNIK
Ani jedno, ani drugie. Matka chce wydać cię za Majora, a ja właśnie z jego oświadczeniem przychodzę, że bardzo cię kocha i właśnie dlatego, że kocha, żenić się z tobą nie myśli i nie chce.
ZOFIA
To jeszcze nie koniec.
PORUCZNIK
Droga Zofio! Miejmy nadzieję, chciejmy ją mieć. Od chwili jak cię tu zoczyłem51, jakieś niewymowne przeczucie szczęścia duszę moją napełnia. Ciebie tu spotykam, ciebie, którą od tak dawna na próżno szukałem.
ZOFIA
I mego ojca wszystkie starania były daremne. Nie mógł się nawet dowiedzieć, z którego pułku byli żołnierze, na których czele wyrwałeś go śmierci, a mnie najokropniejszemu nieszczęściu. W ostatniej życia godzinie wspominał cię z wdzięcznością i mnie ją przekazał w jedynej spuściźnie.
PORUCZNIK
Więcej niż wdzięczność, zyskałem miłość twoją.
ZOFIA
Najszczerszą i najświętszą, bo uprawnioną ostatnią wolą ojca.
PORUCZNIK
Innych praw nie roszczę.
ZOFIA
A mogęż zapomnieć...
PORUCZNIK
Kochana Zofio! Wierz mi... Moja czynność wychodzącym z niebezpieczeństwa zdała się dziełem anioła. Ale, w rzeczy, ledwie warto ją wspomnieć. Żałowałem tylko, że zbliżający się nieprzyjaciel nie dozwolił mi zabezpieczyć dalszej waszej podróży i że w tym zamieszaniu żadnej a żadnej, nawet o waszym nazwisku, nie powziąłem wiadomości.
ZOFIA
Mój ojciec w podróży został przymuszony nagłą słabością zatrzymać się dni kilka w domku jednego leśniczego. W trzy dni po przechodzie52 naszego wojska stanęło we wsi kilkuset różnej broni żołnierzy. Rabunek zaczął się wkrótce i do tego stopnia doszedł wściekłości, że podpalano domy bez żadnej przyczyny. Odciągnięta od ojca, widziałam już zajmujący się dach, gdy głos twój słuch mój uderzył. Zdało mi się zaraz wtenczas, że słyszę głos znajomy. I potem, ile razy cię wspominałam, zawsze jak dawną znajomość. Serce moje twoim było, nim się jeszcze zbliżyłeś do niego.
PORUCZNIK
Jak ja, tak i każdy oficer byłby cię ojcu powrócił i kazał pożar ugasić. Szczęście więc tylko moje, że mnie się to trafiło. Patrz, Zofio, wstążka, którą upuściłaś. Od tego czasu nie zeszła z serca mego; nie wiedząc gdzie, kto jesteś, jej wierny byłem.
ZOFIA
Z osobna, widzę, Bóg przyjął przysięgi nasze. Ale, Edmundzie, moja matka nic o tym nie wie. Nieszczęściem rodzice moi nie żyli z sobą od lat dziesięciu i dość byłoby powiedzieć, że to było wolą męża, aby ją nieprzebłaganą na zawsze uczynić.
PORUCZNIK
Nic więc jej jeszcze o tym nie mówmy.
ZOFIA
Zwierz się Majorowi, wezwijmy jego pomocy.
PORUCZNIK
Mógłbym ufać jego pomocy, gdyby tylko nie w tej mierze53. Jest niezwyciężonym nieprzyjacielem małżeństwa i choćby mi nie przeszkadzał, straciłbym pewnie jego przyjaźń, może i szacunek.
ZOFIA
Nieszczęsne uprzedzenia!
PORUCZNIK
Z drugiej strony jestem pewny, że moim rywalem nie będzie. Raz, że się mniej boi całego szwadronu54 nieprzyjacielskiego niż jednej żony. A po wtóre, że nadto szlachetnie myśli, aby chciał być sprawcą czyjegokolwiek nieszczęścia.
ZOFIA
Ale wiedz jeszcze o tym, że jeżeli nie pójdę za niego, Smętosz, obrzydły człowiek, głupi, brudny, stary lichwiarz, moją rękę ma otrzymać.
PORUCZNIK
Czy podobne, aby matka...
ZOFIA
Podług niej, majątek szczęściem, a do tego, mówiąc między nami, jest trochę uparta.
PORUCZNIK
To źle, bardzo źle.
Myśli.
ZOFIA
Jednak kochających, mówią, Bóg nie opuszcza. Może matka zmiękczy się prośbami naszymi.
PORUCZNIK
Po krótkim milczeniu.
Nie, na niepewne losu nie stawiajmy.
ZOFIA
Cóż robić?
PORUCZNIK
Po krótkim milczeniu.
Przykra rzecz udawać, zwłaszcza z przyjaciółmi. Ale ich uprzedzenia, często nierozsądne, uprawniają poniekąd niewinne oszukaństwo. Trzeba więc, abyś oświadczyła Majorowi, że chcesz pójść za niego.
ZOFIA
Dla Boga! To pójdę.
PORUCZNIK
Tego się nie lękaj, ja ręczę. Twoja matka, widząc cię przychylną zamiarowi swojemu, nie straci nadziei przywieść go do skutku i odpowie Smętoszowi, a Major, coraz bardziej przynaglony, przyjmie łatwo ostrożnie podsuniętą myśl: mną wyręczyć siebie.
ZOFIA
Ach, to by dobrze było.
PORUCZNIK
Staraj mu się jednak podobać. Bo zakochać się nie zakocha, a dobrze będzie, jak pojmie, dlaczego ja kocham.
ZOFIA
Mam więc...
PORUCZNIK
Być matce powolna i Majorowi przyjazna.
ZOFIA
Jesteś jednak pewny, że nie zechce...
PORUCZNIK
Ach, tak pewny jestem jak ty mojej, a ja twojej miłości.
ZOFIA
Jakikolwiek skutek otrzymamy, Edmundzie, serce Zofii twoim do śmierci.
PORUCZNIK
Całując ją w rękę.
Już samo to zapewnienie jest moim szczęściem. Ale idź, uwiadom55 matkę o odpowiedzi Majora i postępuj sobie stosownie do naszego układu. Miłość i nadzieja niech naszym hasłem będzie.
ZOFIA
Do zgonu.