SCENA XX
Major, Rotmistrz, Kapelan.
KAPELAN
Moi panowie, nie wiem, co się tu dzieje... Nie chcę wiedzieć... Nie chcę i dłużej bawić. Bądźcie zdrowi... Szczęścia życzę... Bardzo życzę.
MAJOR
Kochany Józefie! Przebacz, zapomnij, co się działo... Zostań... Zostań... Wszystko już do porządku wróciło.
ROTMISTRZ
Ty, stary, i na mnie się gniewasz?
KAPELAN
Na żadnego, na żadnego. I cóż się tu dzieje?
MAJOR
Przyszliśmy do rozumu.
KAPELAN
Brawo.
Kładzie kapelusz.
MAJOR
Kochaliśmy się, chcieliśmy się żenić.
KAPELAN
Nie uchodzi, nie uchodzi.
MAJOR
Teraz się nie kochamy i nie żenimy.
KAPELAN
Mądrze, mądrze.
MAJOR
Ale wiecie, przyjaciele, nie to, żem zbłądził na chwilę, nie to mnie boli; bo któż nie potknie się czasem. Ale czynność Edmunda, ta mi na sercu jak kamień.
KAPELAN
Jaka czynność?
MAJOR
Wiedząc, że mi się Zosia podoba, chciał ją zbałamucić, chciał ją wykraść.
ROTMISTRZ
To być nie może!
KAPELAN
Majorze, Majorze, co ty mówisz?
MAJOR
Tak jest, niezawodnie.
ROTMISTRZ
To być nie może.
KAPELAN
Któż ci to powiedział?
MAJOR
Moje siostry.
KAPELAN
I tyś uwierzył jak temu, żem z nimi o tobie rozmawiał.
ROTMISTRZ
Ja niczemu nie wierzę; na raz sztuka.
MAJOR
Klęczał przed nią.
KAPELAN
Prawda, przy pożegnaniu, polecając jej szczęście twoje.
MAJOR
Nie rozumiem.
KAPELAN
Edmund i Zofia kochali się od dawna. Zofia pewna, że jej ręki nie przyjmiesz, ulegając na pozór woli matki, chciała czas zyskać i oddalić jakiegoś znienawidzonego zalotnika. Ale jak rzeczy inny obrót wzięły, Edmund postanowił odjechać, wyrzec się miłości, nigdy już Zofii nie widzieć i, abyś nie miał na sercu jego nieszczęścia, wiecznie ci to ukrywać. Poświęcił ci więcej niż życie...
MAJOR
Tak, tak Edmund myślał? Ściskając gwałtownie Kapelana. Edmundzie! Kochany Edmundzie!
Wybiega.