SCENA V

Justysia, Wacław.

JUSTYSIA

Ach, trzymaj mnie pan! W głowie mi się kręci...

Aj, aj, upadnę!

WACŁAW

Nie brak mi na chęci;

Będę cię trzymał nawet i do nocy

I choćbym osłabł, znów przyjdę do mocy.

JUSTYSIA

Nie, siąść wolę.

Idzie do kanapy, wsparta na Wacławie.

WACŁAW

I owszem, usiądziemy sobie.

Siadają.

JUSTYSIA

Wszystko to fraszka106, ale ja źle robię,

Że pana szukam, co bym miała stronić;

Będę ja za to łez niemało ronić...

Niechże pan, proszę, trochę dalej siędzie.

WACŁAW

Wszystko to fraszka, co było i będzie,

Byle cię tylko przycisnąć do łona...

Ale słuchaj no, gdzie jest moja żona?

JUSTYSIA

Poszła do siostry, która bardzo chora;

Przysłała po nią, zatem do wieczora,

Jeśli nie dłużej, będzie przy niej siedzieć,

O czym mi panu kazała powiedzieć.

WACŁAW

śpiewając na tę samą nutę

Brawo Justysiu, brawo, brawo, brawo!

Raz przecie nie potrzeba dręczyć się obawą:

Od rana do wieczora będziem tylko dwoje;

A, niechże cię uściskam za poselstwo twoje!

Całuje ją.