SCENA VII

Wacław, Alfred.

Alfred wszedłszy i postrzegłszy swoje listy, okazuje wewnętrzne pomieszanie; zaciera ręce i nuci czasami, poglądając108 raz na listy, raz na Wacława. Wacław zamyka drzwi, którymi Elwira wyszła.

ALFRED

z przymuszonym śmiechem

Cóż? zamykasz?

WACŁAW

Zamykam.

długie milczenie. Alfred zawsze niespokojny, a Wacław drugie boczne drzwi zamyka

Nikt nam nie przeszkodzi.

Alfredzie, przykre dla mnie zdarzenie zachodzi,

Przykre i wyznać; ale znając serce twoje,

Znając i szczerą przyjaźń, chybić109 się nie boję,

Gdy miłość własną przytłumiając w sobie,

Zgryzot domowych wyznanie ci zrobię.

Właśnie nim wszedłeś, minut kilka, moja żona,

Nie wiem, przeciw tam czemu gniewem uniesiona,

Upuściła przypadkiem tych listów tysiące.

Jej krzyk, jej pomieszanie, wszystkie członki drżące,

Jakąś w tym tajemnicę wskazywać się zdały;

Podnoszę, czytam i staję zdumiały.

Czy uwierzysz? Patrz, same miłośne wyznania,

Jakieś skryte umowy, jakieś rady, zdania,

Przysiąg krociami... słowem, znajduję bilety,

Jakie się zwykle piszą 110 do kobiety,

Która nam uczuć całkiem już nie kryje

I z którą się... nareszcie jak najlepiej żyje.

Pytam, proszę, zgaduję, błagam czy się dziwię,

Elwira milczy.

ALFRED

Milczy?

WACŁAW

Milczy uporczywie,

I tylkom to mógł wyrwać spomiędzy szlochania,

Że ją w tym obce dobro do milczenia skłania.

Co tu więc z tego wnosić, co czynić wypada,

Powiedz, i niech mnie twoja objaśni w tym rada.

ALFRED

Ja sądzę, że Elwira całkiem jest niewinna,

Chyba w tym, że ci kryje, co zrobiła inna!

Ależ trudno wymagać po czułej osobie,

By zwierzenia przyjaźni powierzała tobie.

WACŁAW

Ale czyjeż być mogą? Jej związki mi znane,

A potem przyjaciółki gdzie są tak wylane111,

Aby sobie podobne powierzały rzeczy?

ALFRED

Prawda, dobra uwaga. Lecz któż mi zaprzeczy,

Gdy te listy pisane przynajmniej od roku,

Że ten związek twojemu nie uszedłby oku?

WACŁAW

Znasz mnie, na co mam mówić — ja bym też nie zoczył112!

Dlategom to z Elwirą rozmowę odroczył;

Nie chciałem, aby zgadła, co się ze mną działo,

I myślała, że sobie i jej ufam mało.

Nareszcie, na uwagę wszystko biorąc ściśle,

O rozumie Elwiry z większą chlubą myślę —

Lepiej by przecie pisał od niej ulubiony.

ALFRED

Czemu?

WACŁAW

To jakiś student sztychował113 androny114.

ALFRED

urażony

Dlaczegóż student?

WACŁAW

Bo głupie po trosze.

ALFRED

Ale dlaczego głupie, powiedzże mi, proszę?

WACŁAW

Na, masz, weź ich kilka, czytaj,

A potem, czemu głupie, sam siebie zapytaj.

Nie do mojej więc żony te listy pisane,

Pewnie; jednak spokojnym póty nie zostanę,

Póki całej nie będę tajemnicy wiedziéć.

ALFRED

Niepotrzebna ciekawość cudze sprawy śledzić.

WACŁAW

Wybacz, nie bardzo cudze, gdy o żonę chodzi.

ALFRED

Fe! wstydź się, fe! Wacławie, zazdrość cię uwodzi.

WACŁAW

Zazdrość?

ALFRED

Zazdrość.

WACŁAW

Mylisz się.

ALFRED

Porzuć więc badanie,

Zwróć listy, przeproś żonę i koniec się stanie.

WACŁAW

Nie, nie; zazdrość, nie zazdrość, niechaj co chce będzie,

Ja dzisiaj objaśnionym muszę być w tym względzie.

po krótkim milczeniu

Niech tylko jaki pozór na myśl mi przypadnie...

Z kimże żyje Elwira? Wszystkich znam dokładnie.

ALFRED

Czekaj, co za myśl! Może... Tak jest, nie inaczej:

Justysia, jej służąca, przyjaciółka raczej,

Co się swą francuszczyzną często lubi chwalić,

Wszak łatwo mogła kogo miłością zapalić.

A naśladując modę i wieku zwyczaje,

Chociaż Polka, po polsku w miłość się nie wdaje —

Wszystko więc po francusku, bilet i rozmowa.

Tak robią nasze panie, tak świata połowa,

Dlaczegóż by Justysia nie tak robić miała

I umiejąc inaczej, po polsku pisała?

Nawet — przypomnij sobie, gdym wszedł niespodzianie —

Szła, wróciła i pono... Prawda, wyśmienicie! —

Chciała ci mowę przerwać i wstrzymać odkrycie;

Tak, wierzaj mi, niepróżne są domysły moje.

WACŁAW

Justysia? To być może, wiesz, tego się boję.

ALFRED

A tobie co to szkodzi?

WACŁAW

No, jużci nie szkodzi,

Ale to w moim domu... jakoś nie uchodzi...

Aby pod moim bokiem... moralność cierpiała.

ALFRED

z ironią powtarzając

Aha, moralność!

WACŁAW

Zatem jest to rzecz niemała...

Ale na cóż przed tobą mam się kryć w tej mierze,

Kiedym zaczął się zwierzać, z wszystkiego się zwierzę;

Otóż widzisz, Justysia... Ale nie wnoś sobie,

Że ona jest służącą w zwyczajnym sposobie;

Ona wzrosła z Elwirą, wzięła wychowanie,

Które by dobrym było nawet w wyższym stanie,

Od swych nauczycieli korzystała wiele

I znając ją dokładnie, mogę wyznać śmiele...

ALFRED

z niecierpliwością

No i cóż ta Justysia?

WACŁAW

Otóż ta dziewczyna...

Chciałbym, żebyś z nią mówił, to rozkosz jedyna!

Trudno prawdziwie wierzyć, jak ma dobrze w głowie,

Jak rozsądna, przyjemna, wesoła w rozmowie...

ALFRED

No, no — i cóż Justysia?

WACŁAW

Wszystko wyznać muszę:

Otóż... A co najbardziej zaszczyca jej duszę,

To jest dobroć anielska z tym czułym wyrazem...

ALFRED

z niecierpliwością

Ale cóż ta...

WACŁAW

A zwłaszcza ma... coś... coś... tak razem...

ALFRED

Ma coś, ma, ma; wiem ja, wiem; ale skończ, u kata!

Cóż ta Justysia? ta ozdoba świata...

WACŁAW

wpadając w mowę

Bardzo mi się podobała.

ALFRED

Tak?

WACŁAW

prędko

Kochamy się wzajemnie

I umiemy żyć przyjemnie;

Otóż okoliczność cała.

ALFRED

Umiecie żyć przyjemnie? — Umiejętność rzadka.

Lecz jakże już trwa dawno ta dla mnie zagadka?

WACŁAW

Od dwóch tygodni jestem pewny, że mnie kocha.

ALFRED

na stronie

Od dwóch tygodni mnie zwodzi.

WACŁAW

zasłyszawszy

Czy zwodzi?

Otóż właśnie i mnie o to chodzi!

Ale znowu nie jest płocha

I te listy w takim zbiorze...

Nie, to być nie może.

Ale, hm, prawda, przypominam sobie,

Ktoś się w niej kochał młody i bogaty;

Raz mi wspomniała w dość dziwnym sposobie,

Nawet się śmiała z kochanka utraty.

Lecz jeśli mając te oba przymioty,

To jest młodość i klucz złoty,

Nie umiał panicz wyszukać sprężyny

Do ustalenia tak młodej dziewczyny,

To już być musiał, mówiąc między nami,

Gap, ale gap nad gapiami.

ALFRED

nieukontentowany

Jakiżeś dziś domyślny.

WACŁAW

Więc tym się nie straszę.

Ale to próżne są domysły nasze;

Wolę Justysię tu przysłać do ciebie,

Staraj się, proszę, w pewność ją wprowadzić,

Że chcesz dopomóc tę sprawę zagładzić.

Ofiaruj się jej w potrzebie,

Że przyjmiesz nawet i listy na siebie,

Że... Ale ty potrafisz sobie z nią poradzić,

A ja tymczasem, aż do nóg zniżony,

Będę o spokój wszystkich prosić mojej żony.

Odchodzi.