SCENA III

Radost, Gustaw.

GUSTAW

A co, stryjaszku? — Wszak poprawa wielka?

RADOST

Gdybym nie widział, nie dałbym był wiary.

GUSTAW

Tylko coś trochę bruździ mi Anielka.

RADOST

Już tak za pan brat! — Jakby z jednej pary?

GUSTAW

Dąsa się na mnie.

RADOST

do siebie

Anielka! No proszę!

GUSTAW

Ale im rzadsze, tem większe rozkosze.

Niech mało mówi, a kocha bez miary,

Bo coraz więcej za serce mnie chwyta.

RADOST

rozgniewany

A ty coraz mniej.

GUSTAW

Mniej?

RADOST

Mniej.

GUSTAW

Czy żart?

RADOST

ironicznie

Żart, żart.

GUSTAW

To źle.

RADOST

ze wzrastającym gniewem

To dobrze.

GUSTAW

Czemu?

RADOST

Boś tego wart.

GUSTAW

Cóżem ja zrobił?

RADOST

I jeszcze się pyta!

Zmiłuj się, powiedz, czyś duszy chciał ze mnie?

Czy tarantula pogryzła ci pięty,

Że kiedym mrugał i chrząkał daremnie,

Ty w susach, skokach, na wszystko zawzięty,

Tłukłeś, łamałeś — nawet biedną suczkę...

GUSTAW

Cóż złego? — chciałem pokazać im sztuczkę.

RADOST

O, ty do sztuczek! Mistrz! Jakby spadł z nieba —

Lecz nie do takich, gdzie zgrabności trzeba.

Kto z wesołości do głupstwa przechodzi,

Może rozśmieszyć, sobie tylko szkodzi;

Lecz kiedy głupstwem chce zabawić kogo,

Krzywdzi go wtenczas i złą idzie drogą.

GUSTAW

Prawda, stryjaszku, prawda co do joty;

Co to za szczęście, że cię mam przy sobie,

Że zawsze radzisz w tak jasnym sposobie,

Bo nie raz głupstwo byłbym zrobić w stanie.

RADOST

wnosząc oczy ku niebu

Byłby?

GUSTAW

ściskając go

Dziękuję, mój stryjaszku złoty,

Za twoją radę, za twoje kazanie,

Wszystko już teraz, jak każesz, tak zrobię.

RADOST

prosząc

Więc te rozmowy...

GUSTAW

Ej tam u kaduka!

Już w gardle stoi to wiejskie gdakanie!

RADOST

O... o... już zły, już.

GUSTAW

Nazbyt wielka sztuka,

Z miasta przybywszy wiejskie bawić panie.

Wspomnij świat wielki: ho, ho! górne tony.

Mów o rolnictwie: — za cóż to nas trzyma?

Czy nad młot, omłot, innej treści nié ma?

O literaturze: fiu! jaki uczony!

Żartuj: trzpiot z ciebie. Nie żartuj: rozumny.

Bądź wesół: szydzisz. Bądź smutny: pan dumny.

Dosyć, że na wsi nim będziesz poznany

Mów i rób co chcesz, zawsześ wart nagany.

RADOST

Ale Aniela czy jej także warta?

GUSTAW

Cóż mam z nią mówić? — Mówiłem o łanach,

Łąkach, strumykach, owcach i baranach,

O czemże jeszcze mam mówić, u czarta?

RADOST

Kiedy się gniewasz i sadzisz czartami...

Ale cóż w mieście?

GUSTAW

Nie gadam z pannami.

RADOST

Panna, niepanna, któż wgląda tak ściśle!

GUSTAW

Ach, mój stryjaszku, jakżeś się zestarzał.

Gdy nie śmiem wyrzec, co z zapałem myślę,

Sto słów na jedno, będę giął, powtarzał,

Nim mnie powoli do celu przybliży;

Bo myśl jak woda; im ciaśniej, tem wyżéj.

RADOST

Argument jasny, porównanie piękne.

GUSTAW

Z panną, sam powiedz, kiedy raz już jęknę:

«Kocham waćpannę», a ona odpowie:

«Kocham waćpana» — jużci po rozmowie.

RADOST

A jak: «Nie kocham»?

GUSTAW

Także koniec będzie.

RADOST

Lecz z tobą końca i diabeł nie dojdzie.

Ale stój, czekaj! Zatrzymaj w pędzie!

Wiesz, jaki zamiar Anieli i Klary?

GUSTAW

Nie.

RADOST

Żadna za mąż nie chce i nie pójdzie.

GUSTAW

z udanym przestrachem, odprowadzając go na stronę

Jak to, stryjaszku? — A, to nie do wiary!

Chcą mężczyzn zgubić, trwać w panieńskiej cnocie?

Może tak wszystkie?

RADOST

głaszcząc go pod brodę

Oj ty, ty mój trzpiocie!

Odchodzi.

GUSTAW

sam po krótkiem milczeniu

Ten wzrok oziębły, a miłosne oko,

Westchnienie w piersiach zamknięte głęboko,

Czoło pochmurne, kiedy twarz się śmieje —

Na honor, lubię, kocham się, szaleję!